To książka dla wszystkich tych, którzy nie potrafią się oprzeć aromatowi świeżego chleba. Czyli dla wszystkich, no bo któż z nas przejdzie zupełnie obojętnie obok piekarni, z której łagodnie wypływa na zewnątrz ciepły, domowy zapach?
Nie ma znaczenia, czy to gruba pajda wiejskiego chleba, czy arystokratycznie wytworna biała bułeczka – chleb ma w sobie magię i mistykę. Nic nie może mu dorównać w szacunku dnia powszechnego, nic go nie zastąpi i nie umniejszy mu wagi. Pieczenie chleba to sztuka i rytuał. Kto posiadł umiejętność robienia ciasta, kto umie je wyrobić i zmienić w chrupiący bochenek, ten ma władzę nad ludzkimi sercami. A kto jeszcze tego daru nie ma, niech sięgnie po tę książkę.
Peter Mayle, znany polskim czytelnikom z serii urokliwych opowieści o Prowansji, odwiedza tym razem francuskiego piekarza Gerarda Auzeta, właściciela istniejącej od 1951 roku rodzinnej piekarni w Cavaillon kolo Awinionu. Piękne opisanie Mayle i fachowa wiedza Auzeta sprawiły, że powstała książeczka niewielka, ale nader smakowita. Jest w niej miejsce i na historię rodziny Auzetów, i na rozmaite chlebowe i bułeczkowe przepisy. Wszystko estetycznie wydane i oryginalnie zilustrowane, co dodatkowo jeszcze wzmaga apetyt na kontakt z książką.
Miłośnicy kulinarnych wyzwań na pewno wiele skorzystają na lekturze tej niepozornej książeczki, gdyż piekarz nie chowa swoich przepisów, dzieli się swoją wiedzą, podpowiadając, kiedy i czego warto dodać, by chleb był jeszcze smaczniejszy. Jest nawet odrobina magicznej matematyki, która sukces chleba sprowadza do tajemnej liczby 56. Na szczęcie Gerard nie pozostawia tej tajemnicy dla siebie i każdy może teraz zmierzyć się z matematyczną stroną pieczenia chleba. Warto, bo nic tak nie cieszy jak własnoręcznie wypieczony bochenek lub choćby mała bułeczka…




