“Nie mam teraz czasu dla Ciebie
Nie widziała Cię długo matka
Jeszcze trochę poczekaj, dorośnij
Opowiemy Ci o tych wypadkach.
O tych dniach pełnych nadziei
Pełnych rozmów i sporów gorących
O tych nocach kiepsko przespanych,
Naszych sercach mocno bijących.
O tych ludziach, którzy poczuli,
że są teraz wreszcie u siebie
Solidarnie walczą o dzisiaj
I o jutro także dla Ciebie.
Więc się nie martw i czekaj cierpliwie
Aż powrócisz w nasze objęcia
W naszym domu, który nie istniał
Bo w nim brak było…
prawdziwego szczęścia…”
Marek Pietrzyk
Wracając wczoraj w nocy z koncertu “Legendy rocka” zorganizowanego przez dolnośląską Solidarność z okazji 30-lecia jej powstania, który odbył się na terenie zajezdni MPK, w której zawiązał się Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, zastanawiałam się, jak napisać o tamtych czasach bez zbędnego patosu, ale tak, by przywrócić na chwilę atmosferę tego czasu. I wtedy w radiu usłyszałam tę pieśń… Wspomnienia wróciły w jednej chwili. W oczach pojawiły się łzy.
Kiedy w sierpniu 1980 roku wybuchły strajki, miałam niecałe 8 lat. Nie wiedziałam za bardzo co się dzieje. Rodzice byli bardzo poważni, skupieni, niewiele mówili, a wieczorem z kuchni dobiegały rozmowy prowadzone ściszonym głosem. Czułam, że dzieje się coś bardzo ważnego. Kiedy usłyszałam pieśń, którą strajkujący ojciec śpiewa swojemu dziecku, przestałam zadawać pytania. Czekałam na dzień, w którym rodzice sami o tym mi opowiedzą… Tego roku poszłam do szkoły i ku przerażeniu moich rodziców, założyłam w szkole “Solidarność”. Nie miałam pojęcia, co im za to grozi, nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale czułam, że tak należy. Nie pamiętam już, jak potoczyły się losy tego zrywu serca. Później, już w stanie wojennym, zupełnie nieświadomie, przenosiłam w tornistrze “bibułę”. Odkryłam to przypadkiem, kiedy raz rozdarłam niechcący kopertę i zobaczyłam w niej kartki z powielacza. Ale nie powiedziałam nic mamie. Chciałam robić coś ważnego. Wciąż chodziłam na fikcyjne wizyty do lekarza, w trakcie których ktoś wkładał mi do tornistra kilka kopert, które później zanosiłam do jakiegoś mieszkania. Dziś, jak relikwię, przechowuję jedną kopertę, którą postanowiłam zatrzymać, kiedy dowiedziałam się, że “jestem już zdrowa i więcej nie będę musiała przychodzić do pana doktora”. Taki był wkład ośmio-, dziewięcioletniej dziewczynki w walkę z komuną. Pewnie to niewiele, ale jestem z tego bardzo dumna.
Po trzydziestu latach, w miejscu, gdzie we Wrocławiu wszystko się zaczęło, spotkali się działacze Solidarności, ludzie, którzy wtedy zawiązali strajk, przyprowadzili swoje dzieci, wnuki, przyjechali ludzie z całego Dolnego Śląska. Żeby znowu być razem. Nie było patosu. Na 30. urodziny “sentymentalnej panny S.” zagrały legendy polskiego rocka. Lech Janerka, który zaskoczył mnie swoją niebywałą świeżością i energią. Dżem z Maćkiem Balcarem, który doskonale zastąpił Ryśka Riedla. A na koniec zespół, na który osobiście czekałam z biciem serca. “Chcemy być sobą” usłyszałam w trójkowej liście przebojów, kiedy miałam 8 lat. Od tego czasu ten zespół stał się dla mnie ikoną. Sprawcą dźwięków, które towarzyszą mi do dziś. Muzycy wciąż tryskają młodzieńczą witalnością i niewyobrażalną energią. Strasznie żałuję, że nie zabrałam ze sobą płyty, była to doskonała okazja do zdobycia autografów. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna…
Na koniec już chciałabym wyrazić ogromny podziw i szacunek do bardzo dużej grupy młodych ludzi, studentów, licealistów, którzy w strugach deszczu, z przejęciem wypisanym na twarzach, wyśpiewywali kolejne wersy przebojów sprzed 30 lat. To mnie naprawdę zbudowało i utwierdziło w przekonaniu, że dzięki temu koncertowi będą pamiętać, jak ważne wydarzenia rozegrały się w Polsce przed trzydziestu laty. I, jak powiedział Władysław Frasyniuk zapowiadając występ Lecha Janerki, poczują wdzięczność dla “tych starych zgredów”, dzięki którym mogą w pełnej wolności śpiewać, tańczyć, pić piwo, nie obawiając się, że za chwilę zza rogu wyskoczy oddział ZOMO z pałami, gazem i armatkami wodnymi…
Chwała bohaterom tamtych dni. Tym znanym z imienia i nazwiska. I tym milionom bezimiennych członkom Solidarności, którzy wbrew logice, pałowani, zatrzymywani przez milicję, zastraszani, szykanowani, nie poddali się.






