Podobno ludzie przyjdą nawet na uroczyste otwarcie koperty, jeśli tylko dostaną tam szampana. Ale gdy Olga otwierała w swojej galerii wystawę obrazów znanej lesbijki, było niezwykle – lesbijski szyk w połączeniu z artystycznym luzem stworzył zupełnie nieoczekiwaną mieszankę wybuchową.
Olga zaprosiła na wernisaż swojego nowego znajomego – toksycznego singla, a zarazem właściciela ulubionej restauracji modelek z niższej półki i facetów, którzy stawiali im tam sałatki. Ewa przyszła z Konradem – filmowcem, dokumentalistą, który kończył właśnie swoje najnowsze dzieło, co objawiało się między innymi tym, że bez przerwy o nim mówił. Ja przyszłam z Moniką, co w tych okolicznościach nie było żadnym zgrzytem. Wręcz przeciwnie. Chociaż podobno za lesbijkami uganiają się heteroseksualni faceci. A co z nami?
Monia w pewnej chwili dostrzegła swojego znajomego z siłowni i poszła się przywitać. Dziewczyny były zajęte, uznałam więc, że mogę się elegancko zmyć i nikt tego nawet nie zauważy. Prawdę mówiąc byłam umówiona. Ale nie śmiałam powiedzieć im dokąd idę, ani z kim. Wiedziałam, że źle robię spotykając się z niedostępnym emocjonalnie facetem, którego odrzuciłam kilka miesięcy temu, ale poczucie winy działało w tym przypadku na mnie, jak afrodyzjak. Nigdy nie czułam się lepiej.
Koło północy Olga odkryła nową grupę społeczną gotową szpanować bogactwem – ważne lesbijki. Miały wszystko – piękne buty, zabójcze okulary i niewidzialne makijaże. Olga nigdy wcześniej nie sprzedała wszystkich obrazów w trakcie wernisażu. Była zaskoczona, ale tego wieczoru czekała ją inna, znacznie mniej miła niespodzianka. Kiedy zabrakło szampana, poszła po kilka zapasowych butelek na zaplecze i zastała tam w bardzo jednoznacznej sytuacji swojego adoratora. A ten bez mrugnięcia okiem rzucił od niechcenia – wyluzuj, tylko się całujemy! I na nowo zajął się swoją nową panią. Bezczelny. Obmacywał inną babkę i twierdził, że to nie zdrada. Podobno faceci uważają, że nie zdradzają swoich żon, jeśli sypiają z kimś z biedniejszej dzielnicy. To obłęd. Mężczyźni zdradzają swoje kobiety, a psy liżą się po podbrzuszu. Bo mogą. Cóż…
Zamiast marnować energię na potępianie ich, czas się pogodzić z realiami. To brzmi zachęcająco, ale kobiety też zdradzają. Ale to co innego. My się nie rzucamy na każdego przystojnego faceta. Nie rządzi nami testosteron. Rządzą nami uczucia. Czyli hormony. Nie. To wewnętrzny głos mówiący wciąż – szukaj tego jednego jedynego na całe życie. Ale nie słuchaj wszystkich głosów, bo oszalejesz i zamkną Cię w Tworkach.
Każda z nas inaczej pojmuje zdradę. Jedna jej nie toleruje, inna bardziej realistycznie ocenia ludzi i łatwiej wybacza, może dlatego, że sama zdradza? Nie można jasno zdefiniować zdrady. To co? Wolno zdradzać? Istnieje krzywa zdrady. Osobiste pojęcie zdrady zależy od tego, jak często sami to robimy. To relatywizm moralny. Może raczej kwantowa teoria zdrady. A może zdradę definiuje przyłapanie? Czy na pewno? Czy zdrada jest jak przysłowiowe drzewo w lesie? Dopóki go ktoś nie zobaczy, to jakby nie istniało? Co stanowi zdradę w naszym wyzwolonym świecie? Niby takie oczywiste pytanie, a jak trudno znaleźć na nie jednoznaczną odpowiedź…





