Dzisiaj jest: wtorek, 22. maja 2012

Nasze serwisysingielwpodrozy.plmieszkaniadlasingli.pl

womanOstatnio byłam w kinie na takiej sobie amerykańskiej komedyjce: gwiazdy i gwiazdeczki, banalna fabuła, mdły happy end – hollywoodzki standard. Ale w tym morzu nijakości, przed którym ratować mogło jedynie chrupanie popcornu i siorbanie Coli (głośno, żeby nie być gorszym od reszty widowni), pojawiła się jedna ważna kwestia: kobiety i ich pociąg do katastrof.

Jeden z bohaterów mówi w filmie do swojej – dajmy na to – przyjaciółki (choć to, co ich łączy, trudno zaliczyć do jakiejkolwiek znanej mi kategorii relacji międzyludzkich…): “Bo wy, kobiety, poprostu uwielbiacie dramaty w swoim życiu”.
No i masz – pomyślałam – znalazł się specjalista od babskich przypadłości. Ale po chwili zaczęłam się zastanawiać… Czy mężczyźni po trzydzieści razy oglądają “Dirty Dancing” albo “Casablancę”? Spędzają wieczory przyklejeni do telewizora, a konkretniej do “M jak miłość”, “B jak Brzydula” czy “E jak Esmeralda”? Telenowele to przecież kopalnia ludzkich nieszczęść, tragedii, miłosnych zawodów, zdrad… a jeśli uwzględnimy brazylijskie tasiemce, możemy doliczyć jeszcze kazirodztwo i transseksualizm.

Dlaczego kobiety z uporem maniaka analizują wypowiedzi potencjalnych, obecnych, czy też ex partnerów, zastanawiając się, czy oby na pewno mieli na myśli to, co mieli na myśli? Przecież “Jestem zmęczony” musi kryć w sobie coś więcej niż tylko chęć wyłożenia się na kanapie z piwem w jednej ręce i pilotem w drugiej. Za “jestem zmęczony” prawdopodobnie kryje się: “Już cię nie kocham” (wersja heavy), “Nie chce mi się z tobą gadać, nudna jesteś”, “Nie mam ochoty na seks. Wiesz, właściwie już mnie nie pociągasz”, a nawet “Jestem gejem” (wersja dla wielbicielek “Mody na sukces”).

Dlaczego dając swój numer telefonu przypadkowo poznanemu w klubie facetowi czekamy, aż zadzwoni, albo – o zgrozo – wyobrażamy go sobie w naszej kuchni, przyodzianego w fartuszek, mieszającego makaron i wołającego z uśmiechem: “Kochanie, kolacja gotowa!”? Przez następny tydzień budujemy swoją z nim wspólną, świetlaną przyszłość, a kiedy po 10-ciu dniach nie dzwoni, robimy wielkie oczy i rzucamy się na łóżko z płaczem, że właśnie po raz kolejny przeszła nam koło nosa miłość naszego życia. To nic, że facet na randce dyskretnie dłubał w nosie a jego dowcipy wcale nie były zabawne. My dyskretnie postanowiłyśmy tego nie zauważyć.

Kiedy przyjaciółce zdechnie pies lub chłopak (ten drugi psychicznie, nie fizycznie), najpierw obowiązkowo urządzamy sobie naszą małą, prywatną ścianę płaczu. Potem się przytulamy, a na deser zostawiamy to, co tygryski lubią najbardziej – psychiczny masochizm. “Uwielbiałam wychodzić z nim na spacery do tego parku pod domem…”, “Nie mogę się pogodzić, że już nigdy nie położy łapy na moim kolanie” i ewentualnie: “Gdybym go lepiej traktowała, to by z suką nie uciekł…”. I tak dalej w ten deseń.
Co w nas siedzi, że wyolbrzymiamy sprawy, albo – co gorsza – szukamy dramatów tam, gdzie ich nie ma? Tu wchodzą psychologowie ze swoją tyradą: że kobiety to niby bardziej wrażliwe są, emocjonalne, empatyczne i uczuciowe też. Że my w ogóle więcej mówimy, przeżywamy, martwimy się losem świata i mamy tę cholerną intuicję. Tak nam zrobił nasz mózg i już. Do tego dodajmy parę socjologicznych opowiastek o przejmowaniu ról płciowych i procesie socjalizacji. Że dziewczynki to tylko lalki a chłopcy resoraki. A widział ktoś kiedyś płaczącego, rwącego sobie włosy z głowy resoraka? Nie. Za to lalki płaczą, krzyczą, sikają gdzie popadnie i gadają pierdoły. Dramat.
Antropolodzy kultury też by coś dorzucili: Matki Polki, płaczki żydowskie i “bóle globusa” wszystkich kobiet pozytywizmu. Nie mówiąc już o pramatce Ewie, przyczynie całego zamieszania.

Taa… my, kobiety, potrzebujemy w życiu mocnych wrażeń. Potrzebujemy sobie popłakać, uknuć intrygę, wpaść w depresję, zostać porzuconą przez mężczyznę naszego życia pod wieżą Eiffla… Musi być ciężko, pod górkę, ale z polotem. Tak, żeby dobrze się spełnić w naszej kobiecej roli dyżurnych dostarczycielek wydarzeń tragicznych. Żeby po ciężkim dniu spędzonym na poszukiwaniu dramatów móc wreszcie usiąść z zasłużoną miską popcornu przed telewizorem i pośmiać się z polskiej reprezentacji przegrywającej w rozgrywkach Mistrzostw Świata z Manchester United…

Autor: Malvina Pająk

redaktor działu 'rozwój osobisty' dziennikarka, publicystka i świeżo upieczona pani psycholog. Pożeraczka książek, serków i rzędów dusz. Impulsywna, narwana, kolekcjonuje nastroje, a potem tka z nich te swoje tekściki…

Miłość na odległość

Miłość na odległość

On tu, ona tam. Kiedy u niego za oknem pada, u niej świeci słońce. Dzielą ich kilometry, łączy uczucie. Związki na odległość nie są łatwe. Choć podobno “miłość jest czekaniem na listy i pukaniem do drzwi…” Ale czy mierzona w kilometrach ma szansę przetrwać? Ostatnio sporo nad tym rozmyślam… Spoglądając na wiele mi bliskich osób, [...]

Seks i wielkie miasto

Seks i wielkie miasto

Jako wielbicielka serialu „Sex in the city” postanowiłam popełnić cykl artykułów, których inspiracją będą kolejne jego odcinki. Nie będę tu jednak pisać o serialu, a o problemach przez niego poruszanych. Chcę w ten sposób zadać kłam teorii, że jest to pusty serialik pokazujący bezmyślne amerykanki, dla których liczą się tylko ciuchy, zakupy i kasa, które [...]

Wśród nocnej ciszy

Wśród nocnej ciszy

To będzie opowieść o Świętach, jakie pamiętam z dzieciństwa. Przede wszystkim dlatego, że w tym roku spędzę je w domu mojej ukochanej babci. Tak jak miało to miejsce przez wiele lat z rzędu. W tym roku zasiądziemy przy wigilijnym stole w wyjątkowo dużym gronie, ale nie będzie z nami naszej cudownej babci. To już trzecie [...]

Stop singlofobii!

Stop singlofobii!

USA od zawsze stanowiło niedościgniony wzór dla naszego kraju. Od początku lat ’90 rozpoczął się w Polsce proces bezmyślnego kopiowania wszelkich amerykańskich rozwiązań. Wszystko co pochodziło zza Wielkiej Wody uważane było za lepsze, modniejsze, bardziej trendy. Kopiowaliśmy wszystko i wszyscy. Od idiotycznego stylu życia po niezdrowego McDonaldsa. Moment otrzeźwienia przyszedł po wstąpieniu do Unii Europejskiej. [...]