Czterech młodych skandynawskich reżyserów – Lars von Trier, Søren Kragh-Jacobsen, Thomas Vinterberg oraz Kristian Levring w jednym z kopenhadzkich pubów 13. marca 1995 roku zapisali na serwetce manifest zwany “Dogma 95”. Manifest ten zobowiązywał jego sygnatariuszy do artystycznej ascezy: stosowania tylko autentycznych wnętrz oraz plenerów, wyrzeczenia się muzyki ilustrowanej, postsynchronów, statywów, reflektorów, dźwigów, tricków, a nawet dekoracji…
Manifest „Dogmy 95” wszystkie powyższe udogodnienia realizacyjne nazywał „kosmetykami zwalczającymi prawdę”. Jednak jeszcze bardziej ascetyczną zasadą „Dogmy 95” był zakaz umieszczania nazwiska reżysera w napisach oraz nakaz umieszczenia akcji tylko i wyłącznie w czasie teraźniejszym. Myślą przewodnią manifestu były słowa: „Kino to człowiek wobec samego siebie, a nie tylko aktor przed kamerą” i każdy twórca, która zastosował się do zasad „Dogmy” przy realizacji swojego filmu, może ubiegać się o specjalny certyfikat twórców manifestu. Do dziś niemal ponad trzysta pięćdziesiąt filmów otrzymało taki certyfikat, z czego większość to filmy skandynawskie.
Przeciwko czemu tak bardzo buntowali się twórcy „Dogmy”? Oczywiście przeciwko inwazji wszelkich technik komputerowych w kinach oraz obróbki graficznej filmów. Twórcy „Dogmy” odrzucali wszelkie cyfrowe „wynalazki” i pozostawali wierni klasycznej taśmie 35 mm oraz tradycyjnemu formatowi obrazu 4:3. Manifest został podpisany prawie dokładnie piętnaście lat temu, co jest dość niesamowite, że czwórka tych młodych reżyserów przewidziała boom technologii cyfrowej w kinie, którą dziś możemy oglądać w filmach typu „Avatar”, gdzie, po pierwsze, możemy oglądać ten film w technice 3D, a po drugie, możemy obejrzeć w “Avatarze” już nawet nie prawdziwych aktorów, ale aż osiemset w pełni wygenerowanych cyfrowo postaci…
Jednak czy należy traktować poważnie ten manifest zapisany na serwetce w trakcie spotkanie przyjaciół “przy piwku” w barze? I tak, i nie. Filmy von Triera i jeszcze tych trzystu kilku twórców, którzy otrzymali certyfikat, pokazują, że należy traktować „Dogmę 95”, jak najbardziej poważnie. A z drugiej strony nie, ponieważ takich filmów, jak „Avatar” będzie tylko więcej i więcej, bo technologia, wręcz prawem natury, wkracza w nasze życie na jego wszelkich polach. I kino jest właśnie tą dziedziną sztuki, która najchętniej wykorzystuje wszelkie zdobycze cywilizacji i techniki. Na szczęście są tacy twórcy, jak Lars von Trier, którzy zawsze będą nam przypominać, że w kinie, jak i w całej sztuce, chodzi o coś więcej, niż tylko o efekty specjalne i zamiast na cyfrową rewolucję, będzie zawsze stawiał na ewolucję swoich bohaterów….





