
Pogoda rozpieszcza nas tej jesieni. Słońce wciąż pięknie świeci, zaglądając każdego poranka przez okno, kiedy zaczynam dzień parząc w kuchni filiżankę ulubionej herbaty.
Ale czas biegnie szybciej, niż tego chcemy i mamy już listopad. Za kilka dni zaczną się nocne przymrozki, które obedrą drzewa z kolorowych liści, zostawiając na nich smutek i tęsknotę za wiosną. Spacerując po parku lubię przysiąść chociaż na chwilę na ławce. Korzystam z ostatnich chwil słońca, chcąc je zatrzymać jak najdłużej w pamięci. Oddycham głęboko, zamykam oczy i słucham ukochanych dźwięków płynących ze słuchawek. Każda pora roku, każde wydarzenie kojarzy mi się z muzyką, z jakąś płytą, piosenką. A każdy dźwięk przypomina mi chwile, które minęły bezpowrotnie zostawiając po sobie muzyczny ślad w mojej pamięci…
Jesień to czas koncertów, tych szczególnych, wyjątkowych, nostalgicznych. To czas muzyki słuchanej wieczorami, kiedy za oknem leje deszcz. To czas nowych płyt, ale również muzycznych wspomnień, powrotów do dawno zapomnianych, schowanych w szafkach dźwięków. Z rozkoszą rozsiadam się na kanapie z kubkiem gorącej herbaty z sokiem malinowym i słucham. To mój czas.
Ale jesień to również czas spotkań. Z przyjaciółmi, dla których latem miałam mniej czasu, bo wciąż było coś do załatwienia. Z przyjaciółmi, którzy latem byli zajęci innymi sprawami. Teraz, kiedy o 17 jest ciemno, wieczory stają się niezwykle długie, fundując nam cudownie więcej wolnego czasu.
Moi przyjaciele mieszkają w różnych miastach, wygnani tam przez życie, firmy, którym oddali się bez reszty, albo życiowe wybory. Spotkania z nimi to podróże. Podróże, które kocham, do których za każdym razem starannie się przygotowuję. Kupuję im swoje ulubione płyty, książki, filmy, aby w czasie rozłąki mieli u siebie część mnie. Podróż to doskonały czas do słuchania muzyki. Przemierzając samochodem polskie drogi rzadko słucham radia chyba, że jadę długo. Wtedy lubię, kiedy ktoś do mnie mówi. A najlepiej, kiedy ten ktoś serwuje mi przy okazji swoje, a i moje, ukochane dźwięki. Wtedy to jakby spotkanie z nowym przyjacielem, który czuje jak ja. A kiedy nie mówi i nie czuje, wyciągam ze schowka kolejne płyty, starannie wybrane na tę okazję i zanurzam się w mrokach wieczoru i dźwiękach. Jesienią słucham jazzu. Jazz jest bardzo jesienny. Jesienne podróże w deszczu to przede wszystkim trąbka. To Tomasz Stańko albo Chris Botti. A jeśli Chris Botti, to również Sting. Mój ukochany Sting, który pozwala się zatrzymać, spojrzeć w siebie, nabrać w dłonie nową porcję nadziei i optymizmu, siły na czekanie na kolejną wiosnę. Chociaż wszystko jest tak kruche…





