To legendarna i ulubiona anegdota wszystkich filmowców – kiedy w Teatrze Wielkim w Moskwie rozpoczęła się uroczysta premiera „Pancernika Potiomkin”, Eisenstein kończył właśnie montować ostatni akt filmu, a jego asystent Grigorij Aleksandrow woził puszki z taśmą z montażowni do teatru.
W ten oto właśnie sposób powstało filmowe arcydzieło oraz jeden z najważniejszych obrazów w historii kina. I nieważne, czy film ten obejrzał właśnie przeciwnik czy zwolennik rewolucji, każdy po wyjściu z kina musiał przyznać, że oto na ekranie zobaczył dzieło wyjątkowe i przełomowe. Dzieło, o którym sam Wsiewołod Pudowkin napisał, że „Tego nie można ani opisać, ani przedstawić na scenie. To można pokazać tylko na ekranie”. Film opowiada opartą na faktach historię buntu na pancerniku Potiomkin. Protest marynarzy przeciwko dowództwie okrętu wywołało robaczywe i zepsute mięso podane marynarzom na kolację. Wznosząc zatem czerwoną flagę, zapoczątkowali oni rewolucję w porcie w Odessie. Film oczywiście jest czarno-biały, jednak na niektórych kopiach flaga wzniesiona przez marynarzy została pokolorowana na czerwono. Również, jak w przypadku „Strajku”, do tej produkcji Eisenstein nie zaangażował profesjonalnych aktorów, ani nie pokazał tu historii jednostkowego bohatera.
Początkowo film miał nosić tytuł „Rok 1905”, a scenariusz miała napisać weteranka rewolucji – Nina Agadzhanova. Jednak w trakcie zdjęć Eisenstein zmienił koncepcję filmu i postanowił skupić się na epizodzie rewolucyjnego powstania na pancerniku „Potiomkin”, który dotychczas zajmował w dziewięćset stronicowym scenariuszu zaledwie dwie strony. I ta decyzja okazała się historyczna. Opowieść o zbuntowanym pancerniku sfilmowana przez genialnego Eduarda Tissego – operatora, który był wieloletnim współpracownikiem Eisensteina, okazała się tym dziełem, o którym zaczęła głośno mówić nie tylko cała Rosja, czy nawet cała Europa, ale cały świat! Roger Manvell, teoretyk angielskiej kinematografii, pisał o sekwencji na schodach w Odessie, że to „najbardziej sugestywne sześć minut w historii światowej kinematografii”.
W sekwencji na schodach w Odessie Eisenstein genialnie wykorzystał montaż synchroniczny, dzięki czemu zamiast dwie minuty, sekwencja ta trwała aż sześć minut. Jeśli uwzględnimy długość schodów oraz tempo schodzenia z nich żołnierzy carskich strzelających do tłumu, to sekwencja ta powinna trwać maksymalnie dwie minuty. Trwa jednak sześć, a widz mimo to w ogóle nie dostrzega w niej nic nienaturalnego. Eisenstein wraz z Tissem jako pierwsi udowodnili i pokazali całemu światu, że czas filmowy a czas fizyczny, to kompletnie różne pojęcia. „Pancernik Potiomkin”, a zwłaszcza sześciominutowa sekwencja na schodach w Odessie, przeszły do legendy kina, zapisując już na trwałe nazwisko Eisensteina w historii kinematografii, zaś scena zjeżdżającego po schodach w Odessie wózka z niemowlęciem już wielokrotnie była wykorzystywana w innych filmach, jak choćby w „Nietykalnych” Briana De Palmy.





