Dzisiaj jest: sobota, 19. maja 2012

Nasze serwisysingielwpodrozy.plmieszkaniadlasingli.pl

piano„Po co oglądasz te okropności przed zaśnięciem? Nie lepiej coś poczytać, coś lekkiego, wesołego?” Idę o zakład, że na całym świecie tysiące, jeżeli nie miliony ludzi wysłuchuje tych samych zarzutów w różnych językach, z ust bardziej lub mniej przyjaznych.

Cóż, mnie też się to zdarza od czasu do czasu. Jednak mam wrażenie, że najczęściej osoba, która je wypowiada nie zdaje sobie sprawy, że za upartym śledzeniem najnowszych wiadomości nie kryje się pragnienie zabicia nudy, czy uniknięcia obowiązków, ale szczera i prastara pasja świata. Bowiem hobby można mieć każde – od zbierania kapsli po piwie aż po najdroższe noże typu custom czy uprawnianie tombstoningu. Czemuż by nie, skoro każdemu według potrzeb i każdemu jego everest?

Sam niekiedy patrzę (i to z dzikim zadowoleniem!), jak oczy moich znajomych rozszerzają się w zdziwieniu na wieść o moich dość dziwnych zainteresowaniach. Jednak na przekór – a może wcale nie, może właśnie jako dopełnienie wszystkich innych pasji? – nasz świat, a nie wyłącznie jego przyziemne produkty czy mody, okazuje się nadrzędny, niezależnie, jak mocno na niego psioczyć i często nie bez racji. Kwestią sporną pozostaje tylko wiarygodność źródeł, z których czerpiemy wiedzę na jego temat, bo, że czerpać ją trzeba, to nie ulega kwestii. A nieuniknione sceny cierpienia i okrucieństwa? Niech nas otrzeźwiają. Może jakimś cudem widok mężczyzny w kraciastej, flanelowej koszuli opłakującego brata zabitego rosyjską bombą w osetyńskim mieście na sposób całkiem radziecki, niechby tylko załapany przypadkiem pomiędzy reklamami, wyrwie jednego czy drugiego z upartej pogoni za najnowszym modelem plazmy czy komórki. A że może się przyśnić? Świetnie, wprost doskonale, skoro na co dzień i tak śnimy o rzeczach nieistotnych, nawet o tym nie wiedząc.

Kolejna korzyść. Świat oddaje pasję w dwójnasób. Osoby nieświadome mogą się śmiać z takich jak ja, którzy w wieku wymagającym przecież szczurzego budowania Kariery, wynoszą się nieledwie na wieś, aby stamtąd, niczym z tajnego przyczółka, śledzić rozwój sytuacji. Na poparcie swoich racji podnoszą argument, jakoby nie można być w centrum wydarzeń, nie mieszkając w centrum metropolii. Tymczasem to ja lubię sobie czasem porechotać w leśnych ostępach z niedorzeczności tych stwierdzeń wygłaszanych niczym prawdy objawione w epoce wszechobecnej przecież informacji. Jej niepodzielnego panowania nie uważam za dowód klęski naszej cywilizacji, ani nawet za przyczynek do jej upadku. Wprost przeciwnie: informacja, której nie trzeba uparcie szukać, otwiera nas na świat i pomaga go pojąć dostatecznie dogłębnie, aby w odpowiednim momencie móc się sprawnie odciąć od zalewu danych. Można oczywiście zapytać: po co? A czy chcąc zachować przynajmniej pozory zdrowia, przed zapaleniem papierosa ukręcamy i wyrzucamy filtr? Otóż to. Argumentacja, jakoby informację można było wchłaniać niejako przez osmozę, jakkolwiek atrakcyjna, stwarza poważne zagrożenie dla integralności naszego poznania, ponieważ chcąc uwolnić się od papki bzdurnych pogaduszek prezenterów, paradoksalnie padamy jej ofiarą na własne życzenie. Aby temu zapobiec, należy spełnić jeden prosty warunek. Otóż trzeba wyrobić w sobie umiejętność, której na dodatek uczy nas nieodłączna dziś technologia, a mianowicie sprawnego i przemyślanego tworzenia filtrów: przeciw socjotechnikom, przeciw chamskim uproszczeniom, a wreszcie – i te może okazują się najważniejsze – filtrów „odsobnych” pozwalających zatrzymać nasze uprzedzenia, fobie, a nade wszystko wygodne stereotypy. Z czasem automatycznie zaczyna pojawiać się poczucie, co lepiej odrzucić, a co warto zatrzymać, a następnie ewentualnie przetrawić czy pogłębić. I być może jest to punkt wyjścia dla pasji świata, pożytecznej o tyle, że stanowi dodatkowy mechanizm obronny, doskonałe zabezpieczenie dla mózgu i psychiki przed przeładowaniem i pospolitym „zmęczeniem materiału”. Gdy już dysponujemy odpowiednim arsenałem zabezpieczeń, możemy bezpiecznie przeskakiwać pomiędzy Al Jazeerą, CNN, Faktami TVN a Telewizją Trwam. Treści szkodliwe czy niebezpieczne przestają nam zagrażać, ponieważ możemy śmiało podjąć z nimi mentalną walkę, a jeżeli starczy nam sił, działać, by przeciwdziałać.

Z innej beczki. Odrzucenie szansy na samokształcenie (samodoskonalenie nawet), jakie w epoce hipertekstualności daje nam informacja przesyłana w atrakcyjnych pakietach, wymagających niekiedy co prawda chytrej dekonstrukcji, to najczęściej nie dowód szczególnej postawy światopoglądowej, a zwykłego umysłowego lenistwa. Istnieje przecież istotna różnica pomiędzy programowym odrzuceniem „sparszywiałej” cywilizacji czy kultury, godnym szacunku, choćby miało prowadzić do chałupniczej produkcji listów-bomb gdzieś na pustkowiu, a wgapianiem się godzinami w łańcuszki brazylijskich telenowel wybranych spośród trzystu innych stacji. Taka postawa prowadzi nieodmiennie do sytuacji, gdy przy okazji dowolnej rozmowy istotnej (w Polsce najczęściej o polityce), reanimować uparcie groteskowe frazesy, mając nadzieję, że argument wieku i pozornej mądrości życiowej ignoranta usprawiedliwi każdą bzdurę.
Tak naprawdę, namawiając do zainteresowania się światem, nie prowokuję do podjęcia przesadnie trudnej czy też kosztownej misji. Gdy uwzględnimy specyfikę naszego otoczenia, w szczególności (multi)medialnego okaże się, że aby doskonalić siebie, nie tylko nie trzeba wychodzić z domu, ale nawet opuszczać ulubionego fotela. Dziś nikt nie zmusza nas do pakowania się w centrum wydarzeń. Stopniowo dochodzę nawet do wniosku, że dawno skończył się czas reporterów-idealistów zagłębiających się w bebechy świata, aby wyłowić z nich esencję „tu i teraz”. Tacy albo wyginęli zbyt wcześnie, albo – przeciwnie – pomarli ze starości, niekiedy zniechęceni do starych ideałów.

Mamy za to do dyspozycji sporą grupę przeciętnych, ale jednak profesjonalistów, przynajmniej po trzech na każdego z „hemingwayów” czasów minionych. Dlatego środek ciężkości przesunął się dziś z poszukiwania wiarygodnych postaci (z wyjątkiem nielicznych geniuszy pióra, mikrofonu i tak, tak, klawiatury), do wybierania wiarygodnych konglomeratów umiejętności, pieniądza i brawury mogących zapewnić względnie obiektywne doniesienia z frontu lub zaplecza świata. A jednak w XXI wieku nadal daje się rozróżnić nieledwie kasty odkrywców i biernych papkochłonów. Niektórzy futuryści idą nawet o krok dalej, wprost wieszcząc rychłe nadejście społeczeństwa, trwale podzielonego na panów i niewolników, czy jak kto woli, obytych z nowymi technologiami i językami obcymi, warstw wyższych oraz pospólstwa. Całkiem nieskromnie cieszę się, że należę do tych pierwszych. A Ty?

Piotr Rypalski
Z wykształcenia filolog, z zawodu tłumacz języka angielskiego, z zamiłowania – pisarz. Autor kilku publikacji, m.in. portfolia poetyckiego zamieszczonego w dodatku do dawnej Gazety Wyborczej – Verte i artykułów w brytyjskim The Kerouac Rag, periodyku dla miłośników prozy Jacka Kerouaka i innych twórców z kręgu Beat Generation. Inne pasje: biała broń, Krav Maga i jazz.

Autor:

Iskierka boża

Iskierka boża

  Pasja zawsze jest czyjaś. Kierując się tą zasadą, postanowiłam zaproponować Państwu cykl krótkich wywiadów, przedstawiających sylwetki prawdziwych pasjonatów – osób, dla których praca jest nieprzemijającą przygodą. Moja dzisiejsza rozmówczyni jest nie tylko cenioną polską projektantką mody i biżuterii, ale i nieprzeciętnie energetyczną osobą. Jej kolekcje są dziewczęce, bezpretensjonalne i promienne. Taka jest i ona [...]

Łowca zbieracz hobbysta

Łowca zbieracz hobbysta

Muszelki to przeżytek. Dzisiejsi kolekcjonerzy puszczają wodze fantazji, składując w swoich domach dosłownie wszystko – od długopisów reklamowych, przez papierki po gumach do żucia, puszki po Coli, gumowe kaczki do kąpieli, stare materiały reklamowe, piwne kufle, pluszowe sowy, Misie Puchatki, kamienie nerkowe, kostki mydła, włosy gwiazd, tostery i krasnale ogrodowe, po zestawy Happy Meal. To [...]

Nie tylko domki z dymkiem

Nie tylko domki z dymkiem

Koniec z gryzmoleniem na marginesach pokrzywionych sześcianów, kwiatków z listkiem i uśmiechniętych buziek. Nawet my, artystycznie niedołężni analitycy giełdowi, laryngolodzy czy pracownicy biurowi, czasem chcielibyśmy rozbudzić w sobie plastyczną pasję. Nie umiem rysować. Ale podobno mogę się nauczyć.   Rysownicy i autorzy podręczników do rysunku dementują: to nieprawda, że albo ktoś potrafi rysować, albo nie. [...]