<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Połówki.pl - portal Klubu Singla Połówki Pomarańczy &#187; Bossa Nova</title>
	<atom:link href="http://polowki.pl/kategoria/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polowki.pl</link>
	<description>Serwis dla singli i singielek. Dołącz do Klubu Singla Połówki Pomarańczy. Poczytaj o Singlach: wakacje dla singli, nowe znajomości, wczasy, imprezy dla singli, wycieczki dla singli, biuro podróży dla singli, zdrowie, uroda, hi-tech.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 22:11:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Bossa nova</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/bossa-nova/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/bossa-nova/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Aug 2009 16:26:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kinga Bierwiaczonek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bossa Nova]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=476</guid>
		<description><![CDATA[Muzyka pulsująca w rytmie serca. Melancholijna, choć pobrzmiewa w niej karnawałowa samba. Pogodna, choć przeziera przez nią tropikalny smutek. Brazylijska, choć przyznaje się do niej świat. I jakże naturalna, choć – jako gatunek – całkowicie sztuczna, bo stworzona przez trzech ludzi niemalże z dnia na dzień. Bossa nova, prosto z Rio – albo, jeśli ktoś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><strong><img class="aligncenter size-full wp-image-1412" title="Guitar" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2009/08/Guitar_by_the_truth116.jpg" alt="Guitar" width="585" height="427" /></strong>Muzyka pulsująca w rytmie serca. Melancholijna, choć pobrzmiewa w niej karnawałowa samba. Pogodna, choć przeziera przez nią tropikalny smutek. Brazylijska, choć przyznaje się do niej świat. I jakże naturalna, choć – jako gatunek – całkowicie sztuczna, bo stworzona przez trzech ludzi niemalże z dnia na dzień. Bossa nova, prosto z Rio – albo, jeśli ktoś woli, prosto z amerykańskich songbooków.</h3>
<p>Rok 1956. Brazylia. Pewien uznany autor poszukuje kompozytora, który napisałby muzykę do jego sztuki teatralnej. To ma być współczesna muzyka, kołysząca się w rytmie samby, na wskroś brazylijska. Poszukiwania prowadzą dramaturga do młodego kompozytora, którego pierwsze pytanie brzmi: czy da się na tym zarobić jakieś pieniądze? Mało obiecujący początek współpracy. A jednak – ten duet odmieni oblicze muzyki, i to nie tylko brazylijskiej. Dramaturg nazywa się Vinicius de Moraes. Kompozytor to Antonio Carlos Jobim. Dwa nazwiska, które można dziś przeczytać na okładce co drugiego albumu jazzowego. Dwóch ludzi, którym zawdzięczamy delikatną, kołyszącą bossa novę.</p>
<p>Pewnie nic by z tego nie było, gdyby na scenę nie wkroczył jeszcze jeden człowiek. Spółka autorska Moraes-Jobim produkowała urocze piosenki, które całkiem nieźle się sprzedawały, ale nie wywołały sensacji. Nie mogły. Nie było w nich nic nowego, po prostu kolejna porcja tradycyjnych samba-cançăo, nieco ospałej lirycznej samby. I wtedy znikąd pojawił się Joăo Gilberto. Ten ekscentryczny, nikomu nie znany gitarzysta i piosenkarz swoją prościutką, niemal szepcącą i rozkołysaną interpretacją nadał utworom Jobima i Moraesa zupełnie nowy wymiar.</p>
<p>I zaczęło się. Na podstawie sztuki Moraesa powstał &#8220;Czarny Orfeusz&#8221;, film Marcela Camusa z muzyką spółki Jobim-Moraes, doprawioną niezwykłym stylem Gilberto. Film dostał w Cannes Złotą Palmę, w Hollywood &#8211; Oscara,        a jego ścieżka dźwiękowa rozkołysała świat. Trzej Brazylijczycy skupili na sobie uwagę największych jazzowych gigantów. Rio nagle stało się muzycznym pępkiem świata. Stan Getz, Frank Sinatra, Ella Fitzgerald, Charlie Byrd – wszyscy nagrywali ich utwory. Z nimi i bez nich, choć chętniej z nimi. Bo dopiero z nimi bossa nova była autentyczna, ciepła i pogodna jak noc w Rio.</p>
<p>Nazwę &#8220;bossa nova&#8221; tłumaczy się jako &#8220;nowy trend&#8221;, choć bardziej tu chyba pasuje zwyczajne &#8220;coś nowego&#8221;. Bo rzeczywiście, była to zupełna nowość. Do tej pory brazylijski mainstream polegał na mniej lub bardziej nieudolnym naśladowaniu Broadwayu: wyśpiewywało się gładkie frazy pełnym głosem, z wibrującą operetkową manierą. Delikatny, chropawy, niemal szepczący śpiew Joăo Gilberto jaskrawo kontrastował z tą konwencją. Gilberto śpiewał leniwie, jakby wprost do ucha odbiorcy, niedbale wspierając się na kołyszącym rytmie, przywołującym na myśl sambę i bicie serca. Tworzył ciepły, intymny nastrój, melancholijny i pogodny zarazem. Ten styl przejęła również jego pierwsza żona, Astrud, z którą nagrał przebój wszechczasów – &#8220;Dziewczynę z Ipanemy&#8221;.</p>
<p>W sambie przegląda się jedna twarz Brazylii – ta karnawałowa, dzika, tętniąca pierwotnymi rządzami. Bossa nova odbija jej drugą twarz – zamyśloną i melancholijną, choć nadal łagodnie uśmiechniętą. Jednak ta muzyka dawno już przestała być wyłączną własnością tego kraju – dziś należy do całego świata. Zwykle traktuje się ją jako jeden ze stylów jazzu. Bezpretensjonalne piosenki Jobima i Moraesa znaleźć można, w anglojęzycznych wersjach, we wszystkich amerykańskich songbookach, czyli zbiorach jazzowych standardów. Charakterystyczny, pulsujący jak serce rytm usłyszymy na najznakomitszych jazzowych albumach. Niektórzy muzycy z zrobili z niego wręcz swój znak firmowy – na przykład Diana Krall, która od pionierów bossy oprócz tego rytmu, obecnego w większości jej utworów, i części repertuaru przejęła również delikatny, niemal ascetyczny sposób śpiewania.</p>
<p>Zdumiewające jest to, że tak niezwykłą karierę – zwieńczoną tryumfalnym wejściem do kanonu muzycznej klasyki – zrobił gatunek całkowicie sztuczny, wymyślony przez trzech ludzi i stworzony z niczego niemal z dnia na dzień. Pewnie dałoby się to jakoś wytłumaczyć – bo bossa nie wzięła się tak zupełnie znikąd, ale z połączenia tego, co najlepsze w jazzie, z tym, co najlepsze w brazylijskich brzmieniach. Mimo wszystko jest to zupełny ewenement. Wystarczy posłuchać, by się o tym przekonać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/bossa-nova/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O człowieku, który wynalazł bossę</title>
		<link>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/o-czlowieku-ktory-wynalazl-bosse/</link>
		<comments>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/o-czlowieku-ktory-wynalazl-bosse/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 Aug 2009 17:36:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kinga Bierwiaczonek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bossa Nova]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polowki.pl/?p=483</guid>
		<description><![CDATA[Jego ekscentryczna osobowość kontrastuje z ascetycznym sposobem śpiewania. Jego gitara to przedłużenie jego ciała. Z nieszkodliwego wariata włóczącego się po nocnych klubach Rio de Janeiro i Porto Alegre stał się muzycznym demiurgiem, który powołał do życia nową planetę – planetę bossa novy. Król brazylijskich brzmień, żywa legenda i chodząca tajemnica, geniusz i dziwak – João [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><img class="aligncenter size-large wp-image-1447" title="JOAO GILBERTO" src="http://polowki.pl/wp-content/uploads/2009/08/JOAO-GILBERTO-2-660x518.jpg" alt="JOAO GILBERTO" width="660" height="518" />Jego ekscentryczna osobowość kontrastuje z ascetycznym sposobem śpiewania. Jego gitara to przedłużenie jego ciała. Z nieszkodliwego wariata włóczącego się po nocnych klubach Rio de Janeiro i Porto Alegre stał się muzycznym demiurgiem, który powołał do życia nową planetę – planetę bossa novy. Król brazylijskich brzmień, żywa legenda i chodząca tajemnica, geniusz i dziwak – João Gilberto Prado Pereira de Oliveira, znany jako João Gilberto.</h3>
<p>Gdy Antonio Carlos Jobim i Vinicius de Moraes założyli w 1956 roku swą słynną spółkę autorską, wydawało się, że od sukcesu dzieli ich tylko krok. Długo jednak nie udawało im się  tego kroku wykonać. Kto mógł wówczas wiedzieć, że w tej układance brakuje po prostu jednego elementu – i to tego najważniejszego… Brakowało bowiem João.</p>
<p>João Gilberto urodził się w 1931 roku w Juazeiro, prowincjonalnym miasteczku w brazylijskim stanie Bahia. Jako jedyny z siódemki rodzeństwa nie miał wykształcenia, choć był z nich wszystkich najinteligentniejszy. Miał za to gitarę, która od czternastego roku życia stanowiła przedłużenie jego ciała.</p>
<p>Jako osiemnastolatek João wyjechał z rodzinnego miasteczka do stolicy Bahii, Salvadoru, a stamtąd, razem z miejscowym boysbandem, do Rio. Praca z tym cukierkowym zespołem nie bardzo go interesowała – nie przychodził na próby, spóźniał się na występy, w końcu zaczął je wręcz opuszczać – i został wyrzucony z grupy. Musiał sobie radzić sam, ale na to też nie bardzo miał ochotę. Nie zamierzał pracować jako knajpiany grajek, a nic poza muzyką go nie interesowało. Pomieszkiwał więc kątem u różnych swoich przyjaciół. Żył na koszt gospodarzy, ale nikomu nie przychodziło nawet do głowy, żeby mu proponować podział kosztów czynszu albo jedzenia. Za gościnę płacił inteligentną rozmową i swoją ujmującą muzyką – to wszystko. Grał całymi nocami, nie zważając zupełnie na to, że ludzie, u których mieszkał, rano szli do pracy. W końcu przychodził moment, gdy musiał się wynieść – ale  wtedy zawsze znajdował się ktoś inny, gotów dzielić z nim swój dom. João musiał mieć chyba dar hipnotyzowania ludzi.</p>
<p>Z bliska nie wyglądało to jednak wcale na beztroskie, cygańskie życie. Cierpiąc na chroniczną depresję, João swój ból istnienia stępiał za pomocą kilogramów wypalanej marihuany (do której powziął zresztą później taką awersję, że do końca życia nie przyjmował nic mocniejszego niż sok pomarańczowy). Był zapuszczony, w łachmanach, właściwie bez szans na jakąkolwiek pracę. Nocami wystawał pod klubami, w których grali jego znajomi, by choć na chwilę się do nich przyłączyć. Tylko po to żył.</p>
<p>W końcu jeden z jego ostatnich przyjaciół – których rzesza mocno stopniała, bo większość nie przeszła ciężkiej próby zamieszkiwania z nim pod jednym dachem – postanowił wywieźć go z Rio. Luiz Telles zabrał João do Porto Alegre, swego rodzinnego miasta. Tam biedny muzyk odżył. Zyskał nawet lokalną sławę i pierwszych fanów, którzy niemal nie opuszczali nocnego klubu da Chave, by nie przegapić chwili, w której chimeryczny artysta zjawiał się tam ze swą gitarą – a to mogło się zdarzyć o każdej porze dnia i nocy. Potem João przemieszkał osiem miesięcy u swej siostry w Diamantinie, przy czym niemal cały ten czas przesiedział w jej łazience. Ta łazienka, owiana już legendą, miała rzekomo niezwykłe właściwości akustyczne, dzięki którym przyszły król bossy, dotychczas imitujący broadwayowskie bel canto, odkrył swój prawdziwy głos – miękki, chropawy i ciepły. To łazienkowe odkrycie na zawsze zmieniło jego sposób śpiewania.</p>
<p>Z domu siostry trafił do domu ojca, dla którego świeżo wypracowany, dziwaczny i mało męski styl muzyczny João był tylko kolejnym dowodem na to, że syn wymaga hospitalizacji.. W ten sposób Gilberto wylądował na miejscowym oddziale psychiatrycznym. Został jednak zwolniony po tygodniu, lekarze uświadomili sobie bowiem, że pomylili artystę z wariatem.</p>
<p>Potem wrócił do Rio, gdzie odnowił kilka starych znajomości. Między innymi z niejakim Tomem Jobimem, który przez ten czas stał się całkiem wziętym pianistą i kompozytorem, zdążył też napisać z Viniciusem de Moraesem kilka ładnych piosenek, które przeszły jednak  bez echa. Jobim zachwycił się łazienkowym stylem João, a zwłaszcza jego kołyszącą grą na  gitarze, krzywymi akordami, przedziwną, postawioną na głowie harmonią i tym rytmem, który trochę przypominał sambę, a trochę – bicie serca. Ta muzyka była jednak zbyt ekscentryczna, by się łatwo przebić. Jobim stoczył prawdziwą batalię, by umożliwić João nagranie jednej ze swych piosenek, &#8220;Chega de Saudade&#8221;. Praca nad tym nagraniem również przypominała wojnę – João wykłócał się z muzykami, wysuwał przedziwne jak na tamte czasy żądania, a zaplanowanych kilka godzin pracy rozrosło się do kilku dni. Urodzony w takich bólach singiel trafił na sklepowe półki.</p>
<p>I stało się – narodziła się gwiazda, która do dziś świeci pełnym blaskiem. A razem z tą gwiazdą powstała nowa muzyczna planeta, zwana bossa novą. Najbardziej osobisty, najintymniejszy odcień jazzu, a zarazem najbardziej kosmopolityczne brzmienie Brazylii.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polowki.pl/singiel-kulturalny/na-styku-kultur/kultura-latynoska/brzmienia-latynoskie/bossa-nova/o-czlowieku-ktory-wynalazl-bosse/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

