Już tradycyjnie „Osiem i pół” był kolejnym filmem Felliniego, który rodził się w bólach. Tym razem jednak problemy zaczęły przerastać samego mistrza. Zdjęcia zaplanowano na grudzień 1961 roku, a w lutym 1962 dalej, pomimo podpisanych umów z większością aktorów, nie nakręcono ani jednej sceny. Czego zabrakło? Idei. Fellini po raz pierwszy w swojej karierze nie miał ani pomysłu na film, ani sprecyzowanej wizji…
Już przepraszał wszystkich i wycofywał się z projektu. Już napisał list do swojego producenta Angela Rizzoli, że rezygnuje. Fellini po raz pierwszy, tuż przed samym rozpoczęciem zdjęć, nie mógł sobie przypomnieć o czym miał być film, który chciał robić. I w chwili największego kryzysu twórczego przyszło oświecenie. „Jestem reżyserem, który chciał zrobić film, ale go już nie pamięta. I właśnie w tym momencie wszystko się rozwiązało, wszedłem z miejsca w sedno filmu: opowiem wszystko, co się ze mną dzieje, zrobię film o reżyserze, który już nie wie, jaki był film, który chciał zrobić”. I tak się też stało, a Fellini po raz kolejny udowodnił, że w bólach rodzą się jego największe działa.
Na początku maja 1962 roku padł na planie pierwszy klaps. Pomysł Felliniego był naprawdę świetny – bohater będący reżyserem filmowym przeżywa kryzys osobisty, który przeradza się w kryzys twórczy. Guidi Anselmi, w tej roli grający wcześniej w „Słodkim życiu” Marcello Mastroianni, musi nakręcić dziewiąty film w swojej karierze. Nie mając żadnego konkretnego pomysłu na jego realizację zaczyna snuć wizje, w których swoje pragnienia, kompleksy, lęki oraz obsesje ubiera w konkretne postacie, zacierając przy tym granicę między rzeczywistością a własną wyobraźnią. Tym filmem Fellini potwierdził słuszną teorię innego reżysera – Pedro Almodoara, który wszystko, co nie jest autobiografią, uważa za plagiat.
To najbardziej autotematyczny oraz autobiograficzny film Mistrza. Już bardziej nie mógł się obnażyć w żadnym z późniejszych filmów. Tu widzimy Felliniego wręcz nagiego, z całym balastem jego dualistycznej natury, jego lęków, znaków zapytania, upadków czy kryzysów. Guidi, który jest niemal alter ego reżysera, w przeciwieństwie do innych fellinowskich postaci ratunku nie upatruje w miłości, ale w sztuce.
A skąd pomysł na tytuł „Osiem i pół”?„W ostatnich tygodniach z rosnącym niepokojem próbowałem prześledzić drogę dojrzewania we mnie tego filmu, któremu nie umiałem nawet dać tytułu – mówił Fellini – na kartce, na której gromadziłem uwagi i notatki, napisałem prowizorycznie „8 1/2”, co odnosiło się do liczby filmów, jakie nakręciłem do tej pory”.
„Osiem i pół” pozwolił Felliniemu znaleźć się w ścisłej czołówce artystycznej awangardy. To bez wątpienia film, który otwiera nowe rozdziały w dziejach kina i byli, są i będą reżyserzy, którzy nakręcili, kręcę i nakręcą własne wersje „Osiem i pół”, choćby podając za przykład „Nine” – ostatni film Roba Marshalla.
Na „Osiem i pół” kończymy cykl filmów Federico Felliniego i wchodzimy w kolejny świat wielkiego włoskiego artysty – Michelangelo Antonioni’ego.





