<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Połówki.pl - portal Klubu Singla Połówki Pomarańczy &#187; Singlowe rozmowy</title>
	<atom:link href="http://polowki.pl/kategoria/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polowki.pl</link>
	<description>Serwis dla singli i singielek. Dołącz do Klubu Singla Połówki Pomarańczy. Poczytaj o Singlach: wakacje dla singli, nowe znajomości, wczasy, imprezy dla singli, wycieczki dla singli, biuro podróży dla singli, zdrowie, uroda, hi-tech.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 16:19:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Dla singli najważniejszą wartością jest wolność</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/dla-singli-najwazniejsza-wartoscia-jest-wolnosc/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/dla-singli-najwazniejsza-wartoscia-jest-wolnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2011 10:30:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>redakcja</dc:creator>
				<category><![CDATA[News]]></category>
		<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=23777</guid>
		<description><![CDATA[Single to osoby, dla których najważniejszą wartością jest wolność i niezależność w każdym obszarze życia &#8211; powiedziała PAP dr Julita Czernecka, autorka książki &#8220;Wielkomiejscy single&#8221;, która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa Poltext. Dr Julita Czernecka z Zakładu Socjologii Płci i Ruchów Społecznych Uniwersytetu Łódzkiego w swojej pracy doktorskiej badała życie łódzkich i warszawskich singli. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2011/11/1294766_21580402.jpg"><img class="aligncenter size-large wp-image-23778" title="fot. www.sxc.hu" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2011/11/1294766_21580402-660x439.jpg" alt="" width="660" height="439" /></a></p>
<h3>Single to osoby, dla których najważniejszą wartością jest  wolność i  niezależność w każdym obszarze życia &#8211; powiedziała PAP dr  Julita  Czernecka, autorka książki &#8220;Wielkomiejscy single&#8221;, która  niedawno  ukazała się nakładem wydawnictwa Poltext. Dr Julita  Czernecka z Zakładu Socjologii Płci i Ruchów Społecznych  Uniwersytetu  Łódzkiego w swojej pracy doktorskiej badała życie łódzkich  i  warszawskich singli. Na tej podstawie napisała książkę &#8220;Wielkomiejscy   single&#8221;.</h3>
<p><strong>PAP:</strong> &#8211; W Polsce od lat funkcjonowały określenia  &#8220;stara panna&#8221; lub  &#8220;stary kawaler&#8221; odnoszące się do osób, które nie  mogły znaleźć partnera.  Czy teraz nazywamy ich singlami?</p>
<p><strong>Julita Czernecka:</strong> &#8211; Singiel to osoba, która z różnych powodów żyje  sama, ale jest to jej  wybór a nie konieczność. Media pisały o singlach  wielkomiejskich i ten  wizerunek singla chciałam skonfrontować z  rzeczywistością.  Postanowiłam zbadać osoby od 25 do 40. roku życia, bo  najczęściej w tym  wieku zakładamy rodziny, wchodzimy w nieformalne  związki i rodzą nam  się dzieci. I oczywiście chodziło mi o singli w  dużych miastach, ze  względu na ich styl życia. Ludzie, którzy żyją w  pojedynkę w mniejszych  miejscowościach albo na wsiach nadal nie  utożsamiają się z singlami,  mówią raczej o o sobie, że są &#8220;starymi  pannami&#8221; czy &#8220;starymi  kawalerami&#8221;.</p>
<p><strong>PAP:</strong> &#8211; Jacy są zatem single w wielkim mieście?</p>
<p><strong>J.C.: </strong>-  To są osoby, dla których najważniejszą wartością jest wolność  i  niezależność w każdym obszarze życia i wolność w podejmowaniu decyzji  o  swoim życiu. Nie chcą mieć drugiej połowy, która ma wpływ na to, czy   podejmują pracę na drugim krańcu świata, albo chociażby w innym mieście.   Kim są? To przede wszystkim ludzie, którzy pracują w wolnych zawodach,  w  wielkich korporacjach, prowadzą własne firmy. Większość z nich jest   bardzo zadowolona ze swojego życia, tylko nieliczni mówią, że woleliby   mieć kogoś u boku.</p>
<p><strong>PAP: </strong>- Jaki jest ich styl życia ?</p>
<p><strong>J.C:</strong> &#8211; Singli łączy przede wszystkim silne zaangażowanie w pracę  zawodową.  Jedna grupa nastawia się na rozwój kariery &#8211; w niej młodsi  chcą szybko  osiągać jej kolejne szczeble, a ci starsi chcą utrzymać  swoją wysoką  pozycję. Jedni i drudzy poświęcają pracy nawet 16 godzin  dziennie. Inna  grupa singli łączy dwie prace zawodowe, bo w jednej  zarabiają na  utrzymanie, a w drugiej realizują swoje pasje. Oni też dużo  pracują, po  12-14 godzin dziennie.</p>
<p>I trzeci typ, to osoby, które  poświęcają się pracy, ale nie dlatego,  że to jest ich pasja, tylko  dlatego, że chcą żyć na wysokim poziomie.  Jak powiedziała mi jedna z  dziewczyn &#8220;ona nie wie czy jest singielką  dlatego, że tak dużo pracuje,  czy tak dużo pracuje dlatego, że jest  singielką&#8221;.</p>
<p><strong>PAP: </strong>- Praca to jednak nie wszystko. Zapewne, choć żyją na co dzień w pojedynkę, mają dobre relacje z rodziną?</p>
<p><strong>J.C.:</strong>-  Single miewają bardzo bliskie relacje z rodziną. To kolejna  cecha tej  kategorii społecznej. Kobiety mają więcej przyjaciółek. To też  jeden z  powodów, dla których niektóre mówią, że nie potrzebuję stałego  faceta,  bo otrzymują wsparcie emocjonalne od swoich mam, sióstr,  przyjaciółek, a  ojcowie pomagają im w drobnych pracach domowych.</p>
<p>Mężczyźni  także mają silne więzi z matkami. Szczególnie jedynacy  mówią, że są  singlami, bo przyzwyczaili się do skupienia uwagi otoczenia  na sobie.  Często matki jedynaków-singli regularnie ich wyręczają w  domowych  obowiązkach: piorą, gotują, sprzątają mieszkanie. Te bliskie  relacje  zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn są jednocześnie cechą   charakterystyczną ich stylu życia i ten styl życia podtrzymują.</p>
<p><strong>PAP:</strong> &#8211; A życie towarzyskie?</p>
<p><strong>J.C:</strong>-  Sposób życia towarzyskiego można u singli w dużych miastach  podzielić  na kilka typów. Jedni to domatorzy. To są głównie ci starsi  single, po  35. roku życia, którzy lubią spędzać wolny czas np. z  przyjaciółmi na  tak zwanych domówkach, wspólnie gotując, pijąc wino w  domowym zaciszu.  Twierdzą, że czas imprezowania mają już za sobą.</p>
<p>Młodsi single  natomiast często bawią się na mieście, także w dni  powszednie,  wpisując się w stereotyp singla imprezowicza przedstawianego  przez  media. Są też i tacy, którzy lubią spędzać czas z przyjaciółmi  poza  miastem i prowadzą bardzo aktywny, sportowy tryb życia i np.  uprawiają  sporty ekstremalne. Ale są też tacy single, którzy są tak  bardzo  zmęczeni pracą, że po prostu zostają w domu spędzając czas przed   telewizorem czy komputerem, bo na bardziej aktywne czynności nie mają   już siły.</p>
<p>&#8220;Telewizor to mój stały towarzysz życia, przy nim zasypia i budzi się&#8221;</p>
<p>- tak powiedziała mi jedna z dziewczyn. To dość smutne.</p>
<p><strong>PAP: </strong>- Czy single, żyjący w tym swoim zorganizowanym własnym świecie w ogóle szukają partnera czy partnerki?</p>
<p><strong>J.C.:</strong> &#8211; Różnie to bywa. Jeśli ktoś jest po trudnych doświadczeniach  we  własnych związkach lub ma bardzo negatywny obraz relacji  damsko-męskich  wyniesiony z domu rodzinnego, to nie szuka drugiej  połowy, żeby znowu  nie cierpieć. Są też tacy, których nazywam oswojonymi  singlami, bo całe  życie byli sami. Nawet nie doświadczyli przelotnych  czy trochę  dłuższych znajomości damsko-męskich. I oni też nie starają  się na siłę  kogoś sobie znaleźć.</p>
<p>Są też single &#8220;szczęśliwi&#8221;. To młodzi  ludzie, zazwyczaj przed 30-tką,  którzy robią karierę, mają swoje pasje i  jednonocne romanse. Chcą  korzystać z życia i mówią, że na stałego  partnera i rodzinę mają jeszcze  czas.</p>
<p>I są też single  bezkompromisowi, którzy nie chcą z byle kim, byle  jak, tylko chcą mieć  partnera, który spełni ich bardzo wysokie  oczekiwania. Natomiast  romantycy, to ludzie, którzy bujają w obłokach i  bywają mocno  przekonani, że jest tylko jedna osoba na świecie, która do  nich pasuje.   I oni na nią nieustannie czekają.</p>
<p><strong>PAP:</strong> &#8211; Co panią skłoniło do napisania książki „Wielkomiejscy single”?  Czy  to książka o singlach, czy swego rodzaju poradnik dla nich?</p>
<p><strong>J.C.: </strong>-  To nie jest poradnik, to książka oparta na badaniach, ale  napisana z  myślą o singlach i przede wszystkim dla nich oraz tych  wszystkich,  których życie singli w jakiś sposób ciekawi, intryguje. To  też książka  dla par, ponieważ pokazuje jak w dzisiejszym świecie przez  brak uwagi i  czasu nawet najlepsze związki mogą się szybko rozpaść.</p>
<p>Chciałam,  żeby ci single, którzy z różnych powodów wewnętrznie  cierpią, albo  znajdują się pod presją innych, „kiedy w końcu znajdziesz  sobie żonę,  męża?”, czytając tą książkę sami sobie odpowiedzieli na  pytanie,  dlaczego są sami i stali się bardziej świadomi wyborów, jakich   dokonują. I oczywiście kobiety mogą się też dowiedzieć np., jakie   wyobrażenie idealnej partnerki mają mężczyźni-single i na odwrót.</p>
<p><strong>PAP:</strong> &#8211; Czy te „ideały” są podobne, czy też różnią się w przypadku singli i singielek?</p>
<p><strong>J.C.: </strong>-  To mnie właśnie zaskoczyło w badaniach, bowiem był duży  rozdźwięk  między mężczyznami i kobietami w postrzeganiu tego idealnego  partnera  czy partnerki. Okazało się, że panowie single nie szukają  przede  wszystkim kobiet bardzo atrakcyjnych, ale takich, które potrafią   okazywać czułość, przytulą i pogłaszczą w trudnych chwilach, pozwolą na   to, by mężczyzna na chwilę zdjął maskę twardziela i okazał słabość.</p>
<p>Podkreślali,  że współczesne dziewczyny, piękne, robiące kariery, nie  pozwalają im  na to. Jednocześnie mężczyźni nie chcą wiązać się z „kurami  domowymi”. I  tu koło się zamyka. Z jednej strony kobieta ma być  kobieca, ciepła,  dobra i miła, z drugiej atrakcyjna, robiąca karierę,  taką, którą można  się pochwalić przed kolegami.</p>
<p>Singielki oczekują natomiast  przede wszystkim mężczyzn silniejszych  od siebie, inteligentnych,  zajmujących wysokie stanowiska, i oczywiście o  wysokim statusie  materialnym. Przyznawały, że ich zdaniem bardzo mało  jest wolnych  mężczyzn w wielkich miastach, którzy tym oczekiwaniom  sprostają. Dużo  za to jest &#8220;Piotrusiów Panów&#8221;, czyli wiecznie  niedojrzałych facetów i  „lalusiów”, którzy kochają przede wszystkim  siebie i mają w łazience  więcej kosmetyków niż one. Pojawia się także  sprawa równouprawnienia w  domu. Jeśli one są samodzielne w życiu, to  chcą też, żeby obowiązki  domowe były dzielone i chcą mężczyzn, którzy  także się udzielają w  domu.</p>
<p>Single na ogół traktują bardzo przedmiotowo drugiego  człowieka.  Oczekują, że od razu związek będzie bliski ideałowi i nie  biorą pod  uwagę, że trzeba nad nim bardzo długo pracować, że to jest  proces nawet  kilku czy kilkunastoletni. Chcą gotowych przepisów na  szczęście, a jak  nie są szczęśliwi w danej relacji to zamieniają  partnera na &#8220;kolejny  model&#8221;. Z jednej strony chcą wierzyć w miłość &#8220;do  grobowej deski&#8221;, z  drugiej, nie dają sobie na to szansy.</p>
<p><strong>PAP: </strong>- A czy pani namawia singli do związków?</p>
<p><strong>J.C.:</strong> &#8211; Nie namawiam ich do tego, żeby sobie znaleźli drugą połowę,  bo są  tacy, którzy są i będą singlami, są szczęśliwi, taką wybrali drogę  i  nie czują potrzeby bycia z kimś na stałe. Ale są też tacy, którzy   wewnętrznie cierpią z tego powodu. Może ta książka niektórym posłuży,   jako pewnego rodzaju drogowskaz.</p>
<p>Swoją drogą byłam już na  sześciu ślubach &#8220;moich&#8221; singli, nawet tych,  którzy się zarzekali, że  zostaną nimi na zawsze. Okazało się, że życie  lubi płatać figle.  Pojawia się właściwa osoba i po prostu trafia nas ta  &#8220;strzała amora&#8221;,  zakochujemy się i z dnia na dzień przestajemy być  singlami.</p>
<p>Rozmawiał: Kamil Szubański.</p>
<p><em>Dr  Julita Czernecka jest ekspertem w projekcie Pokolenie Singli &#8211;   Sympatia. pl, była wykładowcą na seminarium poświęconym singlom,   prowadzonym przez PAN i Collegium Civitas oraz ekspertem w Klubie   Wysokich Obcasów.</em></p>
<p><em>źródło: PAP &#8211; Nauka w Polsce</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/dla-singli-najwazniejsza-wartoscia-jest-wolnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O przyprawach i gołych babach, czyli wywiad z Anią Stępień</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/o-przyprawach-i-golych-babach-czyli-wywiad-z-ania-stepien/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/o-przyprawach-i-golych-babach-czyli-wywiad-z-ania-stepien/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Mar 2011 05:00:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Iza Arasimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Singiel w wielkim mieście]]></category>
		<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=17689</guid>
		<description><![CDATA[Młoda, atrakcyjna, zdolna, ambitna. Kobieta wyzwolona. Na co dzień prowokuje życie. Od święta także mężczyzn. Modelka, artystka, grafik. Chodząca bomba energetyczna. Singiel w wielkim mieście, czyli Ania Stępień w Warszawie. Dla przyjaciół Ruda. To może zacznijmy od sexu. Tak będzie ciekawiej… Nie krępujesz się o tym mówić… (śmiech) Moje podejście jest mało romantyczne, raczej praktyczne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-17692" href="http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/o-przyprawach-i-golych-babach-czyli-wywiad-z-ania-stepien/attachment/zdjecie-1-ania-stepien-2/"><img class="alignleft size-medium wp-image-17692" title="zdjęcie 1 Ania Stępień" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2011/03/zdjęcie-1-Ania-Stępień1-300x448.jpg" alt="" width="300" height="448" /></a></p>
<h3>Młoda, atrakcyjna, zdolna, amb<a rel="attachment wp-att-17691" href="http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/o-przyprawach-i-golych-babach-czyli-wywiad-z-ania-stepien/attachment/zdjecie-1-ania-stepien/"></a>itna. Kobieta wyzwolona. Na co dzień prowokuje życie. Od święta także mężczyzn. Modelka, artystka, grafik. Chodząca bomba energetyczna. Singiel w wielkim mieście, czyli Ania Stępień w Warszawie. Dla przyjaciół Ruda.</h3>
<h3>To może zacznijmy od sexu. Tak będzie ciekawiej… Nie krępujesz się o tym mówić…</h3>
<p>(śmiech) Moje podejście jest mało romantyczne, raczej praktyczne i życiowe. Sex to ważna rzecz i nikt mi nie powie, że samą  miłością można wygrać ważny związek. Sex jest jak przyprawa, która stoi na półce w słoiczku i którą dodaje się do dania o nazwie „miłość”. Coś jak sól i pieprz.</p>
<p>Nie należy się krępować tego słowa. Ja wychodzę z założenia, że jesteśmy dorośli. Przecież to jasne, że każdy ma swoje potrzeby. Po co robić z tego tabu?</p>
<h3>No dobrze, ale czy takim razie mało romantyczna Ania Stępień wierzy w miłość?</h3>
<p>Oczywiście, że tak. Mimo, że mam luźne poglądy na temat sexu, zawsze lepiej on smakuje, gdy uprawia się go z osobą, którą się kocha lub darzy ogromną sympatią. Wtedy dopiero można powiedzieć, że się z kimś kocha, a nie tylko uprawia sex…</p>
<h3>Facet musi Cię pociągać, żeby miał szansę zdobyć Twoje uczucie?</h3>
<p>Raczej tak. Dla mnie musi być to „bum” w łóżku, musi iskrzyć. Wątpię, żebym pokochała faceta, z którym nie miałabym fajnego sexu.</p>
<h3>Jesteś singlem, bo co? Bo jeszcze nie znalazłaś tego odpowiedniego? Czy raczej jesteś singlem, bo to po prostu leży w Twojej naturze?</h3>
<p>Jestem singlem bo nie mam szczęścia do facetów.</p>
<h3>A to jak każda z nas (śmiech).</h3>
<p>No masz rację,  nie jestem wyjątkiem (śmiech).</p>
<p>Gdybym wyszła za mąż za moją pierwszą miłość, to pewnie byłabym teraz szczęśliwą mężatką. Podobnie z drugą miłością, z resztą niedoszłym mężem – gdyby doszło do ślubu, nie byłabym teraz singielką. Właściwie i dzisiaj jest ktoś, kto mi gdzieś tam wewnątrz nie daje spokoju. Tyle, że los lubi mi płatać figle (śmiech). Jakoś wciąż nie jest po drodze ku związkowi.</p>
<h3>No ok, ale z drugiej strony, nie wierzę, że gdybyś rzeczywiście chciała&#8230; Jesteś atrakcyjna, inteligentna, pewna siebie – masz wszystko, co pociąga facetów…</h3>
<p>Nic na siłę. Gdybym koniecznie chciała, to pewnie bym z kimś była. Ale przecież nie o to chodzi. Musi iskrzyć. Być z kimś „na upartego” to nie sztuka. Poza tym, ja mam wiele zainteresowań, mnóstwo przyjaciół, znajomych, prawie codziennie biegam na fitness. Muszę mieć faceta, który pozwoli mi chodzić swoimi ścieżkami, realizować się. Oczywiście przy nim, ale z pewną tylko moją przestrzenią.</p>
<h3>Mam jakieś nieodparte wrażenie, że jednak gdzieś pod skórą kochasz ta swoją niezależność, to uczucie, że jesteś panią własnego życia…</h3>
<p>Cenię sobie, że jestem na swój sposób zaradna, że mimo, iż jestem sama, to jakoś idę przez to życie po swojemu i daje radę, realizuję swoje plany. I nie chciałabym niczego dla nikogo poświęcać&#8230; Ewentualne zmiany musiałyby być dopełnieniem,  nie rezygnacją z którejkolwiek części mojego życia.</p>
<h3>Myślisz, że w tej pędzącej Warszawie jest miejsce na prawdziwy związek, obok pracy, mnóstwa zajęć &#8220;pozalekcyjnych&#8221;? Wiele osób już z góry zakłada, że skupia się tylko na karierze, samorealizacji…</h3>
<p>Myślę, że tak.  Mam taką nadzieję. Sama wiem, że nawet w tym fast-foodowym warszawskim świecie możliwe jest utrzymanie zdrowych związkowych relacji. Co prawda, każdy ma swoje obowiązki, a z drugą połówką widzi się niemalże &#8220;po omacku&#8221;, gdzieś późnym wieczorem albo w weekend, ale dla chcącego, nic trudnego.</p>
<p><a rel="attachment wp-att-17693" href="http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/o-przyprawach-i-golych-babach-czyli-wywiad-z-ania-stepien/attachment/zdjecie-ania-stepien-2/"><img class="alignleft size-medium wp-image-17693" title="zdjęcie Ania Stępień" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2011/03/zdjęcie-Ania-Stępień1-300x449.jpg" alt="" width="300" height="449" /></a></p>
<h3>Dobra, zostawmy związki i facetów. Jesteś modelką. Opowiedz, jak zaczęła się Twoja kariera w tej branży.</h3>
<p>Kiedy skończyłam magiczną liczbę ćwierć wieku, postanowiłam zrobić sobie zdjęcia. Tak na pamiątkę, póki jestem młoda i piękna (śmiech). Wybrałam jednego z wybitnych fotografów w Polsce. Odbyła się sesja. To były akty. Po sesji fotograf zaproponował mi, żebym swoje zdjęcia umieściła na jednym z branżowych portali. Tak też zrobiłam. A po jakimś czasie posypały się oferty współpracy. I tak to się zaczęło.</p>
<h3>Pewnie było sporo niemoralnych propozycji (śmiech)&#8230;</h3>
<p>Tak, trochę. Na przykład do stron dla fetyszystów (śmiech) albo do „bardzo odważnych” sesji. Nigdy nie skorzystałam.</p>
<h3>Modeling to chyba trochę specyficzny światek&#8230;</h3>
<p>Tak, specyficzny i jak ktoś nie ma poczucia humoru i dystansu do otaczającej go rzeczywistości, to przepadnie z kretesem…</p>
<h3>Ale jak chcesz od tego światka odpocząć, to malujesz obrazy&#8230;</h3>
<p>Tak, i jak ja to mówię, najbardziej lubię malować &#8220;gołe baby&#8221; swoją techniką (śmiech).</p>
<h3>Ty to umiesz zaintrygować (śmiech). Co to za technika?</h3>
<p>Maluję przeważnie nagie kobiety. Z tym, że technika, którą maluję nie pokazuję golizny ( dla wtajemniczonych w malarstwo, wyłącznie przy użyciu szpachelki), więc obrazy nie budzą rumieńca, tylko zaciekawienie.</p>
<h3>Skończyłaś szkołę plastyczną?</h3>
<p>Tak, Wyższą Szkołę Sztuki Użytkowej w Szczecinie i tam nabrałam doświadczenia z malarstwem. Jednak technika, którą maluję nie przyjęła się na uczelni i żaden profesor nie przyjął mi tak wykonanych prac. Ale ja jestem uparta, poszłam swoją drogą &#8211; malowałam poza uczelnią&#8230; Niedługo potem się okazało, że moje prace „mają wzięcie”, dobrze się sprzedają &#8211; a to oznacza, że podobają się ludziom.</p>
<p>A moje zdanie jest takie, że sztuka nie jest dla sztuki, jest dla ludzi. To fajne uczucie, że ktoś chce powiesić sobie mój obraz w domu nad łóżkiem.</p>
<h3>Czyli „po godzinach” romans ze sztuką albo modelingiem, ale na co dzień grafika…</h3>
<p>Po godzinach to jeszcze aparat (śmiech), bo interesuje mnie też fotografia.</p>
<h3>Czy Ty dziewczyno w ogóle sypiasz? (śmiech).</h3>
<p>Zdarza się (śmiech).</p>
<h3>To o fotografii za chwilę. Pracujesz jako grafik?</h3>
<p>Grafika to zawód i pasja&#8230; Nigdy nie wyobrażałam siebie pracy za biurkiem ze stosem papierów. Od najmłodszych lat ciągnęło mnie do tego, co piękne, do tworzenia. Co prawda, życie zawodowe grafika weryfikuje wiele rzeczy, ale dzięki temu, że robię to, co lubię, jestem spełniona. I nawet, jeśli w pracy robię rzeczy komercyjne, to dzięki temu mogę odreagować  swój artyzm (śmiech).</p>
<h3>Wracając do fotografowania…</h3>
<p>Po tym, jak pierwszy raz pozowałam do zdjęć, dostałam na chwilę aparat do potrzymania. Zaczęłam pstrykać i spodobało mi się. Do tego stopnia, że po jakimś czasie odkupiłam od tego fotografa ten aparat. Pierwsze zabawy z aparatem to było coś na zasadzie &#8221; A co się stanie, jak ustawię tak albo nacisnę tutaj”. Zaczęłam sama szukać ciekawych miejsc, ludzi, sama ich stylizowałam, malowałam. To była dla mnie prawdziwa odskocznia od pracy, którą wtedy wykonywałam i która była niesamowicie żmudna.</p>
<h3>W takim razie do Twojego planu dnia ciężko szpilkę by wcisnąć, a co dopiero znaleźć miejsce na faceta&#8230; (śmiech)</h3>
<p>Jak już wspomniałam, dla chcącego nic trudnego (śmiech). Ale faktycznie, mój facet musi być wyrozumiały. Dlatego najlepiej, żeby miał też swoje zainteresowania, pasje. W końcu, kto głodnego bardziej zrozumie niż też głodny (śmiech). Tym bardziej, że ja nie potrzebuję życia według harmonogramu „praca+kapcie+ TV” i tak w kółko.</p>
<h3>Dziękuję za rozmowę i życzę Ci, żebyś znalazła tego, z którym zaiskrzy. No i z którym sex będzie nieziemski (śmiech). I żebyś dalej realizowała się tak, jak to robisz do tej pory, bo świetnie Ci idzie. Jestem pewna, że o Ani Stępień będzie jeszcze głośno w Warszawie.</h3>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/o-przyprawach-i-golych-babach-czyli-wywiad-z-ania-stepien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kobieta cholernie kochająca życie…</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/wywiad-z-kobieta-cholernie-kochajaca-zycie/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/wywiad-z-kobieta-cholernie-kochajaca-zycie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Feb 2011 08:08:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Iza Arasimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=15778</guid>
		<description><![CDATA[Sama, ale nie samotna. Kobieta doświadczona. Matka. Była żona. Przedsiębiorca. Przede wszystkim jednak, niepoprawna optymistka i człowiek cholernie kochający życie… &#8220;Dlaczego to robię? Dlatego, że widoku szczęśliwej kobiety nie można porównać z żadnym cudem świata. Jest znacznie ponad to. Dlatego, że energia, która się we mnie za sprawą ich radości wyzwala, silnie uzależnia. Dlatego, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><a rel="attachment wp-att-15779" href="http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/wywiad-z-kobieta-cholernie-kochajaca-zycie/attachment/2-15/"><img class="alignleft size-medium wp-image-15779" title="2" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2011/02/28-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Sama, ale nie samotna. Kobieta doświadczona. Matka. Była żona.    Przedsiębiorca. Przede wszystkim jednak, niepoprawna optymistka i    człowiek cholernie kochający życie…</h3>
<p>&#8220;Dlaczego to robię? Dlatego, że widoku szczęśliwej kobiety nie można porównać z żadnym cudem świata. Jest znacznie ponad to. Dlatego, że energia, która się we mnie za sprawą ich radości wyzwala, silnie uzależnia. Dlatego, że lubię patrzeć, kiedy kobieta nieśmiale poprawia kosmyk włosów i przygląda się sobie w lustrze mrugając oczami. Z niedowierzaniem i w zachwycie, którego nie może ukryć. I choć przez parę chwil jest kimś innym i wyjątkowym. Kobiety są piękne, ja tylko pomagam wydobyć to piękno z ich wnętrza. Na powierzchnię. Pędzlem i ciepłym słowem.” – pisze na swojej stronie internetowej www.koloroweoko.pl, na której proponuje usługi w zakresie wizażu.</p>
<h3>Wywiad z <strong>Magdą Sobczyńską</strong></h3>
<h3><strong>Uważasz się za singla?</strong></h3>
<p>Jasne. W końcu wróciłam na wtórny rynek (śmiech). Jestem singlem.<strong> </strong></p>
<h3><strong> Jesteś samotna?</strong></h3>
<p>Jestem sama, ale nie samotna. Przede wszystkim, mam dwójkę dzieci, które nie pozwalają mi czuć się samotną. Na przykład, teraz, kiedy są na feriach zimowych, codziennie znajduję kolejne liściki i papierowe serduszka, które pochowały w szafkach i szufladach, żebym nie czuła się samotna podczas ich nieobecności (śmiech).<strong> </strong></p>
<h3><strong> Niesamowite masz te dzieci…</strong></h3>
<p>Niesamowite. Trafiły mi się, jak ślepej kurze ziarno (śmiech).</p>
<h3><strong>Znam Cię trochę. Jesteś niepoprawną optymistką. Skąd u Ciebie ten optymizm życiowy?</strong></h3>
<p>Chodzi o to, żeby widzieć pozytywy. W każdej sytuacji szukać dobrych stron. Ja wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Z każdego zła można wykrzesać jakieś dobro. Poza tym, jak ma się dzieci, świat staje się prosty, jaśniejszy, bardziej optymistyczny. Ostatnio łapię się na tym, że muszę się głębiej zastanowić, jeśli chcę sobie przypomnieć,  jakie złe rzeczy mnie w życiu spotkały. Mój mózg tak się zaprogramował, że pamięta tylko te dobre (śmiech). A zasadniczo, jak dłużej nad tym pomyśleć, to życie różami usłane nie było. Mama zmarła, jak miałam 25 lat, wcześniej jej siostra, z którą byłam bardzo zżyta, pierwszy narzeczony schizofrenik, rozwód…Tylko, że ja mam w swoim życiu szklankę zawsze do połowy pełną&#8230;</p>
<h3><strong> Jak zaczęła się historia z własną działalnością?<br />
</strong></h3>
<p>Byłam rok bez pracy. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Zrobiłam kurs grafiki komputerowej. Założyłam działalność gospodarczą i zdecydowałam otworzyć własne studio dtp <em>(komputerowe przygotowanie materiałów do druku)</em>. Złożyłam podanie o dofinansowanie z Unii Europejskiej i dostałam pieniądze. Znacznie mi to ułatwiło start.</p>
<h3><strong>A wizaż?</strong></h3>
<p>Wizaż jest pasją. Ten zamysł o własnej firmie chodził za mną jeszcze przed maturą. Chociaż właściwie, wtedy myślałam o charakteryzacji. Tak w ogóle, to miałam być jubilerem, wiesz? Tata miał warsztat jubilerski, miałam przejąć pałeczkę po nim. Jak Karolina <em>(córka)</em> miała 2 lata, poszłam na pierwszy  kurs wizażu, ale nie podjęłam w tym kierunku konkretnych kroków. Po jakimś czasie koleżanka poprosiła o lekcję wizażu i analizy kolorystycznej dla grupy kobiet. Zewsząd dostawałam jakieś znaki (śmiech), więc uznałam, że czas najwyższy.</p>
<h3><strong>No dobrze. Na polu zawodowym sukces. A jak w życiu prywatnym?</strong></h3>
<p>Hmmm…Rozwiedliśmy się z byłym mężem po dziesięciu latach małżeństwa. Ale uważam, że rozwód nie jest moją porażką. To po prostu lekcja, której razem nie udało nam się odrobić. Coś nie zadziałało.</p>
<h3><strong>Rozwód zmienił Cię?</strong></h3>
<p>Znajomi i przyjaciele mówią, że bardzo. Kiedyś, jeszcze przed ślubem, byłam bardzo zaradna i przebojowa. Potem, gdzieś tam się zagubiłam. Stałam się kompletnie niedecyzyjna, bierna, zdana na drugą osobę. Teraz wracam do formy. Poza tym, zrozumiałam ważną rzecz &#8211; małżeństwo nie jest tym, co uszczęśliwia. Ten stan trzeba znaleźć w sobie. Wtedy tego nie wiedziałam. Teraz już wiem.<strong> </strong></p>
<h3><strong> Kiedy było najgorzej?</strong></h3>
<p>Najgorsze jest mieszkanie z bliską, ale obcą osobą. Dwa obce światy w jednym wspólnym mieszkaniu. To apogeum samotności w relacji z drugim człowiekiem.<strong> </strong></p>
<p><strong> Teraz jesteś pewna siebie.</strong></p>
<p>A to różnie. Pracuję nad tym.</p>
<h3><strong>W takim razie, świetnie Ci idzie…</strong></h3>
<p>Tak? A to dziękuję. Kluczem do pewności siebie jest akceptacja. Czasem sobie myślę, że gdyby ludzie potrafili zaakceptować siebie takimi, jakimi są, nie byłoby wojen, agresji i tego całego zła. Kiedy człowiek nie akceptuje siebie, jest nietolerancyjny wobec innych.</p>
<h3><strong>Żałujesz czegoś w życiu?</strong></h3>
<p>Jeśli pytasz o rozwód, to nie żałuję ani małżeństwa, ani rozwodu. Jedyna rzecz, której w życiu żałuję to, że nie tańczę zawodowo. Uwielbiam taniec. Chciałabym nauczyć się tanga.</p>
<h3><strong>Jak znajdujesz czas na wszystko? Dom, dzieci, praca, wizaż…</strong></h3>
<p>Nie znajduję (śmiech). Ja tylko potrafię się zmobilizować do wielu rzeczy.</p>
<h3><strong>Zdarzają Ci się trudne dni?</strong></h3>
<p>Tak, czasem mam chwile, gdy rzeczy wydają się być nie do ogarnięcia. Wtedy wiszę na telefonie z przyjaciółką (śmiech).</p>
<h3><strong>Skąd bierzesz siłę? Przecież nie zawsze w życiu jest lekko…</strong></h3>
<p>Chyba z rzeczy, które lubię robić. Z dawania siebie. Jestem silna siłą innych. Poza tym, uważam, że wdzięczność jest bramą do szczęścia. Za wszystko trzeba dziękować. Proszę siłę wyższa i przeważnie zostaję wysłuchana. Ja w ogóle dużo gadam z siłami wyższymi (śmiech).</p>
<p><strong>- Wierzysz jeszcze w miłość? Czy już się na niej zawiodłaś?</strong></p>
<p>Czuję się szczęśliwa i spełniona, ale czasem zastanawiam się, czy uda mi się stworzyć kiedyś związek. Chyba jeszcze trochę strachu we mnie jest. Ale tak, wierzę. Gdyby kiedyś przyszło mi jeszcze raz powiedzieć jakiemuś facetowi „tak”, to chciałabym mieć czerwoną suknię – tak pod temperament (śmiech).</p>
<h3><strong>W co jeszcze wierzysz?</strong></h3>
<p>Wierzę w siłę wyższą &#8211; zwaną w naszej kulturze Bogiem, wierzę, że człowiek na bardzo duży wpływ na rzeczywistość, w magię, która jest w słowach i myślach. Wierzę, że warto być dobrym człowiekiem, bo wszystko wraca.</p>
<h3><strong>Ty za 10 lat to kto?</strong></h3>
<p>Zrealizowana, spełniona i szczęśliwa kobieta, która może żyć dostatnio z własnej działalności – z malowania i dtp. Chciałabym być dla siebie szefem. Chciałabym mieć więcej czasu na relacje międzyludzkie. Bardzo przywiązuję się do ludzi i lubię z nimi przebywać. Aha, i chciałabym mieć swój dom i widzieć sosnę przez okno.</p>
<h3><strong>A gdzie ten facet?</strong></h3>
<p>No właśnie jakoś nie przychodzi mi w pierwszej chwili do głowy (śmiech). Może jeszcze nie zrobiłam dla niego miejsca.</p>
<h3><strong>Jest jeszcze coś, w czym chciałabyś się zrealizować?</strong></h3>
<p>Kiedyś chciałabym napisać książkę.</p>
<h3><strong>Ja też (śmiech).</strong></h3>
<p>To mnie akurat nie dziwi (śmiech). I chciałabym przekazywać wiedzę, tzn. uczyć. Jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które chciałabym w życiu zrobić i tylko się zastanawiam, czy się ze wszystkim wyrobię.</p>
<h3><strong>To co tam Ci jeszcze w duszy gra?</strong></h3>
<p>Na przykład chciałabym się zająć astrologią, czyli nauką o wpływie gwiazd. To bardzo ciekawe.  Astrologia pozwala poznać swój potencjał, daje pewne rady na przyszłość. W moim kosmografie wyszło mi, że całe życie będę się kształcić. I fakt, mam ciągłą potrzebę zdobywania wiedzy.</p>
<h3><strong>Jesteś trochę szalona, co?</strong></h3>
<p>O tak. Choć potrafię też bardzo twardo stąpać po ziemi.</p>
<h3><strong>Jest coś, czego się boisz?</strong></h3>
<p>Dwóch największych moich wrogów to samotność i strach, a właściwie jeden – strach przed samotnością.</p>
<h3><strong>Najlepsze lata za Tobą czy raczej przed?</strong></h3>
<p>Czasem się śmieję, że siłą będzie trzeba mnie na tamten świat wysyłać. Jestem łakoma życia z każdym rokiem bardziej. Myślę, że najlepsze wciąż przede mną.</p>
<h3><strong>Myślisz, że życie zaczyna się po 40?</strong></h3>
<p>Po 35. Wtedy kobieta zaczyna spotykać siebie samą. Ja już jestem po drugiej stronie lustra – jak się zrozumie pewne rzeczy, dotrze do pewnych prawd  i pozna siebie, nie ma już odwrotu. I wtedy dopiero zaczyna się pełne życie.</p>
<h3><strong>Masz jakieś rady dla kobiet, które są jeszcze po „tamtej stronie lustra”, albo myślą, że rozwód to koniec świata?</strong></h3>
<p>Hmmm… Szkoda życia na marudzenie i narzekanie czy pretensje i żale. Trzeba chwytać życie, wciąż odkrywać w sobie siłę. Bo kobiety są silne. I pamiętać, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny.</p>
<h3><strong>Czego Ci życzyć?</strong></h3>
<p>Wiary w siebie. Dalszych sukcesów w pracy nad sobą. To załatwi wszystko.</p>
<p>A zatem samych sukcesów i dziękuję za rozmowę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/wywiad-z-kobieta-cholernie-kochajaca-zycie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>12. maja 2005</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/12-maja-2005/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/12-maja-2005/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 May 2010 00:51:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[News]]></category>
		<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=7009</guid>
		<description><![CDATA[I wreszcie naszedł 12. maja 2005 roku. Jest wieczór. Wrocław. Klub Mañana. Pierwsza impreza Połówek Pomarańczy. O odezwie na fantastyczną wiadomość dla wrocławskich singli z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko. I nadszedł 12. maja 2005 roku. Denerwowała się Pani przed imprezą? Z dnia na dzień coraz bardziej biło mi serce, coraz bardziej byłam przerażona całą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><img class="alignleft size-medium wp-image-7011" title="1" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/13-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />I wreszcie naszedł 12. maja 2005 roku. Jest wieczór. Wrocław. Klub Mañana. Pierwsza impreza Połówek Pomarańczy. O odezwie na fantastyczną wiadomość dla wrocławskich singli z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko.</h3>
<h4>I nadszedł 12. maja 2005 roku. Denerwowała się Pani przed imprezą?</h4>
<p>Z dnia na dzień coraz bardziej biło mi serce, coraz bardziej byłam przerażona całą tą sytuacją, bo nie wiedziałam, ile osób przyjdzie na imprezę, czy w ogóle ktokolwiek przyjdzie, ale dzień przed imprezą, mail, który wysłałam, wrócił do mnie. Napisał mój kolega ze studiów: „Kaśka, gdybym nie wiedział, że to nie ty wysłałaś tego maila, pomyślałbym, że to jest twój pomysł”. To było niesamowite. I przyszedł 12. maja, Mañana cała w połówkach pomarańczy, jeszcze wówczas moi pracownicy z agencji pomagali przystroić cały lokal. Około stu kilogramów pomarańczy dostaliśmy od naszego sponsora. To wszystko było pokrojone i cała Mañana była obłożona połówkami pomarańczy. Całe patio.</p>
<h4>Jak to musiało pachnieć!</h4>
<p>Pachniało niesamowicie! Ten aromat zabił nawet zapach papierosów. Moja przyjaciółka powiedziała, że będzie mnie wspierać na tej imprezie, pomoże mi i będzie mnie trzymać za rękę (śmiech). I stałyśmy tak na patio z bijącym sercem w oczekiwaniu na gości. Ludzie zaczęli się schodzić i nawet nie wiem kiedy, zrobił się taki ogon już do połowy patio, bo chcieliśmy tych wszystkich ludzi jakoś spisać. Po godzinie Mañana była pełna.</p>
<h4>To był pierwszy sukces Połówek Pomarańczy.</h4>
<p><img class="alignleft size-medium wp-image-7016" title="9" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/91-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />Owszem, ale jak dzisiaj myślę o tej imprezie, to cały jej scenariusz był trochę przaśny, dzisiaj zorganizowałabym ją zupełnie inaczej. Jednak najważniejsze, że ludzie się świetnie bawili i w pewnym momencie ci, którzy przyszli na imprezę sami, zaczęli wymieniać numery telefonów między sobą. Wszystko działo się tam jakoś zupełnie naturalnie.</p>
<h4>Takich imprez właśnie brakuje, gdzie można przyjść samemu i rozmawiać z ludźmi, bez obawy, że wezmą cię za dziwaka czy natręta. Trudno zawierać nowe znajomości, jak już się nie studiuje i od kilku lat pracuje się w jednej i tej samej firmie.</h4>
<p>Tak, na zwykłych impreza ludzie są bardzo hermetyczni, a nawet wycofani. Bawią się tylko w swojej grupie znajomych. Nie nawiązują kontaktów z innymi, ponieważ boją się ich reakcji i odrzucenia. A tutaj, na imprezie Połówek Pomarańczy, ludzie mieli wspólny mianownik.</p>
<h4>A jak przebiegała impreza?</h4>
<p><img class="alignleft size-medium wp-image-7012" title="5" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/51-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />Pamiętam, że kiedy  ludzie podchodzili do stoliczka barowego, pytali z obawą w głosie: „Ale nie będzie kotylionów?” (śmiech). Nie było, były tylko karteczki z imionami, który sprawdziły się. Nie było zabaw typu: a teraz panie z różowymi kotylionami z panami z żółtymi kotylionami zapraszamy na środek. Były inne, śmieszne zabawy, które miały rozładować pierwsze napięcie, zintegrować ludzi. Był na przykład konkurs dla mężczyzn, w którym panowie dostawali całą skrzynkę połówek pomarańczy, dużą szklankę i mieli gołymi rękoma wyciskać sok. Jest takie zdjęcie, jak oni mają oczy na wierzchu, sok leje im się po rękach, ale ostro wyciskają go. Dziewczyny piszczą, każda już miała swojego faworyta. Istne szaleństwo!</p>
<h4>A co dla pań?</h4>
<p>Był konkurs z torebkami, który polegał na tym, że wygrywa ta pani, która ma najdziwniejszą rzecz w torebce. Boże, co w tych torebkach nie było!</p>
<h4>I kto wygrał?</h4>
<p>Wygrała dziewczyna, która miała pompkę do roweru (śmiech), a przyjechała samochodem! Tam było wszystko, kombinerki, śrubokręty. U dziewczyn! Proszę zobaczyć, to pokazuje, jak żyje singielka. Po prostu musi mieć wszystko!</p>
<h4>A jak media zareagowały na takie novum, jak Połówki Pomarańczy?</h4>
<p><img class="alignleft size-medium wp-image-7017" title="10" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/10-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />Impreza spotkała się z niewiarygodną reakcją mediów. Bardzo dużo dziennikarzy &#8211; radiowych i prasowych przyszło na imprezę. Już przed imprezą były pierwsze wywiady, ale największym szokiem i dla mnie, i dla ludzi był moment, w którym na imprezie pojawiła się telewizja. Marcin Brodowski z wrocławskiego ośrodka TVP wjechał z ekipą i jego materiał można u nas zobaczyć w dziale prasowym. Tam jest jedna niesamowita rzecz w tym materiale, który nota bene został zrobiony naprawdę świetnie, ale najbardziej zaskakujące jest podsumowanie materiału i komentarz Marcina, który siedzi na patio z mikrofonem i mówi do kamery: „Wykształcenie, dowcipni, skromni, zupełnie niewiadomo, dlaczego sami. Z Wrocławia, dla Faktów, Marcin Brodowski – singiel”.</p>
<h4>Ale rewelacja!</h4>
<p><img class="alignleft size-medium wp-image-7018" title="2" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/2-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" />Rewelacja, rewelacja – i to właśnie napisałam mu w sms-ie, który wysłałam do niego po emisji materiału w Faktach. Na co on mi odpisał, że już nikt nigdy nie zmusi go, aby na jakąkolwiek imprezę przyszedł z kamerą. Dzień po imprezie dostałam mnóstwo maili z pytaniem, kiedy będzie następna impreza? Chcieli więcej! I co się okazało? Że na następną imprezę ludzie już przyprowadzili swoich znajomych. Zaczęło to działać dokładnie tak, jak to sobie wymyśliłam.</p>
<h4>Rozeszło się pocztą pantoflową.</h4>
<p>Tak, to się działo samo. I była kolejna impreza, i kolejna, a ludzi przychodziło coraz więcej. Do dnia dzisiejszego, także poprzez inne działania, Połówki Pomarańczy budują społeczność singli, i jak to kiedyś ktoś fajnie powiedział: „Pod pomarańczowym parasolem mogą spotkać się ludzie, których łączy i zarazem dzieli wiele”.</p>
<h4>I wreszcie mogą ze sobą porozmawiać, a nie czaić się po kątach.</h4>
<p><img class="alignleft size-full wp-image-7019" title="3" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/3.jpg" alt="" width="300" height="451" />Dokładnie. I tak to się zaczęło, a później potoczyło się już, jak lawina. W pewnym momencie nawet mnie to troszeczkę przerosło. To miał być klub, który chciałam, żeby działał tylko we Wrocławiu. A tu nagle dostaję telefon od dziennikarki z „Olivii”, która chce zrobić reportaż o Połówkach Pomarańczy. Pytam, skąd ona o tym wie, o takiej małej wrocławskiej inicjatywie? Ona, że jak to skąd? Z telewizji. Okazało się, że ten materiał z wrocławskich Faktów został wyemitowany w ogólnopolskim Kurierze w TVP3 i był kilka razy powtarzany. Impreza była w maju, a jeszcze w lipcu pojawiał się w telewizji materiał z niej.</p>
<h4>Tym bardziej to pokazuje i udowadnia, jak bardzo była potrzebna ta inicjatywa, taka impreza oraz taki klub.</h4>
<p>Tak, to było wręcz odkrycie dla wielu osób. Zaczęła się lawina maili oraz telefonów. Ludzie dzwonili do mnie nawet w środku nocy, bo mieli jakiś problem. Pisali maile o swoim życiu, pisali: prosimy, błagamy, niech Połówki Pomarańczy będą również w Warszawie, Krakowie, Krośnie, Białymstoku czy Trójmieście. Wszędzie, z każdego miasta napływały takie maile. I uświadomiłam sobie, że moja praca to nie jest tylko organizacja imprez, ale że podjęłam się ogromnej odpowiedzialności za życie tych ludzi. Od pięciu lat, może zabrzmi to górnolotnie, naprawdę żyję w poczuciu wykonywania swoistej misji społecznej…</p>
<p>cdn&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/12-maja-2005/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fantastyczna wiadomość dla wrocławskich singli!</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/fantastyczna-wiadomosc-dla-wroclawskich-singli/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/fantastyczna-wiadomosc-dla-wroclawskich-singli/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 16:42:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Renata Chaczko</dc:creator>
				<category><![CDATA[News]]></category>
		<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=6898</guid>
		<description><![CDATA[Zaczęło się od pomysłu Klubu dla singli. Z pomysłu rozwinęła się szersza koncepcja, aby stworzyć sieć miejsc przyjaznych singlom. O kryteriach wyboru tych miejsc i trudnych początkach z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko. Czyli była już jasna koncepcja – stworzyć sieć miejsc przyjaznych singlom. Tak, są przecież takie miejsca, które są przyjazne matkom z dziećmi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter size-full wp-image-6900" title="1. urodziny klubu Maňana" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/DSC_0287.jpg" alt="" width="580" height="386" /></p>
<h3>Zaczęło się od pomysłu Klubu dla singli. Z pomysłu rozwinęła się szersza koncepcja, aby   stworzyć sieć miejsc przyjaznych singlom. O kryteriach wyboru tych miejsc i trudnych początkach z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko.</h3>
<h3>Czyli była już jasna koncepcja – stworzyć sieć miejsc przyjaznych singlom.</h3>
<p>Tak, są przecież takie miejsca, które są przyjazne matkom z dziećmi, gdzie jest, na przykład, przewijak w toalecie. Powiedziałam mojej koleżance, aby spróbowała się przejść wieczorem po klubach i zrobić taki test: siedzi przy barze, zamawia drinki i patrzy, co się dzieje.</p>
<h3>I pewnie każdy pomyślał, że przyszła na podryw?</h3>
<p>Okazało się, że bywa z tym różnie. Barmanom zdarza się powiedzieć po drugim drinku: „Co, znowu nie przyszedł?”. I pomimo że idę tam posiedzieć z bardzo pozytywnym nastawieniem, to wychodzę z mega dołem. Chciałam przeprowadzić swojego rodzaju edukację społeczną, po prostu chciałam pokazać ludziom, którzy w tych miejscach pracują, że singiel to jest taki sam człowiek, taki sam klient, jak każdy inny. Ma prawo, czy to w restauracji, kawiarni, barze czy klubie czuć się tak samo swobodnie i bezpiecznie, jak ktoś, kto przychodzi tam z partnerem czy w gronie znajomych.</p>
<h3>Pamiętam, że był nawet o tym odcinek „Seksu w wielkim mieście”. Kelner nie podchodzi do Carrie, bo myśli, że na kogoś czeka.</h3>
<p>Takie sytuacje zdarzały mi się bardzo często, a nawet zdarzają do dzisiaj. I to był właśnie ten moment, kiedy uświadomiłam sobie, że takie miejsca przyjazne singlom są bardzo potrzebne. Miejsca, gdzie jest ten dziesięcioprocentowy rabat, albo ciastko do kawy i przede wszystkim, gdzie nikogo nie będzie dziwić, że przy stoliku siedzi jedna osoba, która nie czeka na nikogo. Dziś z perspektywy pięciu lat może brzmi to zaskakująco, ale naprawdę wówczas powiedzenie otwarcie: „jestem singlem” było niemal takim coming outem, jakby ktoś teraz powiedział: „jestem gejem”.</p>
<h3>Na szczęście już tak nie jest, bo faktycznie jeszcze pięć lat temu stereotypowy singiel to pani od matematyki, która jest zgorzkniałą, złośliwą, starą panną.</h3>
<p>Mało tego, jeszcze jak to nauczycielka, to było jakoś zrozumiałe (śmiech). Ale jak singielką była świetnie wykształcona kobieta, na stanowisku, która świetnie zarabia, to jest już podejrzane. Bo co jest z nią nie tak,  co ona ma takiego w sobie, że nikt jej nie chce?! Pewnie jest strasznie wredna, albo, co gorsza, oziębła. Wtedy nikt się nie zastanawiał, że to może ona nikogo nie chce, że może dotąd żaden mężczyzna nie spełniał jej oczekiwań? Cały czas mówię o kobietach, bo sama jestem kobietą, ale to działa również w drugą stronę. Tych zadbanych, bardzo przystojnych, wykształconych, świetnie zarabiających mężczyzn, którzy są singlami, też jest pełno. I też można się dziwić, dlaczego są sami.</p>
<h3>Może za długo pracują i nie mają czasu na życie prywatne?</h3>
<p>Dokładnie, pamiętam taką scenę z „Londyńczyków”. Bohaterka, którą gra Marietta Żukowska i bohater, którego gra Rafał Maćkowiak, próbują się ze sobą umówić. I jest taka scena, gdzie ona siedzi w jednym biurze w wielkiej korporacji, on w drugim biurze innej korporacji, mają przed sobą rozłożone kalendarze i on pyta ją: „to może dzisiaj?”, ona: „nie dzisiaj lecę gdzieś tam, piątek?”, on: „piątek odpada, lecę do Moskwy, może w niedzielę?”, ona: „ok., ale mogę tylko na trzy godziny”. I tak to właśnie wygląda.</p>
<h3>…i jak tu zbudować jakiś związek?</h3>
<p>Czasem się po prostu nie da, ale też nie wierzę w to, że w wieku dwudziestu paru lat można  zadeklarować, że do końca życia będzie się singlem. Nie wierzę w to, jesteśmy biologicznie tak zaprogramowani, że mamy potrzebę życia w związkach, życia w stadach. Dlatego bardzo są potrzebne takie miejsca przyjazne singlom.</p>
<h3>I tak doszło do pierwszej imprezy we wrocławskiej Mañanie.</h3>
<p>Tak, choć nie obyło się bez przeszkód. Zmarł papież, impreza miała się także odbyć w innym klubie, który w ostatniej chwili musiał być zmieniony. I pojawił się problem, nie widziałam, co dalej z tym zrobić, do kogo teraz pójść. Wtedy koleżanka powiedziała mi: „idź do Jacka Lizureja, on ma Mañanę, a to przecież świetne miejsce”. Znałam Jacka z czasów, kiedy był właścicielem Jatek i był dla mnie takim niedostępnym guru, artystą, takim Adonisem, który żył w hermetycznym świecie. I jak ja mam iść do Jacka Lizureja z tymi swoimi trzema karteczkami, który ma tak kultową knajpę, o której po otwarciu Gazeta Wyborcza napisała, że w oficynie, we Wrocławiu, powstał klub, do którego wchodzi się tylko na hasło?</p>
<h3>Ale udało się!</h3>
<p>Tak, udało się. Pomyślałam – no raz kozie śmierć, najwyżej powie mi „nie”. Poszłam z tymi moimi biednymi trzema karteczkami i przeżyłam szok. Spotkałam się z ogromną otwartością i życzliwością ze strony Jacka, który powiedział, że pomoże nam ze wszystkim, z czym tylko będzie mógł. Powiedział: „Impreza dla singli – rewelacja. Klub dla singli – genialny pomysł”. Ustaliliśmy datę, 12. maja 2005 roku. Przygotowałam informację, którą puściłam mailem do znajomych, gdzie w tytule napisałam: „Fantastyczna wiadomość dla wrocławskich singli”.</p>
<p>C.D.N.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/fantastyczna-wiadomosc-dla-wroclawskich-singli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miejsca przyjazne singlom</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/miejsca-przyjazne-singlom/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/miejsca-przyjazne-singlom/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 12:42:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Renata Chaczko</dc:creator>
				<category><![CDATA[News]]></category>
		<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=6888</guid>
		<description><![CDATA[Sam pomysł to dopiero początek bardzo długiej i ciężkiej drogi. I właśnie o początkach tej drogi, jaką trzeba przejść od momentu narodzin pomysłu po jego realizację, z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko. I zrodziła się w Pani głowie myśl o utworzeniu klubu. Co było dalej? Przez dwa lata pracując w browarze i mając styczność z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><img class="aligncenter size-large wp-image-6889" title="miejsce przyjazne" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/5-660x442.jpg" alt="" width="660" height="442" />Sam pomysł to dopiero początek bardzo długiej i ciężkiej drogi. I właśnie o początkach tej drogi, jaką trzeba przejść od momentu narodzin pomysłu po jego realizację, z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko.</h3>
<h4>I zrodziła się w Pani głowie myśl o utworzeniu klubu. Co było dalej?</h4>
<p>Przez dwa lata pracując w browarze i mając styczność z właścicielami i managerami klubów, kawiarni czy też restauracji, poznałam doskonale ten rynek i wiedziałam, jak on funkcjonuje. Chyba każdy z nas w jakimś okresie swojego życia marzył o własnej knajpce. Zaczęłam więc zastanawiać się nad tym, aby otworzyć własną. Jednak gdy dojechałam do domu wiedziałam już, że to nie jest najlepszy pomysł. Własna knajpa to jest smycz i to półmetrowa.</p>
<h4>Czyli jednak nie własna knajpka?</h4>
<p>Gastronomia to jest naprawdę ciężki kawał chleba. Poza tym na założenie własnej knajpy jest potrzebny około milion złotych. Nie miałam tego miliona, a poza tym bałam się, że nawet jeśli uzbieram te pieniądze, to nie wiadomo, czy to się do końca uda. Pojawiła mi się w głowie niemal taka filmowa scena: oto jest fajny klub, elitarny, gdzie można wchodzić tylko na karty klubowe. Biorąc pod uwagę, że we Wrocławiu mieszka ponad milion ludzi, około stu tysięcy singli, może udałoby się doprowadzić do takiego momentu, że karty klubowe byłyby tak bardzo pożądane, że sprzedawane za grube pieniądze.</p>
<h4>Pomysł elitarnego klubu dla singli jest świetny. Nie ma takiego miejsca we Wrocławiu.</h4>
<p>No tak, wszystko to fajnie, tylko pytanie, jak długo ktoś, kto ma kartę klubową, będzie chciał przychodzić w jedno i to samo miejsce? Poza tym obawiałam się tego, że takie rozwiązanie może się obrócić przeciwko samym singlom, że powstanie swoiste getto, a to, czego chciałam najbardziej uniknąć, to piętnowanie singli. Chodziło o to, aby oni mogli wyjść z ukrycia, aby mogli dokonać swoistego coming out-u. Jestem marketingowcem, zajmuję się marketingiem niemal od dwudziestego roku życia i przez cały weekend siedziałam, pisałam i myślałam, myślałam i pisałam. W końcu ten projekt skonkretyzował się – chciałam stworzyć taki klub, głównie dla znajomych, którym będę zajmować się dodatkowo, po godzinach, bo wówczas miałam swoją agencję marketingową.</p>
<h4>Czyli takie spotkania, jak za studenckich czasów?</h4>
<p>Dokładnie, to nie miało mieć żadnej sformalizowanej formy, to miało być przychodzenie do znajomych na imprezę, tak właśnie, jak było na studiach. Jest impreza, to zawsze się z kimś przyszło. Ktoś przyprowadził innych znajomych i zabawa się kręciła. Taki był pomysł, jednak jak okazało się, single to bardzo wymagająca grupa odbiorców, stąd taka impreza musiała być przygotowana na tip-top, naprawdę profesjonalnie. A ja jestem perfekcjonistką, jak już się za coś biorę, to albo robię to „na full”, albo nie robię tego wcale. Dlatego przyszedł taki moment, gdy postawiłam wszystko na jedną kartę i skoczyłam na głęboką wodę.</p>
<h4>Nie bała się Pani?</h4>
<p>Oczywiście miałam obawy, bo mogło się udać bądź nie. W tym momencie, gdy zaczynałam, nie miałam do końca sprecyzowanej koncepcji, jak ten klub ma wyglądać. Ale zdarzyło mi się w życiu zorganizować niejedną imprezę, większą czy mniejszą, więc wiedziałam, że od tego powinnam zacząć. Wiedziałam również, że skoro nie będziemy mieli własnego miejsca pod tytułem „klub dla singli”, to coś musimy zrobić. I tutaj na wagę złota okazały się kontakty, które nawiązałam pracując w Browarze, gdzie zajmowałam się właśnie gastronomią. Miałam trzy kartki, na których spisałam całą koncepcję klubu oraz swój entuzjazm i z tymi trzema karteczkami chodziłam do ludzi, z którymi chciałam nawiązać współpracę.</p>
<h4>Z właścicielami klubów?</h4>
<p>Tak, ale nie tylko. Chciałam zaprosić do współpracy miejsca szczególne, wyjątkowe, które mają ciekawy klimat, ale nie są klubami studenckimi.</p>
<h4>Czyli już wówczas była określona grupa docelowa?</h4>
<p>Wiadomo, że byli nią single. Jednak od samego początku grupa docelowa była dla mnie jasno i jakoś tak naturalnie skonkretyzowana. Sama jestem singlem i żyłam też w środowisku singli, dlatego chciałam to zrobić dla takich ludzi, jak moi znajomi. A są to ludzie wykształceni, po studiach, którzy mieszkają w dużych miastach, którzy świetnie zarabiają, mają dobrą pracę i dwadzieścia pięć – czterdzieści lat. W ten sposób doszłam do tego, kim jest singiel.</p>
<h4>Troszkę taki typ, jaki jest kreowany w „Seksie w wielkim mieście”.</h4>
<p>Bohaterki „Seksu w wielkim mieście” mimo, że są singielkami, są trochę przerysowane. To jest obraz takiego typowego singla z Manhattanu i ja takich singli w Polsce nie znam, którzy ubierają się tylko i wyłącznie u najlepszych projektantów, noszą buty od  Manolo Blahnika i jedzą cały czas na mieście, bo w kuchni w piekarniku trzymają swetry. Owszem, ten serial w pewien sposób uporządkował moje myślenie o singlach. Dużo osób śmieje się z tego serialu, ja jestem jego wierną fanką i obejrzałam go z dziesięć razy, bo pokazuje całą prawdę o życiu singli. Każdy odcinek daje odpowiedź, dlaczego te kobiety są same. One nie szukają tylko facetów do łóżka, jak większość to odbiera, ale są tak ukształtowane, że to ich życie, to nasze życie w samotności, ta ciągła praca, brak czasu powodują, że zamykamy się w sobie, jesteśmy coraz bardziej hermetyczni i jest nam coraz trudniej znaleźć partnera.</p>
<h4>Tak, a nawet coraz trudniej jest nam utrzymywać przyjaźnie.</h4>
<p>Właśnie, stworzenie klubu miało dać nam szansę powrotu do źródła. Klub miał dać nam szansę poznawania ludzi, którzy są podobni do nas, podobnie żyją, stąd lepiej nas rozumieją. I kiedy wyklarowała się koncepcja, że będziemy zapraszać do współpracy różne miejsca, pojawiło się określenie:<strong><em> miejsce przyjazne singlom</em></strong>.</p>
<p><strong><em>cdn&#8230;</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/miejsca-przyjazne-singlom/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Taki klub&#8230;</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/taki-klub/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/taki-klub/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 May 2010 17:49:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Renata Chaczko</dc:creator>
				<category><![CDATA[News]]></category>
		<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=6857</guid>
		<description><![CDATA[Każda historia ma swój początek. Gdzieś, przy kuflu piwa bądź filiżance kawy, rodzi się przy miłej rozmowie pewna myśl. Ta myśl kiełkuje, dojrzewa, rośne w nas, aż w końcu wreszcie materializuje się. Pięć lat POŁÓWEK POMARAŃCZY to piękna rocznica… O tym, jak narodził się sam pomysł powstanie klubu z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko. Proszę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><img class="aligncenter size-large wp-image-6864" title="taki klub..." src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/05/111-660x360.jpg" alt="" width="660" height="360" />Każda historia ma swój początek. Gdzieś, przy kuflu piwa bądź filiżance kawy, rodzi się przy miłej rozmowie pewna myśl. Ta myśl kiełkuje, dojrzewa, rośne w nas, aż w końcu wreszcie materializuje się. Pięć lat POŁÓWEK POMARAŃCZY to piękna rocznica… O tym, jak narodził się sam pomysł powstanie klubu z Kasią Adamowicz rozmawia Renata Chaczko.</h3>
<h4>Proszę opowiedzieć, jak to się wszystko zaczęło?</h4>
<p>Ta opowieść to jest już legenda w Połówkach Pomarańczy. Był paskudny, zimny, styczniowy wieczór i padał gęsty śnieg. Tym sposobem trafiłam z koleżanką do jeszcze innej koleżanki – singielki, która prowadziła we Wrocławiu kawiarnię. I siedzimy tak sobie we trzy babeczki, za oknem beznadziejna pogoda, my mamy beznadziejne nastroje i rozmawiamy, jak to jest po trzydziestce, po rozwodzie – bo wszystkie byłyśmy rozwódkami, ogólnie o tym, jak wygląda nasze życie. Rozmawiałyśmy o sprawach, z którymi się borykamy, za czym tęsknimy, czego nam brakuje, a jak chciałybyśmy to życie zmienić.</p>
<h4>Czyli takie typowe babskie pogaduchy w beznadziejny pochmurny dzień?</h4>
<p>Wręcz powiedziałabym, że to takie typowe polskie marudzenie (śmiech). Po prostu babskie gadanie przy kawie i ciastku. Oczywiście wszystkie byłyśmy pogodzone ze swoim stanem, nie szukające w desperacji nowego męża. No i wszystkie z doświadczeniami z przeróżnych czatów, serwisów randkowych, każda z nas wpakowała się na jakąś minę, na panów, którzy zapomnieli wspomnieć, że mają żony i gromadkę dzieci w domu, tudzież na łowców, którzy umawiali się z czteroma, pięcioma kobietami naraz. Doszłyśmy do wniosku, że takie portale randkowe, wówczas najpopularniejsza była &#8220;Sympatia&#8221;, to taki supermarket z ludźmi.</p>
<h4>Supermarket?</h4>
<p>A nawet gorzej. W supermarkecie, jak stoisz przy półce z szamponami, to tych szamponów jest pięćdziesiąt różnych rodzajów. A na takiej sympatii masz do wyboru tysiące kobiet bądź mężczyzn. I wygląda to dokładnie tak samo – stoję przy półce i patrzę na etykietę. Każdy człowiek na sympatii wypełnia swoją etykietę. Teraz różnica polega na tym, że na etykiecie szamponu producent musi mniej więcej napisać prawdę. Na sympatii – kreacja dowolna. Im ktoś jest bardziej kreatywny, tym ma większe szanse na powodzenie. Razem doszłyśmy do wniosku, że ten „supermarket” daje taką totalną dowolność i swobodę przebierania – dzisiaj możemy spróbować tego szamponu, ale w zasadzie, nawet jeśli on nam pasuje, to dlaczego by nie spróbować drugiego, skoro jest dostępny? I chętny…</p>
<h4>No tak, wówczas nie było innej alternatywy. Były tylko portale typu sympatia.</h4>
<p>O tym właśnie rozmawiałyśmy. Wspominałyśmy również czasy studiów, kiedy każdego dnia gdzieś u kogoś coś się działo. A to na akademikach, a to u kogoś na stancji, a to pojawiały się coraz liczniejsze knajpy. W zasadzie codziennie można było gdzieś pójść, kogoś spotkać czy poznać kogoś nowego. Dlatego też, że przez nasze życie przewijało się dużo ludzi, mogliśmy dokonywać zupełnie swobodnej, naturalnej selekcji. To wszystko odbywało się w normalnym rytmie, bez żadnego napięcia, bez żadnego niebezpieczeństwa, że ten ktoś nowopoznany za chwilkę gdzieś nam zniknie, gdzieś wyjedzie na Erasmusa (śmiech). To wszystko szło swoim rytmem i było bardzo naturalne. Po prostu – jak to w ogromnej grupie ludzi, były wśród nas pary, przyjaciele, jak i zwykli znajomi.</p>
<h4>Dlatego mówi się, że studia to najlepszy okres w życiu człowieka.</h4>
<p>Teraz, po skończeniu studiów, chodzimy do pracy i w tej pracy spędzamy większość dnia. Jeśli pracujemy w korporacji, jest jeszcze gorzej. Szef patrzy nam na ręce i nie tylko na ręce. Mamy inwigilowaną skrzynkę mailową. I, co najbardziej przerażające, w wielu firmach, formalnie bądź nie formalnie, zakazuje się pracownikom wchodzenia w intymnie związki z innymi pracownikami. Pamiętam historię swojej przyjaciółki, która w pracy poznała swojego przyszłego męża i nawet, kiedy już byli zaręczeni, przed wejściem do pracy ściągała swój zaręczynowy pierścionek. Spotykali się tylko w domu, a jeśli widzieli się na mieście, to tylko z grupą znajomych, żeby nie budzić podejrzeń. Chora sytuacja, która uświadomiła mi, że my żyjemy ogólnie w chorych czasach. Korporacje wymagają od nas potwornego poświęcenia i oddania, niemal dwudziestoczterogodzinnej dyspozycyjność. Całe nasze życie zaczyna odbywać się w korporacji, dlatego też w korporacjach taśmowo produkuje się singli.</p>
<h4>I do tego dochodzi pewne przyzwyczajenie do samotności.</h4>
<p>Im dłużej jesteśmy sami, tym trudniej budować nam jakiekolwiek relacje. I to już nawet nie chodzi o budowanie związków, relacji damsko-męskich, ale o budowanie jakieś przyjaźni. Co to jest za życie, gdy zarabiamy kupę pieniędzy, a nawet nie mamy czasu je wydawać?! I gdy o tym wszystkim tak rozmawiałyśmy w ten styczniowy, melancholijny dzień, pomyślałam, że trzeba wreszcie powiedzieć temu stop, bo dokąd my idziemy?! Czy nasze życie za piętnaście, dwadzieścia lat będzie dalej polegać tylko na chodzeniu do pracy? Wtedy jedna z nas, już nie pamiętam która, zapytała: a gdyby był taki klub, do którego można pójść i spotkać tam innych singli? I w zasadzie na tym pytaniu zakończyłyśmy rozmowę. Tyle. Był piątek, wsiadłam w samochód, na ulicach było pełno śniegu, korki. Siedzę w samochodzie, słucham muzyki i tylko jedna myśl krąży mi po głowie: a gdyby był taki klub? TAKI KLUB…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/taki-klub/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>L.U.C.</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/l-u-c/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/l-u-c/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 11:52:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Szakiel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=35</guid>
		<description><![CDATA[Między nagraniami a pociągiem do Warszawy, podczas szybkiego obiadu w dworcowej knajpce o swojskim klimacie… o muzyce, Wrocławiu i twórczym ADHD. Rozmowa z Łukaszem Rostkowskim zwanym L.U.C. Połówki Pomarańczy: Korzystasz z Wikipedii? Łukasz Rostkowski (L.U.C): Czasami tak. Czy wiesz, że można znaleźć tam Twoje nazwisko? Wiem. Wiesz, co można tam przeczytać na Twój temat? Wiem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="aligncenter size-large wp-image-1215" title="L.U.C." src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2009/08/luc_supp-660x439.jpg" alt="L.U.C." width="660" height="439" />Między nagraniami a pociągiem do Warszawy, podczas szybkiego obiadu w dworcowej knajpce o swojskim klimacie… o muzyce, Wrocławiu i twórczym ADHD. Rozmowa z Łukaszem Rostkowskim zwanym L.U.C.</strong></p>
<p><strong>Połówki Pomarańczy: Korzystasz z Wikipedii?</strong></p>
<p>Łukasz Rostkowski (L.U.C): Czasami tak.</p>
<p><strong>Czy wiesz, że można znaleźć tam Twoje nazwisko?</strong></p>
<p>Wiem.</p>
<p><strong>Wiesz, co można tam przeczytać na Twój temat?</strong></p>
<p>Wiem, że na stronie coś się zmieniało. Zajrzałem tam dwa razy i za każdym razem coś innego było napisane.</p>
<p><strong>Polski reżyser, raper i producent obecnie związany z Wrocławiem. Założyciel, wokalista i współproducent projektu muzycznego Kanał Audytywny. Obecnie zajmuje się wydawaniem solowych projektów. Gdy za 20 lat otworzysz stronę Wikipedii, jakie informacje chciałbyś znaleźć tam na swój temat?</strong></p>
<p>Ha ha… Autor szybkiej linii kolejowej Wrocław – Warszawa. Architekt i wykonawca autostrady łączącej Suwałki z Jelenią Górą oraz Rzeszów ze Szczecinem i Szczyrk z Gdańskiem. Wszystko w przeciągu półtora roku. Heh… A przy okazji wiesz, autor kolejnych płyt. Z tego, co widziałem na stronie, wypisane są tam jakieś nagrody i wyróżnienia, ale nie to chyba byłoby tak ważne. To znaczy, na pewno byłoby miłe, bo każda nagroda to też jakaś pamiątka ale myślę, że przede wszystkim autor jakichś kolejnych produkcji i w końcu udanego przeszczepu szpiku selera. To, co już tam o mnie napisali, jest potwierdzone &#8211; rzeczywiście jestem po części reżyserem, muzykiem, producentem i tekściarzem i na razie nikim więcej nie chcę być. Może właśnie jeszcze budowniczym tych kilku przydatnych rzeczy.<br />
Tak więc myślę, że to co mogłoby być więcej, to tylko kolejne projekty i fajni ludzie, z którymi chciałbym współpracować. A tych faktycznie jest multum – i to nie tylko ludzie z Polski. Może jedyne co bym chciał dopisać swoimi czynami, to ewentualnie: żeby moja sztuka była traktowana międzynarodowo. Jest to marzenie na pewno każdego artysty, żeby docierać do ludzi na całym świecie, a nie tylko w swoim kraju.</p>
<p><strong>Określiłbyś siebie jako muzyka, czy raczej jesteś polską Amelią, która chce zmieniać świat i uszczęśliwiać ludzi?</strong></p>
<p>Wiesz, Amelia jest postacią, która mnie bardzo porusza. Jeżeli w jakiś sposób mógłbym nią być, chociaż w części, to chciałbym dlatego, że sam film jest dla mnie mega magią i wielkim dziełem. To taki drugi „Mały Książę”. „Planet L.U.C” jest takim projektem, który coś z tej magii ma dlatego, że bardzo przesiąknąłem tym filmem i przekłada się to również na moje dzieła.<br />
Na pewno chciałbym zmieniać świat, poprawiać go i może nie tak doskonale jak Amelia, bo nie jestem na tyle człowiekiem altruistycznym, żeby tak myśleć o ludziach i tak czynić. Natomiast w swoich słowach, na płytach i w mojej muzyce to co mogę, to dawać taką energię i pewne rozwiązania na naszą rzeczywistość, no i to właśnie staram się robić. Pomimo tego, że w pierwszej części płyty jest dużo krytyki dotyczącej polskiej rzeczywistości, sowiet mentalu i naszych mentalnych problemów, to jednak w drugiej staram się dać ludziom dobrą energię. Żeby po koncercie wyszli uśmiechnięci i naładowani pozytywną energią.<br />
Wiesz, swoją drogą ten film  to dla mnie arcydzieło od strony zdjęć, scenografii i całego świata, który jest tam wykreowany. Jest to absolutny geniusz. To film, do którego często wracam, bardzo często.</p>
<p><strong>Powiedz proszę coś więcej na temat czterech galaktyk sztuki – muzyka, liryka, film i grafika.</strong></p>
<p>Ogólnie rzecz biorąc, człowiek ma swoją przypadłość kreowania, tworzenia i robi to na różnych płaszczyznach. Ludzie troszkę rozdzielają te rzeczy – interesuję się na przykład muzyką, filmem albo rzeźbiarstwem. Dla mnie to wszystko jest jednością. Jeden rodzaj energii, przekazu. Chciałbym tworzyć dzieła, które to wszystko splatają, mieszają, tak jak mieszają gatunki tak samo mieszają dziedziny sztuki, tworząc po prostu energię i przekaz. To daje XXI wiek z jego możliwościami właściwie dla każdego: do kręcenia filmów, produkowania muzyki. Pozwolić sobie może na to przeciętny człowiek ze względu na taniość i powszechność. To są dla mnie te cztery galaktyki, łączenie tych różnych dziedzin sztuki w jedną całość.<br />
Ja, na przykład, często mówię o muzyce słowie filmie i grafice. Staram się łączyć te rzeczy i nie zastanawiać się czy to już nie będzie muzyka, film czy grafika.</p>
<p><strong>Czyli chodzi tu o współczesnego odbiorcę, na którego jedno medium nie oddziałuje już tak mocno? Z drugiej strony można pomyśleć, że jest to chęć ukrycia czegoś – używając kilku środków przekazu chcemy ukryć braki, które może posiadać jedno z nich.</strong></p>
<p>Oczywiście, że można to tak odbierać. Ja wcale nie uważam, że ktoś kto pisze tylko wiersze, albo umie tylko sadzić kwiaty na betonie jest gorszy, czy błądzi. Wręcz przeciwnie. Tak naprawdę, najlepiej jest robić jedną rzecz doskonale i skupiać się na niej. Ja po prostu tak szeroko myślę, dość szeroko postrzegam rzeczywistość, niczego nie umiem robić doskonale a wszystko umiem po trochę. Nie muszę ukrywać nie jestem żadnym wielkim reżyserem. Z pewnością trochę bardziej muzykiem i tekściarzem. Powiedzmy, że pod względem tekstu i muzyki – to potrafię produkować na poziomie. Ale klipy, książka i film są rzeczami absolutnie dodatkowymi – i trochę żartem. Grafika to już w ogóle rzecz na której się nie znam &#8211; może nie tyle nie znam, co nie potrafię jej zrobić, jednak potrafię to ocenić. Każdy artysta, ma swoje specyficzne zdanie i to jest jakby klucz, że artyści zazwyczaj wyróżniają się wrażliwością i swoim sposobem oceny czegoś, czyli że potrafią zawsze ocenić jakąś rzecz i mieć na ten temat swoje subiektywne zdanie.<br />
Natomiast wiesz, można na to patrzeć, jak na ukrywanie – ja tego tak nie postrzegam. Bardziej postrzegam to na zasadzie, że muzyka to dla mnie za mało. Mam wyobraźnię na tyle rozdmuchaną, że potrzebuję używać jeszcze innych środków wyrazu i jest to też chęć dawania ludziom czegoś więcej.  Lubię jak się dużo dzieje. Dużo było już samego tekstu, tylko muzyki i tylko filmu, a niewiele syntezy tych rzeczy. Ale trzeba też wiedzieć kiedy przystopować. Teraz np. gram koncerty bez wizualizacji bo stwierdziłem, że wolę by ludzie skupili się na słowie i na muzyce. Dla mnie ważna jest chęć eksperymentowania i poszukiwania nowych dróg.</p>
<p><strong>Powiedziałeś kiedyś bardzo ciekawe zdanie: ludzie powinni zacząć słuchać muzyki, a nie gatunków muzycznych. Te gatunki to dla Ciebie składniki, z których chcesz stworzyć własną potrawę. Czy to wynika z tego, że boisz się jakiegoś zaklasyfikowania?</strong></p>
<p>Wiesz, nie tyle się boję a nawet wręcz przeciwnie, ja potrzebuję zaklasyfikowania. Szczególnie dla działania marketingowego i pr-owego. To jest nawet wielki problem, że ja nie jestem zaklasyfikowany. Mimo dobrego warsztatu, pozytywnych komentarzy ludzi, którzy mają specyficzny punkt widzenia na sztukę i poszukują bardziej wysublimowanych rzeczy, borykam się z problemem tego, że nie jestem zaklasyfikowany do żadnego gatunku. Albo dojdzie do sytuacji, że będę miał wielu słuchaczy z różnych gatunków – i do tego dążymy, albo pozostanę w jakiejś dziwnej niszy. Może z czasem to się uda, to jest moja wielka misja. Walczę o to, bo jest to tak naprawdę walka o ludzi, żeby przestali się dzielić. Ale widzę już dziś, że na koncerty przychodzi mnóstwo ludzi z najróżniejszych klimatów i miejsc.</p>
<p><strong>To raczej wizja utopijna?</strong></p>
<p>Na pewno.</p>
<p><strong>Często podkreśla się, że jesteś komentatorem rzeczywistości – mi z kolei wydaje się, że bardziej pasowałaby Ci rola kreatora rzeczywistości.</strong></p>
<p>Tak. Ktoś nawet nazwał mnie kiedyś człowiekiem, który nie tyle kreuje, co odkształca rzeczywistość. No wiesz, to prawda. Komentuję rzeczywistość na swój sposób. „Homoxymoronomatura”, czy pierwsza część „Planet L.U.C” jest komentarzem zjawisk, które nas otaczają. Analiza postrzegania faktów, które zostały przefiltrowane przez moją głowę i opowiedziane na mój sposób. Natomiast, rzeczywiście zawsze dużo jest też odkształcania rzeczywistości i kreowania rzeczywistości, czyli na przykład kraina Witu jest ewidentnie wykreowana, jest wręcz filozofią. Myślę, że jakby te trzy zdania się tutaj zawierają.<br />
Wiesz, jest to kwestia charakteru, bo ja czasami nie chciałbym już wariować. Chciałabym się uspokoić, robić jakieś inne rzeczy, ale mam tak rozpieprzony charakter, tak rozbabrany jak strupek na dziecięcym kolanie… tak jak widzisz na moim talerzu, tak samo jest w mojej głowie, nawet jeszcze gorzej. Dlatego nie potrafię się skupić na jednej rzeczy i jestem przez chwilę komentatorem, za chwileczkę staję się kreatorem a potem to jeszcze odkształcam. To już jest wiesz, takie ADHD &#8211; potrzeba ciągłego zmieniania i kreowania.</p>
<p><strong>Czy buntujesz się przeciwko popkulturze i czy to w ogóle ma sens? Czy nie jest to walka z wiatrakami?</strong></p>
<p>Nie do końca buntuję się przeciw popkulturze, bo uważam, że popkultura to zjawisko pewnego uśrednienia, które jest potrzebne.<br />
Kultury stają się coraz bardziej przeciętne. Ludzie, którzy nie są nad wyraz prymitywni i nie oczekują jakiejś przyziemnej rozrywki ani mega wysublimowanej jak, nie wiem, wcieranie kwiatów w drewno i posypywanie tego szkiełkiem a potem gotowanie tego i wąchanie do zemdlenia, to dla tej całej średniej klasy istnieje popkultura. Uważam, że jest bardzo fajna, pozwala jakby stworzyć pewne rzeczy z dość dużym rozmachem, za większe pieniądze i tak dalej. Tylko chodzi o to, że nasza popkultura kuleje, ma pewien problem.<br />
To wiąże się z tym, o czym mówiłem na płycie, że ktoś dużo trudu sobie nadał, żeby nas jako społeczeństwo wyniszczyć i to się odbija na poziomie tej popkultury. Media zachwycają się dziś beztalenciem. To widzi się w telewizji. Ja już sam nie wiem czy to telewizja traktuje ludzi jak baranów i serwuje im takie rzeczy, czy faktycznie ludzie są takimi baranami i potrzebują takich rzeczy. Nie wiem co jest kluczem, czy są jakieś badania na ten temat.<br />
Wydaje się, że niektóre rzeczy podawane ludziom w naszej popkulturze stały się wręcz takim upodleniem, to już jest przegięcie. Kolejne postacie, które pojawiają się, które promuje się za nie wiadomo co, za jakiś żenujący skandal, który się wyśmiewa na łamach poważnych dzienników. To dla mnie kompletna trauma i nieporozumienie w kategorii tego, ilu jest zajebistych ludzi w Polsce, ile rzeczy się dzieje a nikt o nich nie wie. I nie mówię wcale o jakiś wielce ambitnych dziełach. Są u nas ludzie, którzy przechodzą Afrykę na pieszo, są 19-sto latki organizujące akcje humanitarne – a takich ludzi w ogóle się nie promuje. To jest dla mnie coś o co powinno się walczyć. Myślę, że każdy rozsądny człowiek zgodzi się ze mną. To nie jest moja wybujała idea, tylko po prostu nastąpiło jakieś popieprzenie wartości i myślę, że każdy człowiek wychowany na „Reksiu”, „Bolku i Lolku” czy na „Panu Kleksie”, chyba czuje się podobnie jak ja, oglądając Jolę R. na okładce „Przekroju”. Myślę, że tu właśnie jest problem popkultury, że ona tak gdzieś troszkę skręciła w złą stronę, w stronę chęci zysku, właściwie nie wiadomo gdzie.</p>
<p><strong>Dlaczego Wrocław? Wiele osób podkreśla specyfikę tego miejsca – czy chodzi tutaj bardziej o samo miejsce, czy może raczej o ludzi?</strong></p>
<p>Myślę, że jedno i drugie. Jest to powiązane &#8211; dlatego, że miasto na styku kultur ma w sobie energię styku kultur. Wrocław jest pięknym miastem, które też przechodziło z rąk do rąk. Jest zakręconym miastem, pomieszanym na maksa, przez to też otwartym, takim… kosmopolitycznym &#8211; jeśli chodzi o Polskę, bo w ogóle takich miast w Polsce nie ma, a Wrocław w pewnym stopniu takim miastem jest.<br />
Znalazłem tutaj pewien luz. Jest fajne i nie fajne. Jest fajne bo dobrze się tutaj czuję, są niezwykli artyści i publika spragniona dobrej sztuki, jest dużo fajnej energii, ale z drugiej strony jest mało lasów i jezior a jak chcesz zrobić coś dużego i nie za bułkę z pomidorem to i tak musisz być w Warszawie.</p>
<p><strong>Możesz to rozwinąć?</strong></p>
<p>Wielu ludzi tutaj jest na tyle wyluzowanych, że ten luz czasami, mam takie wrażenie, że to przechodzi na takie nieuszanowanie siebie nawzajem. Może jest to ryzykowne stwierdzenie, ale czasami ten luz może spowodować takie kompletne niezorganizowanie. To jest tak, że niestety, jesteśmy strasznie odrzuceni na bok, jeżeli chodzi o muzyczny biznes i sztukę i cały ten świat kulturalny, w którym zawsze są mega problemy, żeby w ogóle coś zrobić. Nie no, trochę tak pierniczę. Bo tak naprawdę miasto jest bardzo pozytywne. Po prostu są takie momenty, że chcesz zrobić coś wielkiego, to czasami w Warszawie jest prościej – a tu pojawiają się problemy, bo ludzie nie mają takich możliwości, bo po prostu wszystko jest tam, w tym świecie popkulturowym. Ale właśnie z drugiej strony to jest fajne, bo nie ma takiej przepychanki, tutaj wyścigu szczurów tak się nie czuje. I to dlatego jestem tu – żeby nie zwariować, żeby zachować zdrowy balans.</p>
<p><strong>Ale, tak czy inaczej, Wrocław daje możliwości rozwoju?</strong></p>
<p>Myślę, że na pewno daje, no wiesz jakby uważam, że brakuje takiej instytucji, która by w jakiś sposób wypychała tych wrocławskich artystów dalej, która pomogłaby promować się na świecie a nawet poza Wrocławiem. Bo trzeba się rozpychać łokciami i nogami, pracować dniami i nocami, żeby coś osiągnąć – miasto nie ma instytucji wspierających ludzi. Natomiast jedna rzecz jest bardzo wartościowa &#8211; są nią ludzie i dziennikarze, którzy są dobrymi słuchaczami. Wystarczy nadać koncert i ma się już swoich słuchaczy, którzy na te koncerty przychodzą i słuchają &#8211; to jest super.</p>
<p><strong>Masz jakieś ulubione miejsce w tym mieście?</strong></p>
<p>Ta knajpa – ten design, te ziemniaki hah.. Niech pomyślę.<br />
Takie swoje ulubione miejsca mam w Zielonej Górze, tam gdzie się wychowałem i urodziłem, mega-emocjonalnie jestem związany z lubuskim. Takie rzeczy związane z dzieciństwem, wspomnienia – często do nich wracam. Są takie miejsca, w których się odnalazłem ale i takie, które odnalazły mnie. Chyba takim miejscem jest Teatr Muzyczny „Capitol” i klub „Ośrodek”. Są tam ludzie, którzy przygarnęli mnie z moją jazdą i ja zrozumiałem, że jest to ten sam tok myślenia i uwielbiam ich. Nie wiedziałem, że to będzie mój klimat – a okazało się, że jest bardzo mój. To jest miejsce, które bardzo lubię. Lubię zieleń, lubię parki: Krzyki i Sępolno. Lubię też bardzo jeździć na rowerze, na przykład, te wszystkie nasze mostki.<br />
Gdyby miasto zwróciło się bardziej ku rzece, to miałoby szansę stać się taką perłą tej części Europy.</p>
<p><strong>Kiedy będziemy mogli Cię usłyszeć?</strong></p>
<p>Najszybciej? Najszybciej to chyba zaraz w pociągu…</p>
<p>Dziękuję za rozmowę.</p>
<p><em>Rozmawiała Agata Szakiel</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/l-u-c/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bartek Szymoniak – Mogę góry przenosić</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/bartek-szymoniak-moge-gory-przenosic/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/bartek-szymoniak-moge-gory-przenosic/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 10:55:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Malvina Pająk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=27</guid>
		<description><![CDATA[O beatboxie, ’rock’n’rollu, wariowaniu i trudnych decyzjach rozmawiam z Bartkiem Szymoniakiem. ’’Połówki pomarańczy’’: Masz 24 lata, śpiewasz w Sztywnym Palu Azji &#8211; kapeli, której słuchało pokolenie Twoich rodziców. Jesteś finalistą ’’Idola”, niedoszłym sportowcem, beatboxerem, studiujesz, grasz na skrzypcach… Czy ty w ogóle sypiasz? Bartek Szymoniak: Sypiam i to sporo (śmiech). Znajduję też czas na książkę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="aligncenter size-full wp-image-1202" title="Bartek Szymoniak" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2009/08/fot.4_jaroslaw_blaminsky.jpg" alt="Bartek Szymoniak" width="600" height="443" />O beatboxie, ’rock’n’rollu, wariowaniu i trudnych decyzjach rozmawiam z Bartkiem Szymoniakiem.</strong></p>
<p><strong>’’Połówki pomarańczy’’: Masz 24 lata, śpiewasz w Sztywnym Palu Azji &#8211; kapeli, której słuchało pokolenie Twoich rodziców. Jesteś finalistą ’’Idola”, niedoszłym sportowcem, beatboxerem, studiujesz, grasz na skrzypcach… Czy ty w ogóle sypiasz?</strong></p>
<p><strong>Bartek Szymoniak:</strong> Sypiam i to sporo (śmiech). Znajduję też czas na książkę i kubek gorącej herbaty. Jedyne, co trochę męczy to fakt, że często jestem w drodze – ale cóż, taki zawód… Jak każdy inny ma swoje plusy i minusy.</p>
<p><strong>Nie żyjesz jak przeciętny student. Po pierwsze – stałeś się rozpoznawalny. Po drugie – wyjeżdżasz w trasy koncertowe. Po trzecie – robisz tysiąc innych rzeczy oprócz nauki. Na pewno z czegoś rezygnujesz, coś musiałeś postawić na niższej półce w swojej hierarchii wartości. Co?</strong></p>
<p>Nie muszę z niczego rezygnować. Lubię kiedy dużo się dzieje, a ten zawód dostarcza wielu wrażeń, pozwala poznawać nowe miejsca, ludzi. Nie ma czasu na nudę. Jeśli już zdarzy mi się zostać  w domu na dłużej niż kilka dni, zaczynam wariować. Jednak kłamstwem byłoby stwierdzenie, że styl życia, który prowadzę nie przeszkadza mi np. w nawiązaniu dłuższej znajomości z dziewczyną. Musiałaby być bardzo wyrozumiała i znać dobrze specyfikę mojego zajęcia, a o to naprawdę trudno. Póki co, jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem &#8211; wolnym i niezależnym.  Nie chciałbym tylko obudzić się w wieku 40-stu lat ze świadomością, że nie mam rodziny. Byłaby to moja osobista porażka&#8230;</p>
<p><strong>Podkreślasz, jak bardzo rodzina jest dla Ciebie ważna. Na twojej stronie internetowej możemy przeczytać, że jesteś przeciwnikiem masowej konsumpcji, że odcinasz się od wyścigu szczurów i wszechobecnej mody na to, żeby osiągać coraz więcej za wszelką cenę. Nie wydaje Ci się, że sam wpasowujesz się trochę w ten model? Pniesz się do góry,  nie masz czasu na życie osobiste, żyjesz w biegu…</strong></p>
<p>Poniekąd masz racje. Zauważ jednak &#8211; piszę też, że musimy w tym wszystkim uczestniczyć i na pewne rzeczy się godzić, czy tego chcemy czy nie.</p>
<p><strong>Ty dość wcześnie wpadłeś w świat show- biznesu. Miałeś 21 lat, gdy trafiłeś do ’’Idola”. To taki czas, kiedy większość młodych ludzi podejmuje pierwsze ważne decyzje życiowe…</strong></p>
<p>Najważniejszą w moim dotychczasowym życiu decyzję podjąłem w wieku 18 lat. Po siedmiu latach aktywnego trenowania, zrezygnowałem z gry w koszykówkę. Stało się to, gdy dostałem propozycję stażu koszykarskiego na jednej z amerykańskich uczelni. Wyjazd do Stanów oznaczał jednak definitywne zerwanie z muzyką… Do tego wszystkiego doszły problemy w moim ówczesnym związku. Rozum mówił: ’’Jedź”, ale serce podpowiadało, żeby zostać. Wybrałem muzykę i zacząłem praktycznie od zera. To był dla mnie naprawdę ciężki okres&#8230;. Z pewnością sukces w ’’Idolu” przyczynił się do tego, że nabrałem wiatru w żagle, jednak  nie przewrócił mi w głowie. Wręcz przeciwnie, skłonił do jeszcze większej pracy nad sobą i uświadomił, że na nazwisko trzeba sobie zapracować. Nie spodziewałem się jakichś fajerwerków, lukratywnych propozycji itp. Patrzyłem na kolegów, którzy poprzez udział w poprzednich edycjach przetarli mi szlak – jednych drogi potoczyły się tak, a drugich inaczej&#8230; Byłem świadom, że nikt w tym kraju nie zrobi za mnie dobrej płyty, że tylko ciężką pracą mogę coś osiągnąć. Teraz dojrzałem do tego, by wydać swój solowy album.</p>
<p><strong>Ciekawa jestem, jaki on będzie &#8211; zanim pojawiłeś się w ’’Idolu”, grałeś w kapeli coverowej i punk-rockowej. Byłeś też skrzypkiem w zespole ludowym ZPiT &#8220;Tursko&#8221;. W ’’Idolu” deklarowałeś, że zajmiesz się beatboxem, połączysz hip- hop z elementami punk- rocka. Tymczasem zostałeś wokalistą Sztywnego Palu Azji i poszedłeś w zupełnie innym kierunku. Przyznam, że ja się osobiście pogubiłam.</strong></p>
<p>Rzeczywiście, trochę tego wszystkiego było. Nie ukrywam, że mam barwne życie (śmiech). To co robię ze Sztywnym Palem Azji to jedno, a co planuję solowo – to drugie. Swoją deklarację z ’’Idola” podtrzymuję. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłym roku ukaże się mój solowy album. Tam pokażę swoje najprawdziwsze oblicze. Zawsze jednak ciągnęło mnie do muzyki rockowej – na niej się wychowałem. Dlatego śpiewanie w Sztywnym Palu jest dla mnie równie ważne. To ogromne wyróżnienie, że chłopaki z zespołu wybrali właśnie mnie.</p>
<p><strong>I to z Tobą nagrali pierwszą od siedmiu lat płytę. Potrzebowali Szymoniaka, żeby wziąć się do roboty?</strong></p>
<p>Potrzebowali świeżej krwi za mikrofonem. Kogoś, kto na nowo obudzi w nich chęć do działania, kto spowoduje, że znów zaczną grać i czerpać z tego radość.</p>
<p><strong>Świeża krew i starsi od niej o 20 lat wyjadacze sceny muzycznej – jak wam się współpracuje?</strong></p>
<p>Uwierz mi – w rock’n’rollu nie ma granic wiekowych. To pewien styl życia. Doskonale się rozumiemy w zespole, więc też współpraca świetnie się układa. Hm&#8230; może jedyne, co nas różni, to że ja chcę więcej eksperymentować z muzyką i poszukiwać nowych rozwiązań, a chłopaki wolą pozostać przy tym, co sprawdzone. Myślę, że do beatboxu raczej bym ich nie przekonał (śmiech). No ale po to planuję wydać swój solowy album, by móc eksperymentować do woli.</p>
<p><strong>Jak to jest być beatboxerem w kraju, gdzie nie jest on zbyt popularny?</strong></p>
<p>Powiedziałbym więcej &#8211; jest niedoceniany. Zawsze powtarzam, że nie jestem typowym beatboxerem. Ja bardziej naśladuję dźwięki i wykorzystuję to w swoich kompozycjach. Już jako dziecko zacząłem się w ten sposób bawić. To było samoistne – słyszałem jakiś utwór i zaczynałem beat- ować. I tak krok po kroku&#8230;</p>
<p><strong>…aż doszedłeś do tego momentu w swoim życiu, kiedy dziewczyny proszą cię o autograf na pośladku. Chyba nie spodziewałeś się takiego obrotu spraw, biegając jako szczyl po swoim rodzinnym Tursku i naśladując dźwięki?</strong></p>
<p>Marzyłem wtedy o tym, żeby wystąpić przed dużą publicznością i to marzenie się spełniło&#8230;.</p>
<p><strong>A jakie są niespełnione marzenia Bartka Sz.?</strong></p>
<p>Myślę, że jeszcze wiele przede mną. Tak naprawdę to jestem na początku drogi&#8230; Mam kilka swoich skrytych marzeń. Na pewno chciałbym wydać solową płytę, założyć kiedyś rodzinę, zawsze móc żyć z muzyki, zwiedzić świat, skoczyć na spadochronie. Hmm&#8230; mieć kiedyś świadomość, że rzeczywiście byłem tym, kim chciałem być.</p>
<p><strong>Myślisz, że w Polsce młodzi ludzie mają szansę rozwinąć skrzydła? Tobie się udało, ale jest mnóstwo utalentowanych osób, które pozostają nie odkryte albo wyjeżdżają za granicę, żeby robić karierę. Nie mówiąc o tych, którzy po dwóch kierunkach i ze znajomością trzech języków lądują na zmywaku w Islandii… </strong></p>
<p>Myślę, że jeśli się chce, można góry przenosić, naprawdę. Na pewno trzeba mieć trochę szczęścia, ale też mu dopomagać &#8211; bez tego ani rusz.</p>
<p>Dziękuję za rozmowę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/bartek-szymoniak-moge-gory-przenosic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Aleksandra Buczek &#8211; na różowo</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/aleksandra-buczek-na-rozowo/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/aleksandra-buczek-na-rozowo/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 Aug 2009 10:50:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Monika Pryśko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Singlowe rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=29</guid>
		<description><![CDATA[Aleksandra Buczek – sopranistka współpracująca z najważniejszymi teatrami operowymi w Polsce i za granicą, „Nadzieja polskiej wokalistyki”. Wielkie oczy, wielki głos i wielkie możliwości. Roksana, Donna Anna…Królowa Nocy. Jak to jest stać na dużej scenie i mieć przed sobą setki wsłuchanym i wpatrzonych widzów? Satysfakcja, poczucie, że ma się w danym momencie niesamowitą władzę. Pięknie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="aligncenter size-large wp-image-1204" title="Aleksandra Buczek" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2009/08/aleksandra_buczek-660x552.jpg" alt="Aleksandra Buczek" width="660" height="552" />Aleksandra Buczek – sopranistka współpracująca z najważniejszymi teatrami operowymi w Polsce i za granicą, „Nadzieja polskiej wokalistyki”.  Wielkie oczy, wielki głos i wielkie możliwości. Roksana, Donna Anna…Królowa Nocy. </strong></p>
<p><strong>Jak to jest stać na dużej scenie i mieć przed sobą setki wsłuchanym i wpatrzonych widzów? </strong></p>
<p>Satysfakcja, poczucie, że ma się w danym momencie niesamowitą władzę. Pięknie jest mieć wpływ na ludzkie emocje i przeżycia, móc nimi sterować.</p>
<p><strong>Czy to było impulsem, dla którego wybrałaś śpiew klasyczny? </strong></p>
<p>Mama, która nie jest melomanką, będąc ze mną w ciąży, śpiewała ponoć bezustannie arię z &#8220;Madame Butterfly&#8221; Pucciniego. Być może dźwięki zawsze były we mnie, a ja w nich? Wystarczyło nadać  im tylko odpowiedni kształt. Być może to nie ja wybrałam śpiew klasyczny, a on mnie? Opera jest wielką różnorodnością. Teatr, obraz, taniec, dźwięk i słowo. Zawsze lubiłam dużo, i naraz, i wszystko. Jestem explorerem. Monotonia = śmierć.</p>
<p><strong>Olu, czy jesteś szczęśliwa?</strong></p>
<p>Szczęśliwa i spełniona. Wypracowałam sobie umiejętność cieszenia się chwilą obecną, najprostszymi codziennymi sprawami, życia z pasją, nieodkładania niczego na później i skutecznego ograniczania kontaktów z tymi, którzy uważają taki sposób życia za szaleństwo. Nie mam prawa narzekać, otrzymałam od życia bardzo wiele.</p>
<p><strong>Mieszkasz z dala od domu – miałaś problem z oswojeniem się z nowym miastem, nowym mieszkaniem? </strong></p>
<p>Z racji zawodu bardzo dużo podróżuję, w związku z czym, chcąc nie chcąc, musiałam rozwinąć zdolności adaptacyjne. Na szczęście, sprawia mi to dużą frajdę, lubię zmieniać otoczenie, poznawać ludzi, rozmawiać w pięknych miejscach przy dobrym winie. To rozwija  zdolności poznawcze, pozwala poznać także siebie. Oczywiście, taki sposób życia powoduje dosyć dużą destabilizację. Jest to jednak kwestia wyboru, zaakceptowania faktu posiadania pewnych przywilejów w zamian za brak innych.</p>
<p><strong>Dostajesz duże rachunki za telefon? </strong></p>
<p>Nie nudzę się na tyle, by &#8220;wisieć&#8221; przyjaciołom na linii. Bywają duże, gdy eksploruję teren poza granicami kraju, co ostatnio zdarza mi się coraz częściej, ale na szczęście żyjemy w dobrych czasach. Wystarczy laptop i bezprzewodowy Internet, dostępny w każdym praktycznie hotelu czy na lotnisku, umożliwiający szybki i tani kontakt. Poza tym uwielbiam pisać. Zwłaszcza listy.</p>
<p><strong>Jesteś śpiewaczką operową – często śpiewasz w domu? </strong></p>
<p>Nie potrafię pracować w domu. Gdy mam coś do zrobienia wychodzę do teatru, opery lub szkoły muzycznej, w zależności od miejsca, w którym się znajduję. To zapewnia mi odpowiednią koncentrację, dzięki czemu mogę, w efekcie, zaoszczędzić czas. Dom to przede wszystkim relaks, dobra książka, aromatyczna kawa i baza nowych idei, planów podróżniczych, miejsce, gdzie ładuję baterie do kolejnego skoku.</p>
<p><strong>Jeśli mówimy o muzyce, to jaka Cię uspokaja, a jaka dodaje energii… </strong></p>
<p>Na co dzień słucham bardzo różnej muzyki. Klasyki zdecydowanie najmniej z racji zawodu – duża ilość prób i spektakli sprawia, że mam potrzebę mentalnego odpoczynku. Natomiast w większości uwielbiam stary dobry rock, zwłaszcza Deep Purple czy Led Zeppelin, wszelkie odmiany psychodeliczne z Pink Floyd na czele, Queen (swego czasu należałam nawet do fanklubu ), muzyka elektroniczna&#8230;Klaus Schulze (boski Limbus!)&#8230;Dead Can Dance, jazz&#8230;.Coltrane, Davis, Stańko, Komeda&#8230; Rock symfoniczny. Z pewnością sporo miejsca na mej półce zajmują nagrania metalu progresywnego i gothic rocka. Marzę o koncercie Devina Townsenda&#8230; Najważniejsze, by muzyka była piękna w formie, bogata  i ciekawa.</p>
<p><strong>…słuchana w słuchawkach czy bez? </strong></p>
<p>Ostatnio dorwałam świetny gramofon, słucham więc w kółko starych nagrań z winylowych płyt. The Doors tylko z &#8220;winyla&#8221; i bez słuchawek! Konieczność ich użycia wymuszają na mnie jedynie środki masowego transportu. I rower.</p>
<p><strong>Czekasz czy działasz? Sama świadomie kierujesz swoim życiem, czy zdajesz się na los? </strong></p>
<p>W większości działań kieruję się intuicją, słuchając swego wewnętrznego głosu, swoich potrzeb, tego, czego pragnę. W ten sposób jeśli coś się nie uda, mogę mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. I odwrotnie. Cieszę się sukcesem, który sobie wypracowałam, a to przecież  podwójna satysfakcja. Wierzę, iż każdy z nas ma wpływ na kształt swego życia. Jest to kwestia odpowiednich wyborów i ponoszenia ich konsekwencji.</p>
<p><strong>Tym samym – serce czy rozum? Jesteś rozważna czy romantyczna? </strong></p>
<p>&#8230; &#8220;i&#8221;  ,mniej lub więcej, w zależności od sytuacji. Jedność przeciwieństw.</p>
<p><strong>Co nadaje sens twojemu życiu?</strong></p>
<p>Wspaniali ludzie, dzięki którym jestem tym, kim jestem, wspaniali ludzie, których wciąż spotykam i których, mam nadzieję, spotykać będę.</p>
<p><strong>Czym jest dla ciebie normalność?</strong></p>
<p>Odwagą bycia sobą zawsze i wszędzie.</p>
<p><strong>Co najbardziej cenisz w swoim teraźniejszym życiu?</strong></p>
<p>Wolność i niezależność, poczucie wpływu na to, w jaki sposób żyję.</p>
<p><strong>Zbliża się wiosna. Co wybierzesz – samochód czy rower?</strong></p>
<p>Rower, zdecydowanie! Lekka aluminiowa rama już czeka.</p>
<p><strong>Jak wygląda u Ciebie niedziela?</strong></p>
<p>To zależy, czy jest to dzień wolny czy pracuję. Często koncertuję w niedzielę. Jeśli mam ją wolną, staram się aktywnie spędzić czas. Rower, muzeum, łódki albo książka, gdy pada. Zależy, na co mam ochotę, co robią w tym czasie moi znajomi, rodzina i jaka jest pogoda.</p>
<p><strong>Często zmieniasz otoczenie. Na co zwracasz uwagę obserwując ludzi?</strong></p>
<p>Jestem osobą otwartą na świat, niestety obserwuję, iż w wielu rodakach wywołuje to frustracje i lęki. Chodzi o to, iż brak w naszym kraju spontaniczności. Idziesz ulicą i mało kto się uśmiecha, zaproszenie na kawę ze strony chłopaka graniczy z cudem, nie wspominając o sztuce niezobowiązującego flirtu, który to już chyba dawno obrósł u nas pleśnią. W Hiszpanii czy Grecji nie ma takich problemów, bo ludzie lubią się jednoczyć, rozmawiać, nawiązywać spontanicznie kontakty towarzyskie i to jest bardzo piękna rzecz. Mężczyźni nie mają problemu z powiedzeniem &#8220;Podobasz mi się, porozmawiajmy&#8221;, nie boją się widocznie odmowy, wszystko jest jakieś takie bardziej naturalne. Kobiety chcą być kobiece i pozwalają się uwodzić, a mężczyźni je uwodzą, by poczuć się jeszcze bardziej męskimi. Brakuje mi tego w Polsce, ale jest to oczywiście kwestią temperamentu, osobowości, która fruwa z zachwytu w relacjach z ludźmi z krajów południowych. Dlatego często podróżuję. Cudownie jest być wśród osób, które reagują podobnie.</p>
<p><strong>Co zatem cenisz w ludziach?</strong></p>
<p>Najbardziej cenię tych, którym udało się spełnić marzenia i żyć &#8220;po swojemu&#8221;. Z pewnością najważniejsza jest dla mnie błyskotliwość, intelekt, celna riposta, a przy tym wszystkim –  dobre serce. Na swojej drodze życiowej spotkałam wspaniałych ludzi. Bez nich z pewnością nie rozwinęłabym się tak bardzo zawodowo czy osobowościowo jako człowiek. Wielu ludzi poznaję podczas podróży. Ostatnio w Atenach spotkałam matematyka, który przez całe życie marzył, by pływać. W efekcie zrobił patent kapitański i&#8230;.założył firmę jachtingową. Volere e potere.</p>
<p><strong>Czym jest dla Ciebie wolny wybór?</strong></p>
<p>Twój indywidualny, taki, jakiego pragniesz wewnątrz siebie.</p>
<p><strong>Masz w sobie trochę zdrowego egoizmu? </strong></p>
<p>Jak najbardziej. Człowiek może dać szczęście drugiej osobie tylko wtedy, gdy sam czuje spełnienie. Nasze wewnętrzne potrzeby są bardzo ważne, tak ważne,  jak i sztuka kompromisu, gdy w grę wchodzi druga osoba. Dwa zbiory mające wspólną część, która styka się ze sobą &#8211; tak wyobrażam sobie graficznie relacje międzyludzkie. Każdy człowiek ma swój świat. Jeśli spotkamy osobę, z którą choć odrobinę te nasze dwa światy mają szansę się pokryć, to jest już bardzo pięknie, choć, z  drugiej strony, &#8220;Ty to ty, ja to ja. Jeśli się spotkamy –  świetnie. Jeśli nie – trudno&#8221;. Nic na siłę.</p>
<p><strong>Życie niezbyt często bywa hollywoodzkim scenariuszem. Czy był w Twoim życiu jakiś monet krytyczny, który Cię zahartował? </strong></p>
<p>Mnóstwo. Ludzie często postrzegają mnie jako osobę  &#8220;w czepku urodzoną&#8221;. Ale to nie tak. Mój sekret nie polega na tym, iż przykre rzeczy z jakichś tajemniczych powodów mnie omijają, a na tym, że staram się ich nie dostrzegać. Chcę z całych sił widzieć te jasne, dobre strony życia. To tak, jak skakać na drugi brzeg strumienia po wystających z niego kamieniach. Czasem się potkniesz i skąpiesz. To doświadczenie jest jednak przydatne, by ostrożniej stawiać kroki, odpowiednio wybierać właściwe kamienie, cieszyć się udanym skokiem i nie pamiętać, że miało się przed chwilą wodę w bucie.</p>
<p><strong>Czy muzyka bywa dla Ciebie ucieczką od stresu? </strong></p>
<p>Cóż&#8230;.gdybym chciała uciec od stresu z pewnością nie zdecydowałabym się na wykonywanie tego zawodu. Muzyka jest dla mnie formą wypowiedzi. Każdy opowiada świat na swój sposób. Jeden robi buty, inny piecze chleb, ja akurat śpiewam. Ta dziedzina sztuki jest, według mnie, bardzo mistyczna. Pozostaje w niej miejsce na coś niedopowiedzianego, jak chociażby emocja. To stwarza  ogromne pole działania, różnorodność interpretacji, ale też ma wiele czynników stresogennych. Ostatecznie, ofiaruję słuchaczom siebie, coś osobistego. Trzeba być bardzo wrażliwym, ale i odpornym psychicznie. Jak to świetnie określił mój przyjaciel – potrzebna jest swoista jedność przeciwieństw. W takim zawodzie jak mój, charakter tego typu sprawdza się w 100%. Z kolei w życiu prywatnym czasem trudno ze mną wytrzymać, ale znalazłam już na to sposób – włóczęga po Czerwonych Wierchach albo długi spacer plażą z Nowego Portu do Gdyni. Koniecznie przez Orłowo. Adrenalina opada i chwilowo nie mam ADHD. Zaznaczam – chwilowo&#8230;</p>
<p><strong>Czujesz w sobie wewnętrzną siłę? </strong></p>
<p>Zależy, bo jeśli akurat wspinam się czwartą godzinę  na Starobociański Wierch to już nie  bardzo.  A tak poważnie –  mam mnóstwo energii (czasem nawet za dużo), optymizmu, wierzę w człowieka, w jego wewnętrzną siłę, w to, iż jest możliwym żyć tak, jak się tego pragnie.</p>
<p><strong>Nawiązując do gór – gdzie w tym roku na wakacje? </strong></p>
<p>Hm&#8230;właściwie mam je przez cały rok. Tak sobie postanowiłam. Wszystko jest kwestią odpowiedniego postrzegania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-w-wielkim-miescie/singlowe-rozmowy/aleksandra-buczek-na-rozowo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

