„Lepiej niech się pani nauczy pracy sekretarki albo wyjdzie za mąż” – te słowa usłyszała Norma Jeane Mortensen w 1944 roku, na rozmowie o pracę w agencji modelek. Kilka lat później faktycznie nikt już prawie nie słyszał o Normie Jeane Mortensen, jednak nie dlatego, że została sekretarką, ale dlatego, że cały świat znał ją jako Marilyn Monroe – aktorkę, legendę, ikonę, symbol kobiecości oraz wybraną w 1999 roku przez magazyn “People” – najbardziej seksowną kobietą XX wieku.
Jednak kilka razy udało jej się zapozować w strojach kąpielowych, dzięki czemu zauważyli ją producenci filmowi. Za namową agenta podpisała swój pierwszy kontrakt z FOX Studios i zmieniła również prawdziwe nazwisko na pseudonim Marilyn Monroe (panieńskie nazwisko jej matki). Zagrała wtedy w kilku nieudanych filmach, stąd w 1948 roku, FOX nie przedłużył z nią kontraktu. Na jakiś czas postanowiła ponownie spróbować sił w modelingu oraz wziąć lekcje aktorstwa.
Kolejne role już nie przyniosły rozczarowania. W 1950 roku zagrała w roli Angely Phinlay w „Asfaltowej dżungli” i tym filmem przełamała impas w swojej aktorskiej karierze. Dalej było już tylko lepiej. W 1953 roku wystąpiła w kilku świetnych filmach, dramacie „Niagara” oraz dwóch komediach: „Mężczyźni wolą blondynki” i „Jak poślubić milionera”. Zaś do legendy przeszedł „Słomiany wdowiec” Billy’ego Wildera z 1955 roku, i to za sprawą białej sukienki, w której Marilyn Monroe zagrała w kultowej scenie, gdzie stojąc nad kanałem wentylacyjnym metra, nagle podmuch unosi jej sukienkę i odkrywa seksowne nogi… Z kolei rolą zauważaną przez krytyków była Elsie z „Księcia i aktoreczki”, za którą Monroe dostała nominację do Nagrody Brytyjskiej Akademii Sztuki Filmowej i Telewizyjnej oraz Nagrodę Włoskiej Akademii Filmowej.
Mężczyzn w życiu Monroe było wiele, ale zabrakło tego najważniejszego – ojca. Martin Edward Mortensen wymieniony w dokumentach, jako ojciec Normy, porzucił rodzinę jeszcze przed jej narodzinami. Biologiczny ojciec nigdy nie został ustalony. Prawdopodobnie był nim Charles Stanley Gifford, pracujący razem z jej matką w Studiu Filmowym RKO. Matka Marilyn niestety cierpiała na chorobę psychiczną i utrzymywała kontakty intymne z wieloma mężczyznami, dlatego Monroe już nigdy nie dowiedziała się, kto był jej prawdziwym ojcem.
Wychowywała się w różnych rodzinach zastępczych i sierocińcach. Po raz pierwszy wyszła za mąż mając szesnaście lat – w 1942 roku za Jamesa Dougherty’ego, pracownika fabryki samolotów. Ich związek przetrwał zaledwie cztery lata. Z kolejnym mężem, baseballistą Joe DiMaggio, wzięli ślub w 1954 roku i po niespełna roku burzliwego małżeństwa rozwiedli się. Jej trzecim mężem był pisarz i scenarzysta Arthur Miller. W trakcie tego małżeństwa Monroe poroniła dwa razy. Ich miłość również długo nie przetrwa, po czterech latach rozwiedli się na rok przed jej samobójczą śmiercią.
W wieku trzydziestu sześciu lat znaleziono ją martwą w jej domu w Los Angeles. Oficjalna przyczyna zgonu – przedawkowanie środków nasennych. Już od dawna wszyscy wiedzieli, że Monroe nadużywała alkoholu i narkotyków oraz zmagała się z ciężką depresją. Zmarła tak, jak żyła w myśl: „żyj szybko, kochaj mocno, umieraj młodo”…
W 1949 roku pozowała nago do zdjęć, które w 1953 ukazały się w pierwszym numerze Playboya. Emanowała seksualną energią. Miała wielu kochanków, a wśród nich dwóch potężnych braci: Johna F. Kennedyego i Roberta Kennedyego. Dla tego pierwszego zaśpiewała słynne „Happy Birthday (Mr. President)” na przyjęciu z okazji jego czterdziestych piątych urodzin. Suknię, w której wówczas wystąpiła, sprzedano na aukcji Christie’s za milion trzysta pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Patrząc na jej twarz widzimy rysy dziecka, jak i femme fatale. Była słodka i niewinna, a zaraz uwodzicielska i drapieżna. Jej natura oraz charakter również były niesamowicie dualistyczne. Była zarazem samotną, jak i najbardziej pożądaną kobietą na świecie. Zakompleksioną, jak i przekonaną o swoich walorach gwiazdą. Na zmianę tyła i chudła, kochała i nienawidziła, wracała i odchodziła. Ponoć niedługo przed śmiercią miała powiedzieć, aby na jej grobie wyryto napis: “Tu leży Marilyn Monroe, 95-57-90″…






