Gdyby James Bond był kobietą, to mężczyźni mieliby się naprawdę czego bać. Kobieta – szpieg, kobieta – superagent, kobieta – zagadka, czy jest coś bardziej seksowniejszego i pociągającego? Czy jest coś bardziej ekscytującego niż balansowanie na krawędzi? Niż życie w ciągłej niepewności? Raczej nie, a na dowód poznajmy legendę za życia i legendę po śmierci – Matę Hari.
Tak naprawdę nazywała się Margaretha Geertruida McLeod i była holenderską tancerką. Jej legenda rodziła się na przełomie XIX oraz XX wieku i już od najmłodszych lat Margaretha zdradzała cechy femme fatale. Mając niespełna osiemnaście lat była zmuszona wyjechać na dobre z Amsterdamu. Powód? Skandaliczny romans z dyrektorem szkoły. Jednak cała ta sytuacja i przeprowadzka do Hagi niewiele zmieniła w jej zachowaniu. Tam znalazła nowy sposób na życie – przeglądanie anonsów matrymonialnych. I równie szybko znalazła godnego siebie partnera – starszego o dwadzieścia dwa lata oficera marynarki – Rudolfa McLeoda. Zaręczyli się po niespełna tygodniu od ich pierwszego spotkania, a ślub odbył się cztery miesiące później.
Był to niemal mezalians. Margaretha nie miała żadnego posagu ani wykształcenia. Właściwie to nic nie wnosiła w ten związek poza swoją oszałamiającą urodą. Dosłownie w pierwszych dniach, na samym początku ich małżeństwa, Rudolf poznał prawdę o swojej młodej małżonce – nie była osobą, która chciała się ustatkować, ale jedynie wykorzystać jego pieniądze oraz pozycję. Chodziła na bale, kupowała drogie kreacje, biżuterię, perfumy. I pomimo, że Rudolf znał prawdę o jej motywach, to spełniał każdą jej zachciankę – taka była moc niesamowitej urody Margarethy. Z tego małżeństwa zrodziła się dwójka dzieci, jednak jak można było się spodziewać, Margaretha nie była dobrą matką. Dalej interesowała ją bardziej rozrywka oraz dobra zabawa niż macierzyństwo. Gdy całą rodziną wyjechali służbowo na Jawę, znudzona zaczęła zdradzać męża. Ten z kolei z tego powodu popadł w alkoholizm. Ich małżeństwo stało się nieskończonym pasmem kłótni i awantur, a ostatecznie rozpadło się, gdy w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach, zostały otrute ich dzieci. Syn zmarł, zaś córka już nigdy do końca nie wyzdrowiała.
Gdy powrócili z Jawy do Amsterdamu wystąpili z wnioskiem o separację. Uzyskali ją dość szybko, bo w 1902 roku. Prawo do opieki nad ich córką oczywiście przyznano Rudolfowi. Margaretha została bez żadnych środków do życia, a były mąż nawet przezornie zamieścił oświadczenie w prasie, że nie będzie ponosił odpowiedzialności za jej długi. Margaretha postanowiła więc wyjechać do Paryża i tam poszukać szczęścia. I znalazła.
Została luksusową prostytutką. Było to dla niej idealne połączenie przyjemności z pracą. Z czasem zainteresowała się również tańcem i już jako prawdziwa profesjonalistka zachwycała orientalnymi strojami, wschodnią muzyką oraz egzotycznym tańcem. Ta oprawa, jej pewność siebie, erotyzm i taniec, w którym powoli ściągała każdą część garderoby, aż tańczyła tylko w samej biżuterii, wprawiała mężczyzn w osłupienie. Na jej pokazy przybywały tłumy, chcąc zobaczyć tą egzotyczną piękność nago. Wtedy właśnie narodziła się Mata Hari, która powoli stawała się legendą we Francji. W licznych wywiadach tworzyła wokół siebie mit, jakoby była Hinduską z rodziny bramina, który nauczył ją świętych tańców hinduskich.
Trudno w to uwierzyć, ale Mata Hari – była prostytutka, a teraz wybitna i sławna już w całej Europie tancerka egzotyczna, wystąpiła w mediolańskiej La Scali. To zapewniło jej luksus, pieniądze, bogate i wystawne życie na salonach oraz prezenty od jej licznych kochanków i adoratorów. Jednak wraz z nadejściem I wojny światowej skończyła się ta sielanka. Mata Hari przestała być już pożądaną tancerką. Zgłosiła się zatem do francuskiego wywiadu z pewną propozycją – w zamian za milion franków zostanie ich szpiegiem…
Francuzi przyjęli jej ofertę. Wyjechała do Hiszpanii i tam zaczęła obracać się w kręgu niemieckich dyplomatów. Oczywiście zdobyte informacje przesyłała gorliwie do Paryża. Coś jednak poszło nie tak, bo w 1917 roku zwierzchnictwo wezwało ją do Paryża i tam oskarżono ją o szpiegowanie… na rzecz Niemiec. Po wielogodzinnych przesłuchaniach przyznała się do bycia podwójną agentką i współpracy z Niemiecką Agencją Wywiadowczą, podkreślając jednak, że nie podawała im żadnych ważnych informacji. Wyrokiem sądu uznano ją winną działalności wywiadowczej na rzecz Niemiec i skazano na śmierć przez rozstrzelanie. 15. października 1917 roku, mimo wstawiennictwa holenderskich dyplomatów, Mata Hari została rozstrzelana.





