<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>polowki.pl - portal Klubu Singla Połówki Pomarańczy &#187; Kulturalne rozmowy</title>
	<atom:link href="http://polowki.pl/kategoria/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polowki.pl</link>
	<description>Serwis dla singli i singielek. Dołącz do Klubu Singla Połówki Pomarańczy. Poczytaj o Singlach: singiel w wielkim mieście, singiel kulturalny, singiel w kuchni, rozwój osobisty, wakacje dla singli, nowe znajomości, imprezy dla singli, wycieczki dla singli, zdrowie, uroda, hi-tech.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 22 May 2012 13:26:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Pasja dojrzewająca na pustyni&#8230;</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/pasja-dojrzewajaca-na-pustyni/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/pasja-dojrzewajaca-na-pustyni/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Mar 2010 09:45:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Renata Chaczko</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kulturalne rozmowy]]></category>
		<category><![CDATA[News]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=5282</guid>
		<description><![CDATA[Z Natalią Grosiak o śpiewaniu do „kotleta”, ciągłym nienasyceniu, kobiecej sile oraz Marizie – sprawczyni ciarek, rozmawiają Kasia Adamowicz oraz Renata Chaczko. Wchodzimy do wrocławskiej Mleczarni – uroczej knajpki w Dzielnicy Czterech Świątyń. Jej wnętrze nawiązuje klimatem do żydowskich knajpek na krakowskim Kazimierzu – stare, drewniane krzesła i stoły – każdy obowiązkowo inny od drugiego, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_9960.JPG"><img class="aligncenter size-large wp-image-5287" title="IMG_9960" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_9960-660x440.jpg" alt="IMG_9960" width="660" height="440" /></a>Z Natalią Grosiak o śpiewaniu do „kotleta”, ciągłym nienasyceniu, kobiecej sile oraz Marizie – sprawczyni ciarek, rozmawiają Kasia Adamowicz oraz Renata Chaczko.</h3>
<p><em>Wchodzimy do wrocławskiej Mleczarni – uroczej knajpki w Dzielnicy Czterech Świątyń. Jej wnętrze nawiązuje klimatem do żydowskich knajpek na krakowskim Kazimierzu – stare, drewniane krzesła i stoły – każdy obowiązkowo inny od drugiego, na stołach wazoniki z kwiatami, porcelanowe cukierniczki, koronkowe serwetki, na ścianach przedwojenne zdjęcia. Z głośników sączy się miła dla ucha muzyka klezmerska. Przy jednym ze stolików siedzi już Natalia. Właśnie skończyła jeść śniadanie, dopija herbatę z miodem, w skupieniu czyta książkę. Natalia bardzo pasuje do tego miejsca. </em></p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Cieszę się, że spotykamy się właśnie tutaj. Dawno nie byłam w Mleczarni, ostatnio jakoś nie było mi tutaj po drodze, a bardzo lubię jej klimat. To idealne miejsce do refleksji i rozmów i życiu.</strong></p>
<p><strong>Natalia (uśmiecha się)</strong>: To jest moja ulubiona knajpka we Wrocławiu, bardzo często tu bywam. Wczoraj wieczorem graliśmy tu koncert z Mikromusic.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Ukończyłaś prawo, czy zaczęłaś pracować w zawodzie?</strong></p>
<p>Tak. Kilka lat temu miałam praktyki u radcy prawnego. Później dostałam pracę w kancelarii prawnej, która zajmowała się przede wszystkim windykacją długów. Tam przygotowywałam dokumenty do pisania pozwów. Prawie rok przepracowałam w zawodzie, ale to mnie tylko upewniło w przekonaniu, że to nie jest dla mnie i, że trzeba się z tego jak najszybciej wycofać.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: No właśnie,  trudno w to uwierzyć, że z Twoim głosem i talentem… że artystka pracowała w kancelarii, robiąc coś tak przyziemnego, jak pisanie pozwów…</strong></p>
<p>W wieku dwudziestu lat, grając na gitarze i wykonując swoje własne utwory, nie byłam jakoś przekonana czy  utwierdzona  z zewnątrz, że to jest to, co powinna robić, bo zazwyczaj kształtują nas rodzice, którzy mówią: „Skończ najpierw studia, zdobądź zawód, a takie śpiewanie możesz zawsze traktować, jako hobby”. I tak było w moim przypadku. Bardzo długo żyłam w przekonaniu, że owszem, zawsze mogę śpiewać, pisać piosenki, że muzyka to jest to, co ze mnie wypływa naturalnie, natomiast jest jeszcze prawdziwe życie i trzeba mieć jakąś przyszłość, zarabiać pieniądze, usamodzielnić się. I takie miałam przekonanie przez wiele lat, co mnie oczywiście nie czyniło osobą szczęśliwą. To było trochę takie szczęście w nieszczęściu – ta cała machina i fakt, że znalazłam się w jej środku, dobitnie upewniły mnie w przekonaniu, że muszę robić w życiu to, co lubię i to, co umiem najlepiej – zajmować się muzyką. Dowiedziałam się o tym, co chcę robić w życiu, właśnie na zasadzie negacji.</p>
<p><strong><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_0097.JPG"><img class="alignleft size-medium wp-image-5291" title="Natalia Grosiak" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_0097-300x200.jpg" alt="Natalia Grosiak" width="300" height="200" /></a>Renata Chaczko: Mogłabyś wrócić do wykonywanego zawodu?</strong></p>
<p>Sądzę, że nie. Mam wykształcenie, nie zdałam na aplikacje, ale jeśli faktycznie musiałabym rozstać się z muzyką, to na pewno nie wróciłabym do prawa. Szukałabym innych alternatyw.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: A jak wspominasz studia? Przecież świat prawników jest całkiem inny niż świat artystów.</strong></p>
<p>Studiowałam zaocznie, więc styczność z innymi studentami prawa odbywała się dwa razy w miesiącu. Większość z nich to byli tacy pogubieni ludzie, jak ja, którzy nie wiedzieli, co chcą robić w życiu.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Czy w Twojej rodzinie są jakieś tradycje muzyczne?</strong></p>
<p>Nie,  korzenie mojej rodziny są chłopskie i robotnicze. Mój tato był jedną z pierwszych osób w rodzinie, która miała wykształcenie wyższe i zawsze pragnął dla mnie i mojej siostry, abyśmy także ukończyły studia. To jest marzenie człowieka, który bardzo ciężką pracą osiągnął to, czego inni w jego rodzinie nie mieli szans dokonać.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Czy sztuka w Twoim życiu była obecna w jakiś sposób?</strong></p>
<p>Ostatnio rozmawiałam ze znajomym, znakomitym gitarzystą jazzowym, właśnie na temat muzyków, którzy są dziećmi sławnych rodziców. Takie osoby ciągle mają styczność ze sztuką za sprawą rodziców lub znajomych rodziców. A u mnie w domu, i w domu mojego znajomego gitarzysty, nie słuchano muzyki. Zatem ta moja pasja musiała być tak silna, że dojrzewała wręcz na pustyni.</p>
<p><strong><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_0230.JPG"><img class="alignleft size-medium wp-image-5293" title="Natalia Grosiak" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_0230-300x200.jpg" alt="Natalia Grosiak" width="300" height="200" /></a>Renata Chaczko: To jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?</strong></p>
<p>Moi rodzice wzięli mnie na jakąś imprezę. Pamiętam, że jej gospodarzem był pan, który był taksówkarzem. Jego córka uczyła się w szkole muzycznej i mieli w mieszkaniu pianino. Gdy zobaczyłam ten instrument, od razu mnie zafascynował. Zaczęłam stukać w klawisze, zaczęłam odkrywać, że pod każdym z nich kryje się inny dźwięk, i ten pan taksówkarz powiedział moim rodzicom: „Słuchajcie, widać, że wasze dziecko ma do tego smykałkę. Pójdźcie z nią do szkoły muzycznej”. I rodzice zaprowadzili mnie do szkoły i tak się zaczęła moja przygoda z muzyką.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Mogłabyś wymienić trzy osoby, które miały wpływ na to, że znajdujesz się właśnie w tym miejscu, właśnie z nami na wywiadzie?</strong></p>
<p>Pierwszą osobą jest na pewno Dawid Korbaczyński, ponieważ to z nim założyłam Mikromusic. Poznaliśmy się na warsztatach bluesowych w Bolesławcu i nie od razu przypadliśmy sobie do gustu, nawet go nie lubiłam na początku, na szczęście później to się zmieniło. Drugą osobą jest Robert Szydło, którego obecność wrzuciła Mikromusic na zupełnie inny bieg. Do czasu poznania Roberta byliśmy grupą niepoukładanych dzieciaków, które miały potencjał, ale nie wiedziały, jak go wykorzystać. Dzięki niemu zespół zaczął działać na scenie profesjonalnie i nagraliśmy pierwszą płytę. Trzecią osobą jest Maciej Zakrzewski, który usłyszał mnie Pod Papugami, gdzie przez dwa lata pracowałam śpiewając co piątek wieczorem „do kotleta”.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: „Do kotleta”?</strong></p>
<p>Tak, to jest dość zabawne i przewrotne, że Maciek nie usłyszał mnie ani w Mikromusic, ani gdziekolwiek indziej, tylko właśnie śpiewającą do kotleta. I właśnie granie w restauracji bardzo wyćwiczyło mnie warsztatowo, nauczyło śpiewania dla publiczności, która nie zawsze chce nas słuchać. Również nauczyłam się improwizować.  Są oczywiście osoby, które grają tak zwanym „automatem”, czyli chodzą „do fabryki”. To jest kwestia wyboru.  Dwa lata takiego śpiewania okazały się być dla mnie dobra szkołą, gdzie wyćwiczyłam warsztat.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Może gdyby nie „te kotlety”, to Maciej Zakrzewski nie zwróciłby na ciebie uwagi? To chyba jednak było ci pisane. Wierzysz w przeznaczenie?</strong></p>
<p>Całkiem możliwe, że nie zwróciłby na mnie uwagi. Wierzę, że jest jakieś przeznaczenie, ale   musimy też do tego przeznaczenia dotrzeć swoją pracą. Musimy też łapać okazje, bo one cały czas zdarzają się nam i albo ich nie zauważamy, albo boimy się je podjąć. Żałuję naprawdę wielu rzeczy, których nie zrobiłam w swoim życiu. Żałuję, na przykład, że nie pojechałam do Włoch, gdzie miałam pracować przez rok. Nie umiałam przeciwstawić się rodzicom. W moim życiu było wiele okazji, które przepuściłam, albo niedostatecznie wykorzystałam. A w życiu absolutnie nie powinno bać się zmian.</p>
<p><strong><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_0373.JPG"><img class="alignleft size-medium wp-image-5294" title="Natalia Grosiak" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_0373-300x200.jpg" alt="Natalia Grosiak" width="300" height="200" /></a>Kasia Adamowicz: A skąd nagle Natalia Grosiak wzięła się w Capitolu?</strong></p>
<p>To się zaczęło jeszcze w momencie, kiedy pracowałam w kancelarii prawnej i już wtedy szukałam jakieś alternatywy. Mój znajomy, Artur Lesicki, który jest gitarzystą i grywa w Capitolu, powiedział mi o castingu do spektaklu z piosenkami Elvisa Presley’a. Niestety przegapiłam to zdarzenie, ale później był kolejny casting do Scata. Poszłam tam mimo, że teatr mnie przerażał i był dla mnie całkiem inną bajką. Wojciech Kościelniak posłuchał, jak śpiewam i mimo, że wiedział, iż nie potrafię tańczyć, nie jestem aktorką, to jednak coś spodobało mu się w moim głosie. Zaproponował mi drugoplanową rolę boya hotelowego w Scacie, która tak dobrze się we mnie wpisała, że i Kościelniak był zadowolony, i publiczność też zauważyła tę moją małą rólkę. I tak się zaczęło.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Poza śpiewem, piszesz również teksty. Gdzie szukasz inspiracji, a gdzie ją faktycznie znajdujesz?</strong></p>
<p>Nie szukam inspiracji. To nie jest tak, że siadam przy biurku nad czystą kartką papieru. Pomysł czasami przychodzi niespodziewanie, coś się tam w głowie rodzi i wtedy na gorąco zapisuję.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: No właśnie, powiedz, „Po co się budzą pragnienia szalone”?</strong></p>
<p>To pytanie retoryczne. Taka jest natura człowieka, że zawsze tam, gdzie nas nie ma, jest lepiej. Nie doceniamy tego, co posiadamy, chcemy mieć więcej. Zawsze jesteśmy nienasyceni.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Często rodzą się u Ciebie pragnienia szalone?</strong></p>
<p>Myślę, że codziennie.</p>
<p><strong><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_9924.JPG"><img class="alignleft size-medium wp-image-5295" title="Digit All Love" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_9924-300x200.jpg" alt="Digit All Love" width="300" height="200" /></a>Renata Chaczko: Skąd wzięła się nazwa zespołu – „Digit All love”?</strong></p>
<p>Obydwa wyrazy i „digital”, i „love” charakteryzują nasz zespół. „Digital” – czyli „cyfrowy”,  „cyfrowanie” oraz „love” czyli „miłość”, coś, co jest żywe, bo miłość tętni życiem. Miłość to jest instrument, który przytulamy do własnej piersi.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Wszędzie miłość. Myślisz, że brak miłości może być równie inspirujący i w jakiś sposób pasjonujący, co jej posiadanie?</strong></p>
<p>Oczywiście, chyba nawet bardziej. Najwięcej utworów powstaje w momencie, gdy artysta albo jest w depresji, albo nie ma co jeść, albo jest nieszczęśliwie zakochany. Czasami najtrudniej jest tworzyć, jak się ma wszystko poukładane w życiu.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Na pewno miałaś też taki okres w swoim życiu, kiedy byłaś sama. Myślisz, że był on bardziej twórczy niż, kiedy jesteś z kimś?</strong></p>
<p>Na pewno będąc samym człowiek oczywiście ma więcej czasu dla siebie. Będąc z kimś swoje życie podporządkowujesz względem tej drugiej osoby. Na przykład, kiedy partner wraca do domu o dwudziestej, to wiadomo, że chcę z nim spędzić wieczór. A gdy byłam sama,  zazwyczaj o dwudziestej do oporu siedziałam nad komputerem i robiłam muzykę. Na pewno będąc singlem miałam więcej czasu, inaczej też ten czas wykorzystywałam, bo miałam go tylko i wyłącznie dla siebie.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Mam jednak wrażenie, że kobietom jest o wiele trudniej być samą niż mężczyznom. Mężczyzna potrafi oddzielić sferę erotyczną od sfery uczuć. A jeśli nawet są kobiety, które próbują zachowywać się, jak mężczyźni, to i tak w głębi czują rozczarowanie, że kolejny facet, kolejna randka okazała się gorzkim rozczarowaniem.</strong></p>
<p>Chodzę do takiej pani doktor, która mnie leczy metodą akupunktury. Rozmawiamy często na różne tematy i ona uważa, i podzielam jej zdanie, nie uwłaczając nikomu, że każdy człowiek powinien przejść w swoim życiu jakąś psychoterapię. Myślę, że kobiety, które mają takie problemy, nie mają w sobie jakiegoś porządku i to jest kwestia ich samooceny. Jeśli randka, która nie przeradza się w głębszy związek jest problemem dla takiej osoby, to musi ona mieć bardzo niską samoocenę.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Znajomy psycholog mówił mi, że jeśli kobieta miała bardzo dobrego ojca, to później rodzi się w jej głowie taki ideał mężczyzny, którego w rzeczywistości nie sposób znaleźć.</strong></p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Rzeczywiście coś w tym jest. Z jednej strony wychodzimy z domów, gdzie są idealni ojcowie i szukamy kalki ojca lub jego całkowitego przeciwieństwa.</strong></p>
<p>Moje zdanie jest takie. Mimo, że żyjemy w najlepszych czasach dla kobiet, nie ma co do tego najmniejszej wątpliwości, to kobiety mają jeszcze ogromną pracę psychologiczną przed sobą. Wiele kobiet ma zachwiane poczucie własnej wartości. A kobieta silna, spokojna, pogodzona z własną naturą, z własnym ciałem, pójdzie na randkę i, jak coś jej nie będzie pasować, to sobie odpuści, a jak zobaczy, że tej drugiej osobie nie podpasuje, to też nie będzie robić z tego żadnej tragedii.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: W dzień kobiet przeczytałam na Twoim profilu na Facebooku: „Bogu dzięki jestem kobietą”. Gdyby Natalia Grosiak była mężczyzną, to kim by była?</strong></p>
<p>Nie mam pojęcia. To, co napisałam, jest trochę przekorne. Kobiecie z jednej strony jest ciężej niż mężczyźnie, ponieważ wymaga się od niej dwukrotnie lepszych wyników, żeby uznano ją za równą mężczyźnie – niestety to cały czas pokutuje. A z drugiej strony faktycznie mamy okazję dowieść tej równości, jeśli mamy dostatecznie dużo siły. Stąd życzę sobie i każdej innej kobiecie, żebyśmy były, jak najsilniejsze, jak najbardziej poukładane w środku i abyśmy przede wszystkim wiedziały, czego chcemy w życiu.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Uczysz się portugalskiego. Pokochałam Portugalię po obejrzeniu filmu „Lisbon Story” Wima Wendersa. Ciekawa jestem, co Ciebie urzekło w tym kraju?</strong></p>
<p>To wspaniały film, który tak mnie zainspirował, że w trakcie oglądania musiałam na chwile zatrzymać film, aby podbiec do gitary i trochę pośpiewać.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: No właśnie, lubisz fado?</strong></p>
<p>To zależy. Takie przaśne fado śpiewane przez panów z wąsami dobijających sześćdziesiątki może niekoniecznie mi pasuje, aczkolwiek niesamowicie jest obserwować, jak oni bawią się przy tym. Jak się spotyka „pan Czesiek” z „panem Włodkiem”, którzy cały tydzień pracowali w warsztacie samochodowym, a później z „panią Czesią” i „panią Krysią” idą śpiewać fado do jakiegoś baru. To jest niesamowite. Ale jest też fado, to tęskne fado, wykonywane przez wspaniałe dziewczyny, które śpiewają przepięknie, jak, na przykład, sławna na całym świecie Mariza.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Mariza niedługo będzie we Wrocławiu w ramach „Ethno Jazz Festival”.</strong></p>
<p>Będzie? To na pewno, jeśli będę mogła, pójdę na koncert. Mariza jest sprawczynią moich ciarek, jako jedna z nielicznych wokalistek. Byłam na jej koncercie na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Byłam wtedy biedną studentką i niosąc aparat kolegi fotografa próbowałam jakoś się wcisnąć, ale oczywiście zatrzymano mnie na bramce. Na szczęście udało mi się wejść. To był jedna z najpiękniejszych koncertów w moim życiu.</p>
<p><strong><a href="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_9845.JPG"><img class="alignleft size-medium wp-image-5297" title="Natalia Grosiak" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2010/03/IMG_9845-300x200.jpg" alt="Natalia Grosiak" width="300" height="200" /></a>Renata Chaczko: Jesteś związana z Wrocławiem i głównie z nim kojarzona. Również współpracujesz z wrocławskimi artystami. Utożsamiasz się ze stolicą Dolnego Śląska?</strong></p>
<p>Jak najbardziej. Już jestem tu zameldowana i jestem, można rzec, nabytą wrocławianką. Kiedy ostatnio jechałam na koncert z Digit All Love do Poznania, uświadomiłam sobie, że wszyscy z zespołu, oprócz mnie, urodzili się we Wrocławiu. Ja, jako jedyna, urodziłam się poza stolicą Dolnego Śląska. Jednak mieszkam we Wrocławiu, tu jest mój dom i tu jest mi dobrze.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Jednak jest taka tendencja, że wielu artystów chcących się wybić, jest skazanych na Warszawę.</strong></p>
<p>Można uniknąć mieszkania w Warszawie, jak robi to konsekwentnie L.U.C..</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: A gdybyś miała wyjechać z Wrocławia i byłby to Twój świadomy wybór, to w którym kierunku?</strong></p>
<p>Za granicę.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Portugalia?</strong></p>
<p>Niekoniecznie. Raczej Australia. Myślę, że może nie w tym momencie, ale na pewno kiedyś wyemigruję tam na chwilkę.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: Żeby poszukiwać muzycznie, czy żeby pożyć?</strong></p>
<p>Żeby pozwiedzać kulę ziemską. Australia jest fascynującym miejscem, ale ogólnie uwielbiam podróżować.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Jakie są Twoje plany w najbliższym czasie? Szykuje się coś na kształt współpracy z Leszkiem Możdżerem?</strong></p>
<p>Teraz chcę skoncentrować się na własnej twórczości. Czuję, że chcę rozwijać przede wszystkim siebie i obecnie pracuję z Mikromusic nad nowym materiałem. Poza tym piszę dużo nowych piosenek. Jeszcze nie wiem, co z tym wszystkim zrobię.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Gdybyś mogła cofnąć czas do momentu, gdy jeszcze pracowałaś w kancelarii i powiedzieć jedno jedyne zdanie samej sobie, to co byś powiedziała?</strong></p>
<p>Słuchaj siebie i żyj w zgodzie  z samą sobą.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: A teraz pobiegnijmy w przyszłość. Jest rok 2030. W którym miejscu jesteś?</strong></p>
<p>Chyba daleko stąd. Nie wiem dlaczego, ale od razu naniosłam znacznik na Australię.</p>
<p><strong>Renata Chaczko: Chciałabyś tam zapuścić korzenie?</strong></p>
<p>Nie, ale chciałabym tam wrócić.</p>
<p><strong>Kasia Adamowicz: I tego Ci właśnie życzymy.</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/pasja-dojrzewajaca-na-pustyni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Znalazłam wczorajszy dzień</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/znalazlam-wczorajszy-dzien/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/znalazlam-wczorajszy-dzien/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 17:36:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agata Szakiel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kulturalne rozmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=545</guid>
		<description><![CDATA[Wydawnictwo Homini oddaje w ręce czytelników książkę Belli Szwarcman-Czarnoty &#8211; znanej filozofki, tłumaczki, współzałożycielki i redaktorki miesięcznika &#8220;Midrasz&#8221;. „Znalazłam wczorajszy dzień” to wspaniała, zataczająca wiele kręgów przestrzennych i kół czasowych podróż w głąb tradycji i myśli żydowskiej. Autorka z powodzeniem łącząc zaangażowanie z obiektywizmem, poetycką zadumę z żywym humorem, dzieli się swoim prywatnym odczytaniem judaizmu, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><img class="aligncenter size-full wp-image-2081" title="bella_szwarcman_-_czrnota" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2009/08/bella_szwarcman_-_czrnota.jpg" alt="bella_szwarcman_-_czrnota" width="448" height="300" />Wydawnictwo Homini oddaje w ręce czytelników książkę Belli Szwarcman-Czarnoty &#8211; znanej filozofki, tłumaczki, współzałożycielki i redaktorki miesięcznika &#8220;Midrasz&#8221;. „Znalazłam wczorajszy dzień” to wspaniała, zataczająca wiele kręgów przestrzennych i kół czasowych podróż w głąb tradycji i myśli żydowskiej. Autorka z powodzeniem łącząc zaangażowanie z obiektywizmem, poetycką zadumę z żywym humorem, dzieli się swoim prywatnym odczytaniem judaizmu, oraz osobistymi przeżyciami, przemyśleniami na wiele aktualnych tematów.</strong></p>
<p>Na książkę składa się 68 erudycyjnych tekstów o różnych motywach i dygresjach pisanych w ciągu 12 lat. W nurcie rozważań nad problemem miejsca tradycji we współczesnym świecie, wagi wychowania w jej duchu czy zachowania tożsamości głos Belli Szwarcman-Czarnoty stanowi niezwykle wartościową, opartą na głębokiej wiedzy i jednocześnie mocno osadzoną w rzeczywistości propozycję.</p>
<p>„Gdy byłam mała, prosiłam ciocię o przystępniejsze wyjaśnienia, a wtedy zastanawiała się przez chwilę, a potem mówiła: lemoszl — „na przykład” — i zawsze po tych słowach następowała jakaś fascynująca opowieść, przytaczana nie gwoli rozrywki, nie sama dla siebie, ale pomagająca dotrzeć do sedna sprawy, którą należało wyjaśnić. Czasem historyjka wydawała się błaha, lecz tylko pozornie. Nasi mędrcy mawiali bowiem: „Nie pogardzaj opowieścią. Płomień z najtańszej nawet świeczki może pomóc ci znaleźć zagubioną złotą monetę czy kosztowną perłę. Podobnie za pomocą zwyczajnej opowieści możesz dotrzeć do najgłębszych myśli”.</p>
<p>Przeczytaj wywiad z autorką, który został przeprowadzony podczas XI. Festiwalu Kultury Żydowskiej SIMCHA we Wrocławiu.</p>
<p><strong>Połówki Pomarańczy: Proszę przybliżyć swoją biografię Czytelnikom.</strong></p>
<p><strong>Bella Szwarcman-Czarnota:</strong> Jestem z wykształcenia filozofem. Pracowałam przez wiele lat w Państwowym Wydawnictwie Naukowym, potem w Żydowskim Instytucie Historycznym, a od 13 lat jestem redaktorką i felietonistką miesięcznika „Midrasz”. Miesięcznik ten popularyzuje i przybliża kulturę, religię oraz tradycję żydowską. Jestem również tłumaczką języka rosyjskiego, francuskiego oraz jidysz. Poza tym mam męża, dwudziestotrzyletnią córkę – studentkę Akademii Muzycznej i filozofii – oraz psa. Mieszkam i pracuję w Warszawie, ale bardzo lubię stamtąd wyjeżdżać: podróżować, zwiedzać, poznawać nowych ludzi, ale też odwiedzać dawnych przyjaciół i znajomych.</p>
<p><strong><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2082" title="10050698" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads//2009/08/10050698-147x231.jpg" alt="10050698" width="147" height="231" />Jakie znaczenie ma to, że ta książka powstawała przez 12 czy nawet 13 lat?</strong></p>
<p>Ta książka powstała w ciągu niespełna miesiąca. Przez trzynaście lat pisałam  teksty, które się na nią składają. Dopiero niedawno ułożyłam mniej więcej połowę z nich w pewną całość. Co miesiąc powstawał – i nadal powstaje – felieton dla potrzeb miesięcznika „Midrasz”. Każdy z nich ma w pewnym sensie edukować czytelnika i informować go też o tym, co dla mnie, w danej chwili, jest istotne, co mnie interesuje. W miarę, jak powstawały te felietony, coraz szerzej otwierały się szufladki w mojej pamięci, przypominałam sobie coraz więcej – przede wszystkim z mojego dziedzictwa rodzinnego i historii rodzinnej. Z drugiej strony, skłaniało mnie to do coraz intensywniejszych i głębszych poszukiwań i nauki, wciągało mnie to coraz bardziej &#8211;  i myślę, że tak już zostanie.<br />
Poprzez te teksty, dość osobiste, nawiązałam wiele kontaktów z czytelnikami. Czasami są to kontakty zdawkowe, czasami bardziej trwałe. Przede wszystkim jednak okazało się, co może odkrywcze nie jest, ale ja odkryłam to na swój własny użytek &#8211; że pisząc mogę wywrzeć jakiś wpływ na życie innych, a z kolei to, co inni mówią o moim pisaniu, również ma na mnie wpływ i mnie wzbogaca.<br />
Wcześniej przede wszystkim tłumaczyłam książki i je redagowałam (poza krótkim okresem tuż po studiach, kiedy pisałam dla gazety żydowskiej „Fołks- Sztyme”); nie znałam tej szczególnej relacji, jaka łączy stałych czytelników danej rubryki z jej autorem, nie czułam tego, że czytelnicy przywiązują się do autora, a on przywiązuje się do czytelników.</p>
<p><strong>Jakie jest miejsce tradycji we współczesnym świecie? Gdy zajrzałam do tej książki, nasunęła mi się myśl, że obecnie modne jest odszukiwanie swoich korzeni – ale koncentruje się to raczej na tworzeniu drzew genealogicznych. To wszystko jest bardzo powierzchowne. Natomiast Pani wchodzi głębiej. </strong></p>
<p>Tradycja to jest taka podłoga, po której my chodzimy. Można z tradycją zerwać, można pozornie się z nią nie liczyć, można od niej odejść, ale ona  &#8211; jak ta podłoga &#8211; zostanie. Możemy zawsze wrócić i poczuć ją pod stopami, przekonać się, że ona jest. Zdarzało mi się spotkać ludzi wychowanych w pewnej pustce, nie znających swojej historii rodzinnej. Prędzej czy później większość z nich chciała ją odtworzyć czy stworzyć. Żeby móc obejrzeć się za siebie, a potem – z pewnym projektem &#8211;  wybiec myślą do przodu.</p>
<p><strong>Czyli tradycja pozwala przede wszystkim lepiej zrozumieć samych siebie? </strong></p>
<p>Tak. Pozwala wygodniej się poczuć we własnej skórze. Czujemy jakąś łączność z pokoleniami, ktoś za nami stoi. Nasi rodzice, dziadkowie, pradziadkowie &#8211;  stoją za naszymi plecami, dają nam siłę.</p>
<p><strong>Czy zagłębianie się w tradycję pozwala też lepiej rozumieć nawet tragiczne wydarzenia?</strong></p>
<p>Nie wiem, czy pozwala lepiej rozumieć, ale tak czy inaczej jestem zdania, że powinniśmy wiedzieć o tym, co spotkało naszych przodków konkretnie, i ogólnie &#8211; nasz naród. W przypadku kogoś urodzonego po wojnie, po Zagładzie, wysłuchanie opowieści o tym, co się stało, pozwała przerwać rodzinną traumę. Bo przecież nie jest tak, że milczenie osłania – przeciwnie, ono zaciemnia, a ciemność budzi lęk.</p>
<p><strong>Czy wychowanie w duchu tradycji pozwala zachować i lepiej zrozumieć własną tożsamość?</strong></p>
<p>Nie mówiłabym o wychowaniu w duchu tradycji – to trąci pewnym skostnieniem, zafiksowaniem się, kręceniem się w kółko. Wolałabym mówić o wychowaniu poprzez świadomość własnej tradycji i historii rodzinnej. W każdym razie dobrze jest ją poznać, nawet jeśli się ją potem odrzuca.<br />
Oczywiście można też próbować budować swoją tożsamość według innych wyróżników niż tradycja czy historia rodzinna, podjąć decyzję na własną rękę – co teraz dla mnie będzie istotne, wokół czego zbuduję moje życie.</p>
<p><strong>Czy wspomnienie może być formą terapii?</strong></p>
<p>Tak, pod warunkiem, że nie żyjemy tylko wspomnieniami, że one nas nie pętają, pozwalają iść naprzód.</p>
<p><strong>Czy Pani książka ma być przyczynkiem do własnych, pogłębionych poszukiwań korzeni?</strong></p>
<p>Ja nie musiałam szukać swoich korzeni, one nigdy nie zostały wyrwane. Próbuję je badać – to wszystko.</p>
<p><strong>A jaka jest rola opowieści w tej książce?</strong></p>
<p>Opowiadanie jest w judaizmie tradycyjną formą interpretacji: poprzez opowieść przywołaną jako ilustracja pokazuje się inny, być może nowy wymiar tego, co chce się przedstawić czytelnikowi czy słuchaczowi.<br />
Poza tym można powiedzieć,  i to potwierdzają też psychologowie, że opowieści mogą być formą terapii – zarówno opowiadanie, jak i słuchanie.<br />
W moich tekstach pojawiają się nie tylko opowiadania sensu stricte, ale i midrasze. Midrasz jest taką metodą interpretacyjną, która polega na tym, że się dopisuje do niezrozumiałych wydarzeń, do niejednoznacznego tekstu swoją interpretację, swoje wyjaśnienie. To, w jaki sposób to czynimy, mówi coś o nas – wyrażamy w ten sposób siebie. A potem następne pokolenia czytelników tych komentarzy, midraszy, dowiadują się, jak się interpretowało teksty kiedyś i to też mówi coś o tych czasach, w których owe midrasze powstawały.<br />
A poza tym lubię przytaczać opowieści zasłyszane w dzieciństwie – to pewien sposób utrwalania ich razem z atmosferą, z kontekstem, w jakim je usłyszałam. To też buduje i umacnia ten gmach tradycji rodzinnej.</p>
<p><strong>Za każdą piosenką stoi historyjka, a za każdą historyjką człowiek, który ją opowiedział. To zdanie z Pani książki – na ile odsłania Pani siebie w tej książce?</strong></p>
<p>Oczywiście, ja nie opowiadam żadnych historii bardziej intymnych. Ale myślę, że książka oddaje klimat i atmosferę mojego domu i tego, z którego wyrosłam, i tego który chciałam, nie wiem na ile to mi się udało, stworzyć mojej córce. Nie chciałam wygłaszać deklaracji, teorii czy zasad wiary, bo to tylko prowadzi do wykonywania pustych rytuałów i pustych gestów. Wolę żyć zgodnie z tym, jak myślę i czuję.</p>
<p><strong>Czy znaczenie ma to kto wspomina &#8211; kobieta czy mężczyzna? </strong></p>
<p>W pewnym sensie tak. Inne są wspomnienia kobiet, inne są wspomnienia mężczyzn &#8211; ale ważne są jednakowo.<br />
Tak się jednak złożyło, że w moim domu historię opowiadały kobiety – mama i jej siostry. Ale one poznawały opowieści rodzinne z ust swojego ojca, a mojego dziadka. Babcia moja umarła młodo, więc wychowywał je dziadek. Z kolei mój ojciec niewiele opowiadał o swoim dzieciństwie czy dalszych krewnych. Jego dzieciństwo było traumatyczne.</p>
<p><strong>Zajmuje się Pani tematyką kobiecą – jakie znaczenie ma tematyka kobieca w judaizmie? </strong></p>
<p>Trudno odpowiedzieć wyczerpująco na tak szeroko postawione pytanie. Może odpowiem, co – moim zdaniem – jest interesujące, i co robić należy. Otóż należy na nowo spojrzeć na Biblię, na rolę, jaką odgrywały kobiety, przyjrzeć się temu wszystkiemu oczami kobiet, co oznacza zinterpretować je na nowo, z punktu widzenia kobiet. To się robi od kilkudziesięciu lat, ale jest jeszcze dużo do zrobienia.<br />
Może podam przykład: w judaizmie wielką estymą darzy się studiowanie świętych ksiąg. Kobiety przez wiele stuleci były z tego wyłączone. To się zmienia, i bardzo dobrze, bo dobrze jest, żeby kobiety same wybierały, co chcą robić, a nie, żeby o tym decydowali mężczyźni. Ale – co jeszcze ważniejsze – należy dostrzec, że przez te stulecia kobiety wypracowały swoje własne formy duchowości czy religijności, które są nie mniej wartościowe od studiowania ksiąg. I czynią to obecnie również, bardziej świadomie niż kiedys.</p>
<p><strong>Do kogo jest kierowana ta książka?</strong></p>
<p>Moja książka jest adresowana do tych, którzy chcą zapoznać się kulturą żydowską, z judaizmem szeroko rozumianym – nie tylko jako religią. Opowiadam przecież o literaturze, o języku jidysz, życiu codziennym, również o antysemityzmie.<br />
Gdy zaczynałam pisać felietony do „Midrasza”, miały one przede wszystkim „oświecać” tych, którzy nie byli wychowani w tradycji żydowskiej, a chcieli do niej powrócić czy zacząć ją  kultywować.<br />
Okazało się jednak – z ankiety, jaką przeprowadziliśmy &#8211; że moje teksty czytają bardzo chętnie również, a może przede wszystkim ci, którzy się interesują kulturą żydowską, niekoniecznie będący Żydami.</p>
<p><strong>Czy możemy liczyć na drugą część książki?</strong></p>
<p>Nie wiem czy znalazłyby one wydawcę.  Mam jednak sporo tekstów w zanadrzu, no i co miesiąc powstają nowe – mam nadzieję, że coraz lepsze.</p>
<p><strong>Jak zachęciłaby Pani czytelników do lektury? </strong></p>
<p>Jeśli chcesz zajrzeć do żydowskiego domu – takiego, w którym ważna jest religia żydowska i tradycja, również świecka – otwórz moją książkę. Jeśli chcesz poznać tradycyjny sposób interpretowania tekstów – przeczytaj opowieści, które przytaczam.<br />
Jeśli chcesz wiedzieć, co mnie cieszy, fascynuje, irytuje i boli – wydobądź to z tego, co piszę.</p>
<p>Dziękuję za rozmowę.</p>
<p>Rozmawiała Agata Szakiel</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kulturalne-rozmowy/znalazlam-wczorajszy-dzien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

