Wyglądają tak niepozornie, że wielu osobom trudno uwierzyć, jak wiele smaku i zdrowia w sobie kryją. Na szczęście powoli oswajamy te maleńkie listki na wątłych łodyżkach i coraz częściej włączamy je do naszego codziennego menu.
Prawdopodobnie odkryto je przez przypadek, gdy żeglarze wieźli ze sobą zapasy suszonej fasoli, a ona pod wpływem otaczającej wilgoci zaczęła kiełkować. Małe roślinki okazały się smaczne, a na dodatek szybko zorientowano się, że dostarczają mnóstwo energii. Rzecz działa się na Dalekim Wschodzie i to tam właśnie kiełki zaczęły robić prawdziwą karierę. Musiało minąć sporo czasu, nim doceniono je również w kulturze zachodniej. W osiemnastym wieku brytyjska wyprawa morska również zabrała na pokład nasiona, którym pozwalano kiełkować i zjadano je stopniowo, co uchroniło marynarzy przed szkorbutem i awitaminozą. Kiedy dziś posypujemy kiełkami wiosenne sałatki, przez myśl nam nawet nie przechodzi, że swą karierę zawdzięczają one dawnym marynarzom.
Najlepsze w kiełkach jest to, że można je samodzielnie hodować. Wystarczy odpowiednio wilgotne stanowisko hodowlane i właściwe nasiona. Większość kiełków jest gotowa do jedzenia już po kilku dniach, jedynie kiełki cebuli, czosnku i pora potrzebują prawie dwóch tygodni, by odpowiednio urosnąć. Najłatwiejsze do hodowli są kiełki rzodkiewki, lucerny, soczewicy czy fasoli mung, doświadczenia wymagają za to te z soi, ciecierzyca i siemienia lnianego. Gotowe można przechowywać jeszcze przez kilka dni w lodówce, ale ich nieco pikantny i świeży smak sprawia, że znikają naprawdę bardzo szybko. Zdecydowaną większość kiełków zjada się na surowo, niektóre trzeba jednak ugotować, na przykład z soi, ciecierzycy, groszku czy z kukurydzy.
Do najbardziej popularnych należą kiełki z rzodkiewki. Są pikantne i wyraziste. Świetnie nadają się do sałatek, twarożków, potraw z jajek, a nawet do posypania kanapek. Wzmacniają organizm i poprawiają stan skóry i włosów. Znacznie większe, a przy tym delikatniejsze w smaku są kiełki słonecznika. Poprawiają przemianę materii, dostarczają wielu cennych składników mineralnych. Kiełki brokułowe są dość pikantne, można nimi niczym przyprawą posypywać kanapki i sałatki. Warto je jeść jak najszybciej, bo z czasem tracą wartości odżywcze. A mają wielokrotnie silniejsze działanie antyrodnikowe niż dorosła roślina. Kiełki kozieradki trzeba podjadać, póki są malutkie, bo po wyrośnięciu gorzknieją. Fasolowe można jeść zarówno na surowo, jak i podgotowane, często dodaje się je do potraw z kuchni wschodniej. Są lżej strawne niż sama fasola, a ich białko jest łatwo przyswajalne. Rzeżucha nie na darmo kojarzy się z Wielkanocą, jej kiełki doskonale bowiem sprawdzają się do jajek i lekkich, wiosennych sałatek. Każdy rodzaj kiełków ma inny smak i wyrazistość, dostarcza też organizmowi innych składników, wszystkie jednak są doskonałym źródłem witamin i minerałów, doskonale wspomagają prawidłowe funkcjonowanie organizmu, często dając mu znacznie więcej niż dojrzałe rośliny.



