Kiedy przeczytałam zapowiedź koncertu Yanna Tiersena, bardzo się ucieszyłam. Nie miałam do tej pory okazji zobaczyć na żywo jednego z moich ulubionych muzyków francuskich. Jadąc dzisiaj na koncert i słuchając jego najlepszej, moim zdaniem rzecz jasna, płyty L’absente zastanawiałam się jak można, zgodnie z informacjami organizatora koncertu, pogodzić ogień z wodą i połączyć muzykę z Amelii z psychodelicznymi klimatami Joy Division? Była to dla mnie do momentu rozpoczęcia koncertu wielka niewiadoma.
Muzykę Joy Division poznałam w liceum. Mroczne dźwięki serwowane przez Iana Curtisa i jego kolegów są mocne, przenikają na wskroś i pozostawiają w słuchaczu ślad na zawsze. Tej muzyki po prostu nie da się zapomnieć. Film Amelia zna chyba każdy. Piękna, pozytywna, opowieść okraszona niezwykłą muzyką oddającą w nieprawdopodobny sposób charakter i klimat filmu. Jeśli wierzyć plotkom – Yann Tiersen nie widział filmu komponując do niego muzykę. Jakże zatem trafiony był wybór reżysera filmu, który zdecydował się na powierzenie stworzenia muzyki do filmu Tiersenowi po tym, jak jadąc na plan filmowy, usłyszał w radiu jedną z jego kompozycji. Z resztą większość utworów, które pojawiły się w filmie, pochodzi z wcześniejszych płyt Tiersena, włącznie z pierwszą, nagraną w 1995 roku, która przeszła na francuskim rynku muzycznym bez echa, a została wydana w minimalnym nakładzie 1000 egzemplarzy…
Kiedy poznaje się historię tego wybitnego kompozytora, aż trudno uwierzyć w to, że jeden film w tak nieprawdopodobny sposób odmienił jego losy. Ścieżka dźwiękowa do Amelii sprzedana została we Francji i na świecie w ponad milionowym nakładzie. Od tego momentu Yann Tiersen, do tej pory znany mało komu, stał się wielką gwiazdą dającą setki koncertów na całym świecie.
Budujące jest to, że Yann Tiersen poszukuje wciąż nowych lądów na muzycznych horyzontach. Jednym z takich odkryć jest właśnie połączenie muzyki Joy Division z delikatną, zwiewną Amelią. Nie do pogodzenia? Pozornie tak. Jednak Tiersen udowodnił, że jeśli on bierze do ręki instrumenty, wszystko jest możliwe. Zabrał nas dziś wieczór w niesamowitą, niezapomnianą podróż muzyczną. Zaskakującą, poruszającą najgłębsze zakamarki duszy, szarpiąca przy tym ją raz po raz ostrymi rifami gitar i skrzypiec. Punktem kulminacyjnym było brawurowe wykonanie na skrzypcach utworu Sur le fil, które pokazuje wyjątkowy kunszt i wirtuozerię Tiersena. Koncert trwał niestety zbyt krótko. Jego można by słuchać do rana. Mam nadzieję, że niebawem wielki Yann Tiersen pojawi się ponownie w Polsce zaskakując nas po raz kolejny nową propozycją muzyczną.





